poniedziałek, 09 stycznia 2012 10:58

Andrzej Tuchorski, „Rezydent Wieży. Księga II”

Druga część przygód czarodzieja Klavresa to zestaw historii niecodziennych, zaskakujących i jednocześnie nad wyraz – zwyczajnych. Ale jak to? – zakrzykniecie w oburzeniu. Otóż, Andrzej Tuchorski stworzył postać, ba, stworzył świat, oparty na tym, co już było i powtarzało się setki razy. Czarodziej, sławni wojownicy, kowale, prosty lud, inne rasy, ogry, wszechobecna magia rodem z Dungeons & Dragons i tak dalej. Koncepcja rażąca co bardziej wytrawnych miłośników literatury fantasy swą prostotą i brakiem pomysłu, prawda? Niekoniecznie. Autor drugi raz udowadnia (recenzja „Księgi I”: klik), że można stworzyć książkę nie tyle będącą pastiszem czy satyrą na utarte schematy, ale można napisać rzecz oryginalną w swej nieoryginalności i oklepaniu. Oczywiście, ogromną rolę odgrywa tu humor i kłamstwem byłoby stwierdzenie, że ta sama, jeno ubrana w powagę i patos powieść Tuchorskiego, znalazłaby rację bytu. Tylko ten styl, ten humor i takie realia zapewniają odbiorcy komfort i pozwalają na czerpanie przyjemności z lektury. Ale po kolei.

 

Opisywać fabułę drugiej księgi „Rezydenta Wieży” to jak odtwarzać startą, rozsypującą się płytę – każdy zna jej treść i melodię, ale nie każdy lubi analizować rzeczy przetrawione milion razy. Dlatego, przyjmijmy na potrzeby recenzji, że Klavres to mag i ma przygody, jak na maga przystało. Ok? Siedzi w swojej wieży, czasem wychodzi, czasem nawet wyrusza na wyprawy. Ok? Ok. Czarodziej opowiada zdarzenia i dzieje, jakie dane mu było przeżyć, ale tutaj też nie o to się rozchodzi. Moc, albo by nie popadać w patos – siła stworzonej przez Tuchorskiego opowieści kryje się pomiędzy barwnymi postaciami, kolorowym światem i swobodną narracją, jakby od niechcenia. Tu chodzi o tekst, literki i znaczenia, układane przez autora celem wytworzenia ostatecznie lektury przyjemnej, luźnej i powabnej jak wiejska dziewka, która – choć prosta w obyciu i czasami naiwna, ostatecznie okazuje się najładniejszą pannicą w województwie.

Tuchorski tym razem nie zaskakuje, a utrzymuje w przekonaniu, że umie pisać prosto, ale – broń Boże – nie prostacko. Pisanina tego pisarza to może nie jest najwyższych lotów literatura, ale… no właśnie. Czy mamy prawo negatywnego oceniania powieści, dlatego że tylko się nam spodobała? Dlatego, że zwyczajnie, po ludzku ta prosta i smaczna strawa, nad wyraz podpasowała nam tudzież podeszła? Po zadowalającej, ba – po nadzwyczaj przyjemnej lekturze, czytelnik zaczyna zastanawiać się i modzić teorie. Czy to aby nie wtórny idiotyzm czytelnika dopadł? Lenistwo? Wygoda? Wszak, jak można podniecać się tak prostą i przewidywalną książeczką? Toż „Rezydent Wieży” to brukowiec literatury, tani papier toaletowy firmy „Tesco”, stojący na półce ramię w ramię z Velvetem i Reginą! Jednego tylko nie zauważamy, tak zaślepieni stereotypem, niebezpiecznie lawirując na granicy „co ludzie powiedzą” i „ale to nie wypada!”: brukowce potrafią zapewnić całkiem niezłą rozrywkę, a papier „Tesco” wcale nie jest taki szorstki. Ba, niższym kosztem zapewnia nieraz tyle samo satysfakcji, co droższe, bardziej miękkie marki. Odważmy się pociągnąć dalej tę zacną metaforę: nie tak miękki i puszysty jak droższe odpowiedniki, okazuje się jednocześnie praktyczniejszy. Z jakiego powodu? Zgadnijcie. I taki jest właśnie „Rezydent Wieży”. Satysfakcjonujący. Przyjemny. Praktyczny. Nie rwie się w nieodpowiednich momentach. Po prostu.

Korekta: Maja Borawska

Dodatkowe informacje

  • Autor: Andrzej Tuchorski
  • Tytuł: „Rezydent Wieży. Księga II”
  • Data wydania: 26-10-11
  • Wydawnictwo: Prószyński I S-Ka
  • Pozostałe dane: Oprawa: miękka
    Wprowadzono:
    ISBN: 978-83-7648-956-8
    Stron: 288
    Wymiary: 125x195

Dodaj komentarz