Chuck Palahniuk, „Snuff”
Recenzował: Jacek Orlicz
Pan Chuck Palahniuk nie przestaje mnie zadziwiać. Co prawda nie czytałem jego wszystkich powieści, ale im więcej tychże książeczek przyswajam, tym bardziej zdumiewam się, jak sprawnie i szybko można przekraczać kolejne granice. W przypadku Chucka są one różne. Spotykamy płynną, nieustannie przesuwaną granicę dobrego smaku, która idzie w parze z graniczną ilością wulgarnych słów na stronę tekstu (współczuję tłumaczowi – sam autor wykazał się srogą inwencją i widać, że trudno było mu dotrzymać kroku). Czasami zastanawiam się, czy Chuck nie siedzi godzinami znudzony i z tej nudy nie zaczyna wymyślać nowych kuriozalnych określeń, tyczących się opisu narządów płciowych, stosunków płciowych, czy innych sprośnych zachowań i obiektów, przed którymi warto chronić dzieci. To jednak, pomijając wspomnianą inwencję, żaden wyczyn. Wyczynem w przypadku Chucka jest coś innego, kolejna granica. Nazwijmy ją… granicą współczynnika stosunku interesującej treści do ilości stosunków w tekście. I to właśnie na podkręcaniu ilości stosunków – tak, tych w pierwotnym, naturalnym, fizycznym, seksualnym tego słowa znaczeniu – pan Chuck w swojej powieści „Snuff” się skupia. Od technicznej strony przynajmniej.
Przechodząc do rzeczy: „Snuff” to książka o biciu rekordu ilości odbytych stosunków seksualnych na ekranie. Jedna kobieta – zapomniana już – Casey Wright kontra sześciuset napalonych ogierów (w tym zarówno początkujący, jak i zaawansowani „aktorzy”). Kino dla dorosłych Chuck zdaje się znać od podszewki – i to nie z tej bardziej popularnej, powszechnej strony. Widzimy lejącą się z kart powieści WIEDZĘ – informacje, słowa, dziesiątki niuansów, ciekawostek, nazwisk, anegdot i technik z samego centrum porno-biznesu. Autor raczy czytelnika wymyślnymi określeniami (średnio) interesujących technik seksualnych, szczegółami kręcenia filmów dla dorosłych, a jednocześnie snuje swoją tradycyjną powieść prześmiewczo-ironiczno-obrzydliwą.
Akcja opisywana jest z perspektywy trzech panów o numerach 72, 137 i 600, a także z perspektywy niewiasty organizującej całe przedsięwzięcie, słodkiej, wkurzonej Sheili. A, zapomniałbym: dziewięćdziesiąt dziewięć procent akcji toczy się w zatłoczonej (setki facetów czekających, by zapisać się na kartach historii), śmierdzącej (prawie wszyscy wysmarowani olejkami do opalania i innymi specyfikami) i lepiącej się (nie pytajcie) poczekalni.
Czy Chuck traci formę i zamiast prezentować kontrowersyjną, lecz strawną opowieść, jedynie obrzydza? Wielu powie, że tak. Na szczęście, pomijając lejące się z książeczki „Snuff” obrzydliwości i perwersje, czytelnik ma do czynienia z czymś więcej niż zwykły kartkowany pornol nastawiony na wzbudzenie kontrowersji lub wywołanie wymiotów. Szczerze mówiąc, Chuck napisał książkę mroczną i niezwykle ciekawą. Pornografia zdaje się być jedynie płaszczykiem, zewnętrzną skorupką dla tematu o wiele ważniejszego: zepsucia i degeneracji w tak ważnych tematach jak rodzina, system wartości współczesnego człowieka i niszczenie ludzkiej psychiki przez postępujący kapitalizm, konsumpcjonizm oraz – tak, ten epatujący z kart książki – przeinaczony, zwierzęcy seks, tutaj: za pieniądze/dla sławy. Chuck Palahniuk ponownie atakuje system, choć robi to nieco agresywniej niż zawsze. I nawet pomijając już „wyższą wartość” książki, która potrafi czytelnika mocno zasmucić i skłonić do refleksji nad kondycją nowoczesnego społeczeństwa, „Snuff” nadal jest zgrabną, nieco mroczną powieścią, w której autor umiejętnie, stopniowo, buduje napięcie. Rzeczy ważne przenikają się w nowej książce Palahniuka z pornografią, zepsuciem, spaczeniem, a także ze śmiercią. Polecam, paradoksalnie nie tylko tym o mocnych nerwach i złym guście: pod osłoną obrzydliwości i pustki znaleźć można, jak to u Chucka, wiele ciekawych skarbów.
Korekta: Paulina Koźbiał
- Wydawnictwo: Niebieska Studnia
- Oprawa: miękka
- Ilość stron: 220
- Rok wydania: 2013






