Steven Erikson, „Wspomnienie lodu”, „Dom Łańcuchów”
Autor: Łukasz Szatkowski
Kolejne części „Malazańskiej Księgi Poległych” z pewnością należą do jednych z najbardziej imponujących tomów na każdej półce, na której się pojawią. Niewątpliwie przyciągają uwagę każdego gorliwego czytelnika fantasy. I bardzo dobrze, bo sięgając po nie, można się przekonać, że ich fizyczna monumentalność to tylko przygrywka do głębi kryjącej się w środku. Tym razem honory sztandarowego cyklu autorstwa Stevena Eriksona pełnią „Wspomnienie lodu” i „Dom łańcuchów”, czyli części trzecia i czwarta.
Zbuntowany Zastęp Dujeka Jednorękiego wchodzi w sojusz z wrogą dotychczas armią Caladana Brooda. Obaj wodzowie rozumieją bowiem zagrożenie, jakim jest Pannioński Jasnowidz i jego fanatyczne hordy. Sprzymierzone armie ruszają im na spotkanie – do oblężonego Capustanu. Na innym odcinku frontu, po buncie w Siedmiu Miastach i rzezi Sznura Psów, sha’ik niespodziewanie wycofała swe siły z powrotem na pustynię, dając czas Przybocznej na przegrupowanie sił. Malazańczycy mają jednak armię złożoną głównie z rekrutów, a sama Przyboczna nie jest szczególnie doświadczonym dowódcą. Czy uda im się stłumić bunt?
To, co zwraca uwagę z szerszej perspektywy kilku części, to podejście Stevena Eriksona do prowadzenia zarówno fabuły, jak i prezentacji świata powieści. Niektórzy autorzy mają irytującą skłonność do wyjaśniania wszystkiego na kartach pierwszego tomu cyklu czy wręcz na samym początku – kolejne części to tylko odcinanie kuponów i wymyślanie kolejnych przygód (co m.in. znacznie utrudnia napisanie recenzji, która z założenia nie powinna być tylko streszczeniem). Inni preferują dodawanie aneksów, spreparowanych dokumentów przeznaczonych dla tych prawdziwych fanów. Obie opcje są nużące, a ponadto nie sposób wszystkiego zapamiętać, przez co znaczna część pracy włożonej w kreację świata idzie na marne. Prawdziwym wyzwaniem nie jest bowiem skonstruowanie autonomicznego świata ze wszystkimi bajerami nadającymi mu trójwymiarowość i koloryt, ale umiejętne wdrażanie i prezentowanie go czytelnikowi. Erikson jest w tym prawdziwym mistrzem, a zastosowany przez niego sposób przypomina trochę koncentryczny system kształcenia. Ot, weźmy np. system magii. W pierwszym tomie poznajemy powierzchownie magię opartą o groty – pisarz z grubsza zarysowuje, czym te groty są, ale odpuszcza sobie szczegóły. Wspomina też o pradawnych grotach, ale również nie wnika w temat, jedynie zaznacza. W kolejnych tomach poznajemy nowe groty i ich możliwości, a jeszcze dalej ich rodowód i historię. Autor zatem systematycznie wraca do materiału, powtarza go i metodycznie pogłębia, dzięki czemu nie mamy do czynienia z przeładowaniem informacjami i zwykłym znudzeniem. I tak jest ze wszystkim w „Malazańskiej…” – od kreacji bohaterów po dzieje świata.
Skoro już przy bohaterach jesteśmy, to warto zauważyć, że Erikson ma ich na pęczki i ciągle dodaje nowych, np. poprzez rozwinięcie historii jednej z postaci drugoplanowych czy wręcz epizodycznych i wysunięcia jej na czoło. Tak robi w „Domu Łańcuchów” z Toblakaiem, strażnikiem sha’ik – poświęca na jego dzieje fragment tak duży, że w innym przypadku można by z niego zrobić osobną powieść. Więcej uwagi poświęca także tym Podpalaczom Mostów, którzy do tej pory byli znani nie więcej niż z imienia, a niekiedy nawet i to nie. Do gry wchodzi również kilku nowych bogów i ascendentów. Dzieje się, oj, dzieje. A przy tym od tego przybytku głowa wcale nie boli.
W kolejnych tomach „Malazańskiej Księgi Poległych” jest wszystko to, co tak polubiliście w tych początkowych – tylko więcej i mocniej. A jeśli jakimś cudem nie mieliście jeszcze przyjemności zacząć swojej przygody z cyklem Eriksona, cóż, czas najwyższy naprawić to niedopatrzenie i skorzystać z nowego wydania przygotowanego przez Wydawnictwo Mag. Warto.
Korekta: Iga Pączek
Autor: Steven Erikson
Tytuł: „Wspomnienie lodu”, „Dom Łańcuchów”
Data wydania: listopad 2012, styczeń 2013
Wydawnictwo: MAG
Pozostałe dane: tłumaczenie: Michał Jakuszewski
tytuł oryginału: Memories of Ice, House of Chains
cykl: Malazańska Księga Poległych
liczba stron: 896, 852






