Graham Masterton „Panika”
Recenzowała:Olga Michalik
Odkąd w wieku 12 lat przeczytałam „Manitou” jestem wierną fanką Grahama Mastertona. Od tamtej pory pieczołowicie kolekcjonuję powieści grozy tego autora, mogę się już więc pochwalić całkiem pokaźnym zbiorem jego dzieł. Niemalże wszystkie jego powieści przerażają i fascynują odbiorcę swoim mrocznym klimatem, grozą i makabrą.
Jednak w każdej beczce miodu czasem może się znaleźć także łyżka dziegciu. Tak było na przykład z „Szatańskimi włosami”, i tak jest niestety także z najnowszą powieścią Mastertona – „Paniką”.
Fabuła książki jest nawet obiecująca. Sprowadza nas ona najpierw do amerykańskiego lasu, potem zaś do rodzimej Puszczy Kampinoskiej. W obu tych miejscach oszalali ze strachu ludzie gromadnie zaczynają popełniać samobójstwa, zadając sobie śmierć w wyjątkowo okrutny sposób: podrzynając sobie gardła, wypruwając flaki, czy też nadziewając się na własnoręcznie wystrugany pal. Ponieważ policja, jak to zwykle bywa, jest bezsilna wobec tych tajemniczych zbrodni, próbę wyjaśnienia zagadki podejmuje restaurator polskiego pochodzenia, Jack Wallach, którego syn był przyjacielem jednej z ofiar.
Dwunastoletni Sparky cierpi na Zespół Aspergera – zaburzenie ze spektrum autyzmu, które charakteryzuje się poważnym problemem w utrzymywaniu właściwych relacji społecznych. Wiem skądinąd, że osoby z ZA nie tolerują w swoim życiu żadnych zmian wykraczających poza ustalony harmonogram. Mają także znaczne trudności z nawiązywaniem nowych kontaktów, gdyż nie akceptują obcych ludzi, często wręcz się ich boją.
Jednakże w książce Mastertona nie da się w ogóle tego zaobserwować. Sparky chodzi do normalnej szkoły, ma (a raczej miał) bliskiego przyjaciela, i wcale nie obawia się kontaktu z nieznajomymi. Jedynym, co go wyróżnia na tle innych amerykańskich nastolatków jest wysoka inteligencja, wyjątkowa dojrzałość i obsesyjne upodobanie do przewidywania przyszłości z własnoręcznie tworzonych map gwiezdnych.
Tak więc, gdy Sparky bez śladu skrępowania i lęku konferuje z amerykańskimi śledczymi, a potem ochoczo leci przez pół świata do Polski, by rozmawiać z zupełnie obcymi mu ludźmi, to coś mi tu nie gra. Muszę więc powiedzieć: panie Masterton, Zespół Aspergera to to nie jest! Ale jedźmy dalej…
Autor książki, jako typowy Amerykanin jest święcie przekonany, że przeważająca większość Polaków odżywia się jedynie bigosem, gołąbkami lub pierogami, zakrapiając to obficie wysokoprocentowymi trunkami (czytaj: wódką lub piwem). Poza tym przeciętni mieszkańcy naszego kraju kultywują wiarę w leśne duchy oraz regularnie chodzą do wróżek, by utrzymywać kontakt ze zmarłymi członkami rodzin i przyjaciółmi. Tego typu stereotypowe podejście do Polaków wydaje się mi wyjątkowo niesłuszne i krzywdzące.
Kolejną kwestią, która mnie nurtuje jest fakt, iż w popularnej polonijnej restauracji w Chicago pracuje kucharz imieniem Michaił, który na dodatek jest zadeklarowanym nacjonalistą wrogo nastawionym do innych kultur. Jak wiadomo, Michaił nie jest typowo polskim imieniem, lecz raczej charakterystycznym dla naszych wschodnich sąsiadów. Nie wiem, czy to przeoczenie jest kolejną niekonsekwencją Grahama Mastertona, czy też raczej błędem tłumacza, który starając się zdążyć przed światową premierą książki popełnił tego typu pomyłkę. Jest to bardzo prawdopodobne, gdyż Polska jest jedynym krajem, w którym nastąpiła już premiera „Paniki”: reszta świata musi na nią poczekać do przełomu 2013 i 2014 roku. Taka decyzja autora miała być swoistym ukłonem w stronę kraju, w którym rozgrywa się większość z wydarzeń opisanych w powieści. Cóż, moim zdaniem, ukłon ten okazał się nieco chybiony. Tym bardziej, że cała fabuła książki wydaje się być sklecona naprędce i trochę niedopracowana. Styl „Paniki” w ogóle nie przypomina dzieł pisanych w okresie szczytowej formy Mastertona. Akcja utworu jest schematyczna, fabuła przewidywalna, opisy mocno okrojone, a zdania zbytnio uproszczone. Zobaczcie sami:
„Robert nadal biegł. A on wcale nie był wysportowanym człowiekiem. Nie uprawiał żadnej dyscypliny sportu, no i pił mnóstwo piwa.” (str.147)
W książce nie ma też prawie żadnych opisów scen grozy, jedynie krótkie przedstawienie (post fatum) obrażeń powstałych w wyniku samookaleczenia. Sam finał powieści także mnie nie zachwycił. Autor nie wyjaśnił do końca co tak naprawdę wzbudzało panikę wśród przebywających w lasach ludzi. Czy były to leśne duchy, kosmici, anioły, czy inne zjawy? Były one dobre, czy złe? Czy świadomie, czy jedynie instynktownie wywoływały w ludziach paniczne przerażenie skłaniające ich do samobójstwa? I o co tak naprawdę im chodziło?
Może wy sami się tego dowiecie… Ja kończę lekturę z pewnym niesmakiem i mocnym niedosytem. Muszę to powiedzieć: najnowsza powieść Grahama Mastertona nie spełniła oczekiwań, które w niej pokładałam. Wypuszczam ją więc z rąk niczym gorący kartofel i bez żalu pozbywam się jej z mojej kolekcji. Czytajcie wyłącznie na własne ryzyko.
- Autor: Masterton Graham
- Wydawca: Rebis Dom Wydawniczy
- Okładka: miękka
- Data premiery: 2013-07-23





