„Wykreślić ze świata przyjaźń...
To jakby zagasić słońce na niebie,
gdyż niczym lepszym ani piękniejszym
nie obdarzyli nas bogowie.”
– Cyceron
Czy niebo i piekło może ze sobą współpracować albo, co więcej, nawiązać przyjaźń? Niech wasza wyobraźnia zadziała i wykreuje takie oto trio: anioł, diabeł i wiedźma. Czy coś takiego może egzystować? Jasne, że może, a doskonałym tego przykładem jest czarownica Dora, która ma gdzieś sztywne reguły i szablonowe zachowania. Młoda, piękna – choć nie ma potrzeby jej o tym mówić, bo pewnie zaprzeczy, jak każda „normalna” kobieta – i magicznie niespełniona pani komisarz, która musi rozwikłać zagadkę dwóch nietypowych zabójstw. Pierwszym z nich jest śmierć starszej pani – zagorzałej zwolenniczki Jedynej Słusznej Stacji Radiowej, posiadaczki moherowego beretu i przeciwniczki wolnych związków, która zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach od rany kłutej w szyję. Jeżeli chodzi o tę drugą sprawę, to tutaj jest już gorzej, gdyż mamy do czynienia z psychopatą porywającym i torturującym istoty magiczne, który ma ego większe niż Burj Dubai, najwyższy budynek na ziemi. Na szczęście nasza wiedźma może polegać na dwójce niezawodnych przyjaciół – piekielnie przystojnym diable Mirionie oraz nieziemsko uwodzicielskim aniele Joshui; na istotach z opozycyjnych względem siebie światów, ale przyjaźniących się wbrew wszelkim zasadom. Dlatego sugeruję przygotować się na porządną dawkę magicznej akcji, ciętych ripost i wyjątkowo nieprzyzwoitych myśli.
„Złodziej dusz” Anety Jadowskiej ma w sobie coś, co sprawia, że człowiek chce więcej i więcej. Nie wiem, z czego to wynika, może z hipnotyzującego stylu autorki, ciekawego i zarazem zabawnego (moje ulubione połączenie), a może Jadowska ma w sobie coś z wiedźmy i rzuciła jakieś zaklęcie przyciągające czytelnika? Bardziej skłaniałbym się ku temu drugiemu, gdyż rzadko zdarza mi się wychwalać powieści z gatunku urban fantasy – to musi być jakiś urok. A na samej oprawie pochwała się nie kończy, bo czym by była historia bez zagadki i ciekawego bohatera, który próbuje ją rozwiązać? Tutaj mamy nawet trójkę bohaterów – najwidoczniej pisarka kierowała się złotą zasadą: „co dwóch bohaterów, to nie jeden”. Jak wszyscy doskonale wiemy, „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść” – czy rzeczywiście tak jest?
Akurat w tym przypadku nadmiar w żaden sposób nie zaszkodził, a postacie stworzone na zasadzie kontrastu dodały wykreowanemu światu nieco koloru i szczypty humoru. Bohaterowie są młodzi, piękni i gotowi, żeby wprowadzić trochę zamieszania. Tylko te tajemnicze zbrodnie, wokół których kręci się cała akcja, wydają się trochę naciągane, a gdy w końcu dowiadujemy się, kto jest mordercą – co następuje zadziwiająco szybko – możemy poczuć się lekko oszukani, bo wszystko było zbyt proste do odgadnięcia.
Podsumowując w kilku słowach: pikantny dowcip – jest, błyskotliwe dialogi – odznaczyć, wartka akcja – potwierdzone, niecodzienni bohaterowie – jak najbardziej, czyli książkę oceniam pozytywnie, szczególnie, że to debiut. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć miłej lektury.
P.S. Uważajcie na tajemniczych mężczyzn i kobiety, chętnych do zawierania bliższych, szybkich znajomości, bo może się okazać, że chcą jedynie skorzystać z waszej energii życiowej.
Korekta: Aleksandra Żurek
Książkę można kupić m. in. TUTAJ.


































































