Mowa o „Rakietowych szlakach”, a dokładnie o jej pierwszej części (z pięciu planowanych). Czy jednak po lekturze całości czytelnik będzie zachwycony w równym stopniu, co po zapoznaniu się ze spisem treści?
Spis treści zadowoli bowiem każdego konesera – Aldiss, Le Guin, Zelazny, Kuttner, Sturgeon… Ale to wszystko tylko nazwiska i same w sobie nie gwarantują sukcesu. Wiadomo, że nawet największym legendom zdarza się słabsza forma, a zamysł przy tworzeniu tej antologii polegał w końcu na zebraniu, przypomnieniu i przybliżeniu najlepszych opowiadań fantastycznych powstałych na przestrzeni dziejów, nie zaś jakichkolwiek utworów najlepszych pisarzy. Kiedy jednak za dobór tekstów bezpośrednio odpowiada tak wybitna postać jak Lech Jęczmyk, zaś całość wspiera i organizuje Wojtek Sedeńko, to w żadnym razie nie może być mowy o porażce.
Stare jest piękne, informuje pierwsze zdanie opisu okładkowego. I nie ma to nic wspólnego z gerontofilią. Dwadzieścia zaprezentowanych opowiadań nie jest dobrych dlatego, że zostały napisane dawno temu. One po prostu są dobre. Początki gatunku science fiction również nie są wolne od chłamu i chałtury, kluczem jest tu odpowiedni dobór. W pierwszej części „Rakietowych szlaków” nie ma utworów słabych, kiepskich ani nawet „takich sobie”. Każde opowiadanie jest przynajmniej dobre, a kilka wręcz wybitnych. Mamy tutaj naprawdę szeroki przekrój i kopalnię fantastycznych motywów literackich. Zdegenerowana ludzkość porywa z przeszłości niedoszłe ofiary wypadków, by zasiedlić nowe światy zdrowymi osobnikami. Co kryje się pod ziemską skorupą, jakie prawa tam rządzą i jak długo potrwa podróż podziemnym okrętem na drugą stronę kuli ziemskiej? Czy facet próbujący kupić Ziemię od zwykłego, drobnego handlarza, jest niezrównoważony psychicznie, a może stoi za nim większa siła mająca własne plany dotyczące tej dziwnej transakcji? Czy na Marsie czas płynie inaczej niż na Ziemi? W jaki sposób zneutralizować roznoszące nieszczęście zbłąkane dusze? Co robi rodzina długowiecznych mutantów na wsi? Czyżby pierwociny X-Menów w klimacie wędrowyczowym? O czym marzy bomba atomowa? Tego typu historie opowiedziane zostaną właśnie w tomie pierwszym „Rakietowych szlaków”. Wiele problemów może wydawać się oklepanych, lecz oto sięgacie do źródeł nierozwodnionych przez licznych naśladowców i modyfikacje. A przy tym żadne z zastosowanych rozwiązań nie jest banalne, nudne ani przewidywalne.
Jesteśmy świadkami powstania antologii, która na długie lata będzie wyznaczać standardy i stanowić niedościgniony wzór dla innych. Dla mnie jest ona bowiem królową i matką, kilkutomową encyklopedią – jak określa to Wojtek Sedeńko w posłowiu. To nie tylko opowiadania, lecz także krótkie, ciekawe biogramy autorów i opisy każdego z tekstów. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy i mam nadzieję, że nie wszystko, co najlepsze, zostało rzucone na pierwszy ogień, a „Rakietowe szlaki” nie powiedziały ostatniego słowa i chowają jeszcze kilka (kilkadziesiąt?) asów w rękawie. Niech żyje Lech Jęczmyk i „Rakietowe szlaki” wydawnictwa Solaris!
Korekta: Iga Pączek
Książkę można kupić m. in. TUTAJ.





































