sobota, 16 lipca 2011 00:21

Okiem Qredaktorów: serial „Gra o tron” #2

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Kultura wstydu w świecie „Gry o tron”

Zdawałoby się, że tworząc świat fantasy, nie trzeba trzymać się żadnych zasad, można powiedzieć wszystko i każdy w związku z konwencją gatunku będzie zmuszony w to uwierzyć. Oczywiście tak nie jest, choć twórcom pokroju choćby Terry’ego Goodkinda wiele uchodzi na sucho. Jednak w naszej kulturze autorytet logiki i racjonalizmu jest bardzo wysoki, dlatego wielu z nas wymaga od fantastyki, żeby trzymała się zasad prawdopodobieństwa: psychologicznego, historycznego, fizycznego etc. Wymóg ten spełnia twórczość George’a R. R. Martina, co prawdopodobnie jest jedną z przyczyn jej popularności.

W świecie „Gry o tron” bardzo ważne miejsce zajmuje pewien mechanizm psychospołeczny, zwany kulturą wstydu. Martin nie wymyślił go sam, lecz z całym dobrodziejstwem inwentarza zapożyczył z historii europejskiego średniowiecza. Średniowiecze pasowało mu najbardziej, gdyż było najbliższe konwencji, którą przyjął. Zaznaczmy jednak od razu, że nie tylko zakuci w ciężkie zbroje rycerze znali kulturę wstydu. Jakąś jej formę, prędzej czy później, tworzą wszystkie ludy walczące o swoją tożsamość.

Kultura wstydu to najczęściej kultura wojowników i wielkich rodów. Nie ma w niej miejsca na demokrację, zbiorowość jest ważniejsza od jednostki. Ten sposób myślenia pozwala utrzymać dyscyplinę społeczną i gwarantuje zachowanie odrębności etnicznej. Kształtuje też szczególny rodzaj relacji: silnych, bezpośrednich, często opartych na więzach krwi.

Jako się rzekło, kultura wstydu objawiła się między innymi w dziejach europejskiego średniowiecza. Była reakcją na stan ciągłego zagrożenia: militarnego, ekonomicznego, obyczajowego itp. Źródło tego zagrożenia stanowił przede wszystkim żywioł muzułmański. Dziś sytuacja się odwróciła i w kulturze wstydu żyją islamscy terroryści. Ale znali ją też działający w Ameryce lat dwudziestych i trzydziestych włoscy mafiosi, a także Grecy epoki wojny trojańskiej. Nas jednak bardziej interesuje, w jaki sposób wpłynęła na losy fikcyjnych bohaterów „Gry o tron” i tym właśnie się teraz zajmiemy.

W którymś z późniejszych odcinków serialu (bodajże siódmym) jest taka scena, która doskonale demaskuje mechanizm działania kultury wstydu. Jest to już po pojmaniu Tyriona Lannistera przez Starków i po napaści na Neda. Jaime Lannister, uciekłszy z King’s Landing, dołącza do swojego ojca Tywina i ucinają sobie małą pogawędkę. Tywin tłumaczy Jaime, że idzie na wojnę ze Starkami nie z powodu swoich uczuć do Tyriona, którym gardzi, ale dlatego, że schwytawszy jednego z Lannisterów, Starkowie pojmali tak jakby samo nazwisko, czyli godność rodu. Bo jednostki się nie liczą, one przemijają, natomiast ród trwa.

Jest to typowy dla kultury wstydu sposób myślenia, gdzie jednostka nie ma prawa bytu, gdyż wszelka atomizacja mogłaby osłabić społeczność. W efekcie pojedynczy człowiek jest tylko tym, za co uznaje go zbiorowość. I ta zbiorowość wyraża swój stosunek, nadając mu nazwisko. Nazwiska, które nam służą wyłącznie do identyfikacji, dla naszych przodków prawie zawsze miały jakąś wymowę, były świadectwem konkretnych czynów. W naszym języku zachował się tego ślad w postaci nieco przestarzałego znaczenia słowa „godność”. „Pańska godność?” – pytają mnie do dziś w centrum medycznym, kiedy chcę się zapisać na wizytę.

Oczywiście nie wszystkie nazwiska w „Grze o tron” mają jakieś dosłowne znaczenie. Bodaj tylko „Stark”, który znaczy „silny”. Natomiast, jak to tłumaczy Tywin, wszystkie rody mają określoną reputację, honor, zdobywany przez pokolenia, którego muszą bronić za wszelką cenę.

Ten rodzaj mentalności, który opisałem powyżej, niesie ze sobą wielorakie konsekwencje. Choćby sam fakt, że w świecie serialu istnieje system feudalny, jest już jakimś tego wyrazem. Przejawia się on w motywacji bohaterów, którzy często działają, żeby pomścić krzywdy, jakich doznała ich rodzina. Catelyn Stark więzi Tyriona Lannistera, gdyż wini go o kalectwo swego najmłodszego syna. Jaime Lannister napada na Neda Starka, żeby (przynajmniej taka jest oficjalna wersja) zemścić się za to porwanie. Robert Stark rusza na wojnę przeciw Lannisterom, żeby pomścić krzywdę ojca. I tak dalej, i tak dalej.

Ważne miejsce w fabule „Gry o tron” zajmują również liczne postacie, które w jakiś sposób zostały przez kulturę wstydu skrzywdzone. Związane z nimi wątki skondensowano w odcinku „Cripples, Bastards and Broken Things”. Moim ulubieńcem jest karzeł Tyrion Lannister. Jego fizyczna deformacja jest czymś w rodzaju wstydliwej tajemnicy poliszynela. Lannisterowie gardzą nim, a jednocześnie nie mogą się go wyprzeć i muszą się za niego mścić. Przez ogół społeczeństwa karły uważane są za zwyrodniałe, zepsute, kłamliwe etc. I Tyrion gra właśnie taką osobę, za jaką wszyscy go uważają. Tylko czasami pozwala sobie na przebłysk prawdziwej natury, na przykład, kiedy darowuje Catelyn Stark plan specjalnego siodła dla jej sparaliżowanego syna.

Jaskrawym przeciwieństwem Tyriona jest jego piękny, wysoki i muskularny brat Jaime. Wielu podziwia go jako ideał rycerza, ale oczywiście taki idealny nie jest. Właściwie Lannisterowie grają głównie o to, żeby nie wydało się, jaki jest zepsuty. Trudno sobie wyobrazić cięższy grzech przeciw kulturze wstydu niż kazirodztwo. Jest to całkowite wyrwanie się z norm społecznych, porzucenie najświętszej roli w strukturze rodziny, upodmiotowienie jednostki w sposób absolutnie odrażający. I nikogo nie obchodzi, jakie czynniki psychologiczne mogły go do tego popchnąć.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kalek i bękartów. Kaleką jest oczywiście najmłodszy syn Starka, Bran, o którym zresztą już dosyć powiedzieliśmy. O wiele ciekawsza jest postać Jona Snowa, nieślubnego syna Neda Starka. A właściwie należałoby powiedzieć, że nawet nie tyle on sam jest ciekawszy, co raczej jego relacja z ojcem.

Jak widzieliśmy, kultura wstydu narzuca bardzo sztywne normy, schematy myślenia. Trzeba jednak zapytać, czy ludzie, którzy się w niej wychowali albo zostali przez nią wychowani (nieważne, czy chodzi o fikcyjne postaci z „Gry o tron”, o średniowiecznych rycerzy, czy o współczesnych islamskich bojowników), naprawdę tak bardzo różnią się od nas? Czy inaczej czują? Takie pytania postawił Martin, wymyślając wątek Neda Starka i Jona Snowa. Ned nie może być prawdziwym ojcem Jona, bo nikt go za niego nie uważa, a jednak za wszelką cenę stara się nim być. Usiłuje dać mu taką samą miłość i takie samo wychowanie, jak jego przyrodnim braciom, choć nie może przekazać mu ani nazwiska, ani majątku, ani niczego, co w oczach innych byłoby ważne.

Podobnie postępuje ze swoją córką Ayrą, która nie chce przyjąć na siebie narzuconej przez społeczeństwo roli damy z bogatego rodu. Wynajmuje jej mistrza szermierki, wierząc, że może jednocześnie być tym, kim sama chce i tym, za kogo mają ją inni.

Kultura wstydu, zdaniem Martina, a także i moim, nie jest czymś wpisanym w naturę ludzi żyjących w danej rzeczywistości, a raczej czymś wymuszonym przez tę rzeczywistość: przez trudne warunki życia, ciągłe zagrożenie. Tym samym, choć w pewnych okolicznościach nie można od niej uciec, człowiek nie jest jej niewolnikiem. Zawsze ma własne sumienie i uczucia, którymi może się kierować.

Dodaj komentarz