niedziela, 07 listopada 2010 18:22

Jacek Dukaj, „Król Bólu”

Żaden ze mnie fan Dukaja. Możecie nazwać mnie ignorantem i bezmyślną kreaturą, ale z historią alternatywną mijamy się szerokim łukiem, zaś futurologiczne dyrdymały i wymysły autorów hard sci-fi zbywam najczęściej wymownym milczeniem. Not interested. Ale! Znałem ci ja do teraz dwa Dukajowe dziełka – „Xavrasa Wyżryna” i „Zanim noc”, oba z jednego wolumenu. Coś więcej? Niet, null. Wiem, że już od pięciu lat polski światek fantastyki wije się w niecierpliwości, cierpi pod bacikiem niepewności i kica pod napływającymi falami nowej nadziei. Cóż to, oj cóż to napisze pan Dukaj? Czymże nas zaskoczy? W jakie tony uderzy? Nadal jest najlepszy? Niestety, bezpośredniej odpowiedzi Wam nie udzielę. Mogę natomiast przybliżyć co nieco ów zbiór (mini)powieści – nowy, świeży, jeszcze ciepły i pachnący.

 

Od razu mówię, że „Król Bólu” jest dobry – jako szereg pomniejszych dziełek. Proszę jednak przyjąć do wiadomości już teraz, że siła tego grubego tomiszcza nie leży w całości, ale w szczególe – już pierwsze opowiadanie okazuje się genialne i wyjątkowe. O ile treść dalszych (fizycznie – późniejszych w książce) rozważań pana Dukaja momentami mnie nudziła i wywoływała niespodziewane ataki ziewania, o tyle z początku, w atmosferze miażdżącej futurologii dryfowałem przez „zbiorek” (doceńcie dowcip) bez problemów. Autor ma niesamowity dar pisania rzeczy niezrozumiałych językiem dziwnym, tudzież uczonym, a zarazem perwersyjnie przyjemnym, co skutkuje często zagubieniem czytelnika i też jego odnalezieniem się (albo i nie) dopiero po kilkudziesięciu stronach. Wystarczy płynąć – sens odnajdzie się sam. Czy to wada? Nie, to wskazówka co do początkowych wymagań. Jeśli nastawiamy się na rzecz zjadliwą, smaczną i do tramwaju – srodze się zawiedziemy; już „Linia oporu” bezlitośnie wgniata w fotel, ściska mózg i nie pozwala na nic – można jedynie czytać, czytać, czytać i czytać. I niekoniecznie rozumieć. Czego nam potrzeba? Nadzwyczajnej koncentracji i pamięci – bez tych dwóch istotnych cech nie ma co nawet zaczynać przygody. No, chyba, że zadowolimy się emocjonalną stroną Dukajowych minipowieści i damy się porwać otoczeniu, tłu, przyszłości. I – na boga – nie jest to wcale głupie wyjście!

Na początek wady, jak również elementy, które recenzentowi nie przypasowały. Historie alternatywne, PRL, Polska i problemy przyszłości („Crux”, „Piołunnik”) – ten klimat razi i zniechęca, szczególnie bezpośrednio po przeczytaniu „Linii…” i „Króla…”. Mesjanizm i martyrologia oraz emocjonalne kalki po „Xavrasie” z trudem zadowolą koneserów różnorodności i nowych punktów widzenia. Kolejność opowiadań, jak sam Jacek Dukaj rzecze, w istocie jest dość przypadkowa i… nieprzemyślana (to mówię już ja). Pchanie do Dukajowskiej futurologii – mocnego, trudnego oraz wyrafinowanego hard sci-fi – historii alternatywnych i typowo polskich, moim zdaniem, mija się z celem. Owszem, wprowadza to swego rodzaju świeży oddech po ciężkich przeprawach na statku kosmicznym w „Oku potwora” i wielostronicowych próbach zmierzenia się z człowieczeństwem, przyszłością, gwałtownym rozwojem genetyki i kształtowaniem nowej, wielowarstwowej, sztucznej rzeczywistości („Linia oporu”, „Król Bólu”, „Aguerre w świcie”), ale przy szybkim czytaniu rozbieżność klimatyczna dzieł Dukaja potrafi nieraz zbić z tropu i zepchnąć dość brutalnie na zupełnie inny tor myślowo-wrażeniowy.

„Król Bólu” zawiera opowiadania, które (w kilku przypadkach) docelowo miały stać się pełnoprawnymi powieściami. Niemniej, nie widać tutaj żadnych sztucznych ograniczeń objętości treści – każdy utwór jest kompletny i stanowi doskonale skonstruowany majstersztyk. Z wszystkich ośmiu opowiadań szczególnie przypadła mi do gustu wspomniana już „Linia oporu”, „Oko potwora”, „Król Bólu i pasikonik” oraz „Aguerre w świcie”. Wszystkie te teksty mają cechy wspólne: niezwykle rozbudowany świat, ciekawe tło fabularne (technologie, postęp cywilizacyjny – przygniatające i zarazem wspaniałe wizje autora!) oraz główną oś akcji, która często zdaje się uciekać i zanikać – Dukaj niejednokrotnie odpływa w głęboką futurologię, podczas gdy wydarzenia i bohaterowie wiją się „gdzieś nieopodal”.

Najtrudniejszy, lecz zarazem najciekawszy i najlepszy jest tekst pierwszy – „Linia oporu”. Można powiedzieć, że warstwy, przez które przedzieramy się, poznając przyszłość (a to wszystko z perspektywy Pawła Kostrzewy – kreatywa i osobnika, uciekającego od gnoju – zwykłego, człowieczego, fizycznego żywota) są zawiłe, niewyraźne i trudne w interpretacji. Dukaj ewidentnie oparł się na luźnym i bezpośrednim przekazaniu swojej wizji – każdy opis, dialog i wydarzenie zdają się wyrwane z tego ogromnego, fikcyjnego świata bez najmniejszych uproszczeń i przeróbek. Autor dokonuje jedynie projekcji, pokazuje nam, jak wygląda ta jedna, konkretna przyszłość, konkretna sytuacja i zdarzenie – widzimy świat takim, jakim jest, bez tłumaczenia i komentarza. Bardzo trudno nadążyć za myślą Dukaja, ale też nie zawsze jest to konieczne – można swobodnie dryfować po morzu trudnych pojęć i niezrozumiałych sytuacji oraz jednocześnie – co zadziwia i fascynuje – cieszyć się niczym małe dziecko, odkrywające nowy, magiczny świat.

Opowiadaniem genialnym numer dwa jest bez wątpienia „Król Bólu i pasikonik” – nowy utwór Dukaja, stanowiący w istocie ciekawą i dość oryginalną wariację na temat przyszłości świata i genetyki. Na pierwszy rzut oka widać podobieństwa z typowymi motywami sci-fi (wypożyczanie ciał – proxyków), nowe organizmy, nowa genetyka i problemy z tego wynikające. Zmiana, ulepszanie i transfer genotypu (jak i modyfikacje fenotypu) to wspólny element opowiadań Dukaja. Widać tu również fascynację autora komórkami glejowymi – zarówno w „Królu Bólu”, jak i w przypadku „Aguerre w świcie” pełnią one kluczową rolę w rozwoju i ewolucji homo sapiens. Poza tym, transfer umysłu do innych ciał, podróże i komunikacja w wirtualnej rzeczywistości oraz polityczne (bardzo rozbudowane) aspekty na każdym kroku rozwoju cywilizacyjnego – to wszystko, w mniejszym lub większym stopniu, przewija się przez stronice zbioru. Można by powiedzieć, że większość wizji pokrywa się ze sobą, ale byłoby to prymitywne uproszczenie. W rzeczywistości światy kreowane przez Dukaja są odrębne, odmienne i – choćby zawierały tylko subtelne różnice – mają odzwierciedlenie w realnych możliwościach (a może obawach?) dzisiejszej nauki. Oczywiście, wciąż więcej tu fiction niż science, ale… dreszczyk odkrywania nieznanego i pozytywny impuls ciekawości to osobliwe, niezapomniane doznania, które są jednymi z najprzyjemniejszych, intelektualnych wrażeń.

„Król Bólu” udowadnia, że tekstów Dukaja nie da się czytać na szybko. Nie wiem jakim trzeba być geniuszem, żeby osiągnąć prędkość chociażby „linijki na sekundę” – to po prostu niewykonalne! Każde zdanie się smakuje, bierze w ręce i ogląda pod światło, patrząc jak promienie załamują się pod różnymi kątami. Gorąco polecam, ale głównie tym, którzy znajdą dość czasu i siły, by w pełni zanurzyć się w wizjach autora.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Już niedługo książkę będzie można kupić: tutaj

Dodatkowe informacje

  • Autor: Jacek Dukaj
  • Tytuł: Król Bólu
  • Data wydania: 24 listopada 2010
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
  • Pozostałe dane: Autor okładki: Tomasz Bagiński
    Miejsce wydania: Kraków
    Oprawa: twarda

Dodaj komentarz