Z drugim tomem „Malowanego człowieka” jest jak z dodatkiem do gry komputerowej – my wam otworzymy jakąś nową lokację, dodamy trzy questy na krzyż, parę itemków, a wy nam zapłacicie drugie tyle, co za podstawkę. Nie są to złe historie, widać w tym przez cały czas duży potencjał, ale kiedy ten potencjał rozwinie się w coś, co zapowiada? Póki co, dostajemy potraktowaną bardzo po łebkach, krótką kontynuację, która mogłaby być równie dobrze zajawką do następnego tomu. Świat stracił głębię, wszystko zostało podporządkowane jak najszybszemu parciu naprzód. Całość składa się głównie z kilku pomniejszych potyczek z otchłańcami i jedną „epicką” obroną zabitej dechami wsi. Chyba jedynym powodem, dla którego rozdzielono te dwa pierwsze tomy jest zamiana ról – teraz już nie tylko demony polują na ludzi, ale i ludzie wyruszają do walki z demonami. Cóż, dzieje się, jednak kiedy w książce szukam „dziania się” samego w sobie, to sięgam raczej po Ludluma czy Cobena, a nie po fantastykę.
Teraz czas na słów kilka dotyczących samego wydania. Największą zaletą, jak zwykle zresztą w książkach wydawanych przez Fabrykę Słów, są ilustracje. A „Malowanego człowieka” ilustruje chyba najbardziej utalentowany z wielu zdolnych ilustratorów Fabryki – Dominik Broniek. Jego twory odgrywają w wydaniu tak dużą rolę, że dziwić może fakt, iż jego nazwisko nie zostało uwydatnione na stronie tytułowej, zaraz pod danymi tłumacza. Do samego tłumaczenia Marcina Mortki także nie można mieć większych zastrzeżeń. To jednak koniec zalet. Książka jest krótka, zdecydowanie za krótka. Ktoś mógłby powiedzieć: „panie, 300 stron to wcale nie tak mało!” A ja na to odpowiem sentencjonalnie: strona stronie nierówna. Po raz kolejny dostajemy wielką czcionkę, którą wydaje się raczej lektury szkolne dla początkowych klas podstawówki, a nie porządną literaturę. Księgę drugą „Malowanego człowieka” można, tak jak czytamy w opinii okładkowej, przeczytać w ciągu jednej nocy. Ze swojej strony dodam nawet, że jeszcze tej samej nocy można się całkiem nieźle wyspać.
Komu poleciłbym księgę drugą „Malowanego człowieka”? Czytelnikom tak zafascynowanym księgą pierwszą, że za każde pieniądze kupią choćby mały fragment przygód znanych bohaterów w znanym uniwersum, zwolennikom nurtu sensacyjnego w literaturze fantasy oraz poszukującym łatwej książki na parę godzin – do pociągu jak znalazł (byle niezbyt daleko, bo przez resztę drogi trzeba będzie słuchać mp3). Mnie pozostaje z nikłą nadzieją czekać na kolejne części. Pierwsza charakteryzowała się „aż” potencjałem, druga „tylko” potencjałem, oby trzecia w końcu tenże potencjał wykorzystała.
Korekta: Natalia Bieniaszewska
Książkę można kupić między innymi TUTAJ.






















