Anatomia zła: Zbieracze trofeów
Autor: Agnieszka Zienkowicz
Muszelki znad morza, ciupagi „spod samiuśkich Tater”, drewniane „durnostojki”, pocztówki, zdjęcia… Każdy z nas ma w domu pamiątkę z wakacji, jakiś wyjątkowy przedmiot, z którym nie chce się rozstać. Gromadzimy te wszystkie rzeczy, sukcesywnie powiększając nasz zbiór. A każda z nich ma jedno jedyne zadanie: przypominać nam wyjątkowe chwile. Seryjni mordercy również są zbieraczami pamiątek. Tyle że ich zbiory są dość makabryczne.
Kolekcjonerzy pamiątek
W notesie Luisa Garavito widniało 140 kreseczek. Stawiane w równych
Kolumbia zawrzała, gdy policja złapała sprawcę mordów na małych chłopcach. Media nazwały go „La Bestia”, raz ze względu na skalę zbrodni, a dwa – ze względu na sposób mordowania. Luis zwabiał dzieci słodyczami i drobnymi podarunkami. Często też przebierał się za mnicha lub pracownika organizacji charytatywnej. Gdy tylko zyskiwał sympatię i zaufanie najmłodszych, zapraszał swoich młodocianych przyjaciół na spacery, z których wracał już tylko sam Garavito. Ofiary były gwałcone, torturowane i brutalnie mordowane, a ich ciała rozczłonkowywane i chowane w płytkich, masowych mogiłach. Po każdej zbrodni Luis stawiał kreseczkę w swoim notesie. I prawie z każdej zbrodni zabierał pamiątkę – zdjęcie ofiary wyrwane z legitymacji szkolnej. O tak brutalne i liczne mordy na początku podejrzewano sektę satanistyczną. Jednak w 1999 roku złapano Luisa Garavito na gorącym uczynku, podczas gwałtu na chłopcu w Villavincencio.
Policja odnalazła 114 ciał małych chłopców, z czego najmłodsza ofiara miała 8, a najstarsza 16 lat. Garavito przyznał się do 140 zbrodni, ale podejrzewa się, że popełnił ich ponad dwa razy więcej. Skazano go na… 30 lat więzienia. A słynny notes Luisa i zdjęcia legitymacyjne jego ofiar, leżą zamknięte gdzieś w policyjnych magazynach jako zakurzone świadectwo okrutnych mordów.

Niemal każdy z seryjnych morderców zabierał swoistą pamiątkę z miejsca mordu. Wymieniony wyżej Ted Bundy (oficjalnie 30 zbrodni na młodych kobietach, nekrofilia) miał zbiór zdjęć swoich ofiar, a także ich ubrania. Natomiast dzięki „pochwaleniu się” pamiątkami ze zbrodni, został ujęty jeden z najbardziej poszukiwanych seryjnych morderców – BTK Strangler.
Poszukiwania ciał zamordowanych chłopców
Kolekcjonerzy ciał
Seryjni mordercy nie zbierają wyłącznie zdjęć, ubrań, bielizny, biżuterii. Wielu z nich woli bardziej namacalne świadectwo zbrodni – fragmenty ciała swojej ofiary. Rzeźnik z Rostowa, Andriej Czikatiło (52 udowodnione zbrodnie) miał zwyczaj zabierać czaszkę zamordowanego dziecka. Ed Gein (opisany dokładnie w „Halloweenowym odcinku specjalnym” ) uczynił z ciał ofiar coś na miarę makabrycznej sztuki – „wytwarzał” ze zwłok lampy, obicie fotela, czy też kompletny kostium. Jednak nikt tak nie rozkoszował się zabijaniem dla niecodziennych pamiątek, jak Ilse Koch.
Śliczna blondynka z czystymi, aryjskimi rysami twarzy – tak Ilse przedstawia się na zdjęciach z młodości. Nikt nie pomyślałby, że ta piękna kobieta zostanie jedną z najokrutniejszych zbrodniarek wojennych. Pokolenia będą ją kojarzyć jako Sukę z Buchenwaldu.
Historia makabrycznych zbrodni rozpoczyna się, gdy Ilse zostaje SS-Oberaufseherin, główną nadzorczynią kobiecego
Innymi makabrycznymi elementami wystroju mieszkania Kochów były wyłączniki światła zrobione ze zmumifikowanych kciuków, a także największe ozdoby stołu w jadalni – spreparowane czaszki więźniów. Na terenie obozu państwo Koch stworzyli mini zoo. W każdej z rozmieszczonych w obozie klatek trzymano niedźwiedzia i orła. Zwierzęta te miały niecodzienną dietę. Do ich klatek raz dziennie wrzucano więźnia, koniecznie Żyda. Nieszczęsny skazaniec był rozszarpywany przez niedźwiedzia, a następnie resztki ciała pożerał orzeł.
Ilse Koch po wojnie wielokrotnie stawała przed sądem. W końcu w 1951 roku została skazana na dożywocie. Nie udowodniono jej jednak wyrobu „pamiątek” z ludzkich zwłok. Wszystkie makabryczne dowody zniknęły wraz z końcem wojny. Zbrodniarka powiesiła się w swojej celi na sznurze zrobionym z prześcieradła 2 września 1967 roku.
Inny kolekcjoner ciał nie cenił tak piękna ludzkiej skóry jak Ilse Koch. Był gorący czerwiec 1967 roku. Sąsiedzi Bogdana Arnolda, trzydziestoczteroletniego mieszkańca Katowic, zaniepokojeni rojem much i dobywającym się z mieszkania fetorem, zgłosili się na milicję. Byli pewni, że ich sąsiad nie żyje. Gdy funkcjonariusze wkroczyli do mieszkania Arnolda, odkryli makabryczne dowody zbrodni. Spokojny obywatel Katowic przez niemal rok mieszkał z rozkładającymi się zwłokami zamordowanych prostytutek.
Bogdan Arnold swoje ofiary spotykał w barze, zapraszał do swojego mieszkania, a następnie dusił. Część zwłok schował w wyłożonej blachą, drewnianej skrzyni, polewał kwasem i zasypywał wapnem. Gdy ciała przestały się tam mieścić, gotował poćwiartowane zwłoki w garze pożyczonym od sąsiadki, a następnie wyrzucał na śmietnik. Łącznie zamordował 4 kobiety.
W jego mieszkaniu milicja znalazła zakrwawioną damską odzież, części ciała w różnym stadium rozkładu, wygotowaną czaszkę pierwszej z ofiar Arnolda oraz zwłoki ostatniej zamordowanej prostytutki. Bogdan Arnold przyznał się do zbrodni i został skazany na karę śmierci, którą wykonano w grudniu 1968 roku.





