„Światy Solarne”, Jan Maszczyszyn

„Światy Solarne”, Jan Maszczyszyn


Recenzował: Damian Drabik

Okładka wydanej w 2015 roku książki „Światy Solarne” Jana Maszczyszyna głosi, że jest to pierwsza polska powieść steampunkowa. Być może, choć wydaje mi się, że w równym stopniu jest to sci-fi, space opera i wreszcie jakiś totalny surrealizm zbliżający się wręcz do bizarro fiction. Nie sposób bowiem tę powieść jednoznacznie sklasyfikować. W trakcie lektury czytelnikowi towarzyszy nieustanne poczucie absurdu, a całość – mimo zdecydowanie humorystycznej i wymuszającej dystans otoczki – atakuje niespodziewanie poważnymi treściami i zmusza do refleksji.

Już punkt wyjściowy powieści przyprawia o zawrót głowy. Pamiętacie słynną „Podróż na Księżyc” Georgesa Mélièsa i kultowy kadr z pociskiem wbitym w oko tytułowego satelity? Mniej więcej w ten sposób podróżuje się między planetami w książce Maszczyszyna. Ściślej rzecz biorąc całość utrzymana jest w klimatach wiktoriańskich, stąd ten cały steampunk, a otoczkę science fiction oparł autor na założeniach ludzi żyjących w XIX wieku. Skoro uważano, że przestrzeń kosmiczną wypełnia eter, to tak właśnie jest w „Światach Solarnych”. Podróżuje się w bryczkach, zachowuje się staroświeckie obyczaje, z kolei w podejściu bohaterów do rzeczywistości nie brak uprzedzeń. Trudno wyobrazić sobie taką retrofuturystykę, wyobraźnia Maszczyszyna nie zna granic, to po prostu trzeba przeczytać, choć ilość zamierzonego chaosu i absurdu może być dla niektórych czytelników odrzucająca.

Bohaterem „Światów Solarnych” jest sir Ashley B. Brownhole ­– ekscentryk, potentat prasowy, szlachcic, kawaler. Pochodzący z Wenus mężczyzna trafia na ziemski Australion, gdzie poznaje autochtonów potrafiących się teleportować. Niespodziewanie bohater jest światkiem inwazji… staroświeckich obcych, którzy zamierzają przejąć władzę nie tylko nad Ziemią. Ashley zostaje wplątany w niezwykłą, międzyplanetarną intrygę, w której udział wezmą m.in. rybopodobni podróżnicy oferujący nietypowe metody na „podkręcanie” własnego ciała i jego możliwości.

Zaskakuje lekki, niewymuszony styl Maszczyszyna, który wyraźnie bawi się tą powieścią. Stylizowany język, ogrom neologizmów i dbałość o szczegóły to jedne z większych zalet „Światów Solarnych”, choć jak wspomniałem wcześniej, nie ułatwiają lektury, bo dodawszy do tego ogrom treści i niesamowitych pomysłów, całość aż pęka w szwach. Miejscami łatwo się pogubić czy wręcz ugiąć się pod natłokiem absurdu. Bez wątpienia nie jest to powieść dla każdego.

I trudno określić właściwie dla kogo jest ta książka, bo gatunkowe klasyfikacje tu nie pomogą. To przede wszystkim powieść dla osób, które lubią oryginalne, nietypowe, świeże pomysły. Jedno bowiem można stwierdzić z czystym sumieniem: czegoś takiego jeszcze nie czytaliście. „Światy Solarne” to niełatwa, ale bez wątpienia satysfakcjonująca lektura dla tych, którzy poszukują w fantastyce czegoś nowego. A jeśli spodoba wam się ta podróż, to czekać was będą jeszcze dwa tomy „Trylogii Solarnej”.

Autor: Jan Maszczyszyn

Okładka: miękka

Liczba stron: 420

Wydawca: Solaris

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: