Jeff Noon, „TV Ciał0”

Jeff Noon, „TV Ciał0”


Autor: Małgorzata Ślązak

 

Miss Efemeryda smutną ma twarz

 

Uśmiechnij się, czytelniku. Taaak. Szeroko.

Uśmiechaj się codziennie do samego siebie. W lustrze, w odbiciu z witryny sklepowej i z denka szklanki.

Uwierz w siebie, myśl pozytywnie. Keep on smiling, hold on.

Zostań gwiazdą, zatańcz na lodzie, ugotuj sąsiada, zrób telebiznes. Odkryj możliwości. Czy zjadasz oczyma tiktaki czy jesz bigos na czas – masz talent, nagraj to. Skręć to. Miej swoje pięć minut.

Tyle świat współczesny. Resztę dopowiadają mądre głowy: że koniec paradygmatów, że zdechły metanarracje, że pogubiliśmy się w sobie i między sobą, wyalienowaliśmy, a w Japonii grasuje hikikomori. Wszystkiemu winne media: telewizja jako guma do żucia dla oczu, szatański Internet i rozpasane, sezonowe gwiazdki-efemerydy, plotące swoje bzdurki w ciągu krótkiego medialnego żywota, na tyle długiego jednak, by roznieść wirusa głupoty.

Pozamiatane. Sprawa jest poważna, ale równocześnie cholernie przestarzała. Dyskusja o zgłupieniu społeczeństwa przez media, o popkulturze i jej wpływach, niekoniecznie złych, jest już pomarszczoną babcią. Trudno nie ironizować, jeżeli temat powraca jak bumerang, bo sytuacja jest i będzie patowa, czego dowodem „mądrość” ludu: Są ludzie i parapety.

A tu się zjawia taki Noon i mędrkuje. W swojej najnowszej powieści, „TV Ciał0”, odkopuje dawno zużyty temat medializacji naszego życia, uzależnienia od technologii, złowróżbnych cieni ery hałasu w eterze: analogowego, cyfrowego, full HD, a wreszcie – biologicznego. Wirusowego.

Wyważa otwarte drzwi, szturmuje zrujnowaną twierdzę… i wraca z niej obłowiony, triumfujący, jak stalker z zakazanej strefy: coś tam się jeszcze między rupieciami znalazło, coś zalśniło. Noon, niewiele myśląc, zrabował owe błyskotki, przetopił je we własne precjoza i… tak, da się to, wbrew pozorom, nosić. Z klasą.

„TV Ciał0”, kolejna pozycja w serii Uczta Wyobraźni, może budzić sceptycyzm u tych, których cykl przyzwyczaił do fabuł bardziej niedookreślonych. Nieco trudniej dających się definiować w znanych skrótach. Patrząc na „TV Ciał0” i skrótowy opis fabuły, myślimy: cyberpunk. Mroczna przyszłość. Zachłanna rzeczywistość-matryca o zatartych granicach tego, co faktycznie realne. Ponury świat ludzi końca czasów.

To wszystko rzeczywiście w „TV Ciał0” się znajduje. Niewątpliwie oryginalna bohaterka, będąca żywym odbiornikiem telewizyjnych (i nie tylko) sygnałów, wpisana została w scenerię cyberpunkowego światka. Miasta-molocha; pełnego rozkrzyczanych barwami neonów i miliardów światełek, wysyłanych przez sprzęty o oryginalnych, futurystycznych nazwach: portapopki, glamkamery, somapody. Wielkomiejskie życie nie zamiera ani na chwilę, nocami po podejrzanych zaułkach włóczą się nawet ci dobrze ubrani, wszystko dzieje się fast, faster & now: szybki seks, szybkie dragi, szybkie informacje-błyski, nieróżniące się od śmieci. Jest cyber, jest i punk. Za ów mroczny punk odpowiada także pleniące się w informacyjnym szumie piractwo i życie podziemne: nielegalne kanały i pasma, kradzież sygnałów, bombardowanie zaszyfrowanymi treściami, kryptoreklama. Ludzkie mrowisko z przyszłości już nie tak odległej, jak wydawała się pionierom nurtu: część lęków i nadziei stała się rzeczywistością, część się póki co nie ziściła lub okazała przesadzona.

To, co TV Ciało0 odróżnia od podobnych fabuł i motywów, a zarazem wpisuje się w klimat całej serii Wydawnictwa MAG to niewątpliwie oryginalna, szalona, bezpardonowa forma, wychodząca daleko poza krawędź tradycyjnej narracji. Sposób, w jaki Noon opowiada historię Noli Blue – popowej gwiazdy zmienionej w Kobietę-Ekran – jest autorską, autonomiczną jazdą po bandzie. Język, styl, układ akapitów, użyte środki wyrazu zostały mistrzowsko skorelowane z treścią. Rozgorączkowany medialną chorobą świat przyszłości, pełen śmieciowych, fragmentarycznych, nieważnych wieści, goniący za szybką sławą i łatwym pieniądzem, świat nasz, z Facebooka, Twittera i telewizyjnych talent shows, ale zintensyfikowany i podniesiony do wielocyfrowej potęgi – nie mógłby być lepiej podany niż w tej właśnie formie. Rwane zdania, akapity przypominające strofy w wierszu, a nawet ciągi jedynek i zer z systemu binarnego, znaków typograficznych, cyfr i liter jakby przypadkowo wciśniętych na klawiaturze – to wszystko buduje i zagęszcza klimat chaosu, niepokoju, swędzenia nerwów w futurystycznym świecie. Taki świat czyni nas przepuszczalnymi, ogólnodostępnymi, pozbawionymi prywatności, zarazem boleśnie anonimowymi, aż do krańcowej samotności, której apogeum to samotność w tłumie: najgorsza, odróżniająca tego, kto po prostu bywa sam, od osoby rzeczywiście opuszczonej, wyizolowanej.

W tymże języku jednak, w sposobie przekazu, Noon roztapia nieco treść. Poniekąd tak właśnie powinno być – kultura poddana drapieżnej homogenizacji, której tak bardzo obawiali się krytycy społeczeństwa masowego, doczekałaby się w ten sposób odzwierciedlenia w książce tak samo krytycznej – refleksja nad kondycją współczesnego człowieka jest u autora „TV Ciał0” więcej niż gorzka. Nośnik zaś (forma), zintegrowany z fabułą – byłby tu bardzo wymownym obrazem tego, co nas czeka, jeśli w porę się nie opamiętamy i nie powiemy stop reifikacji człowieka. Swoista choroba, jaka dopada wrażliwą, w duchu niewinnie marzycielską, choć pozornie zepsutą gwiazdeczkę – to w równym stopniu przekleństwo, co błogosławieństwo. Noon przeplata akapity i rozdziały sennymi wizjami, lirycznymi wstawkami, momentalne czystą poezją (różnej, przyznajmy, lotności). Snuje opowieść z pogranicza snu i jawy; opowieść ta przypomina papkę z włączonego w tle telewizora; kiedy domownicy krzątają się przy codziennych czynnościach, nie śledzą dokładnie wydarzeń na ekranie, ale jakoś się magii świecącego „pudła” poddają. Coś tam wyłapują, na coś tam reagują; mieszanina reklam, dzienników telewizyjnych i seriali dostaje się do nich, jak wirus do krwiobiegu.

Przez podobne zabiegi, akcja książki wydaje się... szczątkowa. A równocześnie aż zadziwiająco „pogoniona”; przy takim rozmyciu narracji, wszystko dzieje się aż za szybko, za skrótowo. Niby skrótowość bardzo tu pasuje, bo przecież podobna jest do wiadomości ze świata przedstawionego (najkrótsze noszą nazwę shimmerów i są dosłownie mignięciami na ekranie wizjopleksów). Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że książka jest zwyczajnie za krótka, a naukowa podbudowa głównego pomysłu – trochę jednak banalna i sztafażowa. Nietypowa infekcja dopada Nolę nagle i nagle też cała opowieść się kończy. Fabułę oparto na ledwo czterech sylwetkach: Noli, jej menadżera, jej przypadkowego kochanka i gwiazdy bardzo specyficznego reality show – Melissy. To liczba wystarczająca do zbudowania wspaniałej historii, a wszystkie postacie są ciekawe i świetnie się uzupełniają. Do tego prowadzą swoją egzystencję na tle opisanym naprawdę pięknie: ze smakiem, niebanalnie, poetycko. A jednak – jest niedosyt.

Gadżety; portapopki, somapody, wizjopleksy – wydają się określeniami przyszpilonymi do tego tła po to, żeby były. Pachnący trochę technothrillerem moment, w którym pojawiają się pewne polityczno-naukowe wyjaśnienia stanu Noli, nie został przekształcony w konkretny wątek. Jeśli dodać do wszystkiego nieco spoilujący blurb – trzeba uczciwie powiedzieć, że intryga tej prozy, jej linia fabularna – zdecydowanie ustępuje wartościom pozafabularnym powieści Noona. Fikcja wygrywa z nauką, proza przegrywa z prozą poetycką. Autor jawi się w „TV Ciał0” jako fantastyczny „święty szaleniec”: ma w sobie tyle ikry i iskry Bożej, tyle odwagi w indywidualizacji warsztatu literackiego – że czapki z głów i żadnych pytań. Napisał wysmakowaną estetycznie książkę: językowo udaną, formalnie niebanalną, lirycznie smutną i poruszającą, nieco też niepokojącą, a momentami straszną, pięknie straszną – tyle, że szybko się ulatniającą. Eteryczny wdzięk „TV…” jest też efemeryczny; brakuje powieści wyrazistości, która utrzymałaby tę lekturę dłużej w czytelniczym eterze. Dłużej niż popkulturowa, pięciominutowa sława. Nie będzie to oczywiście tylko pięć minut. Więcej, bo takie książki mało kto pisze. Gorąco też zachęcam, by trwałość tego „czasu ekranowego” w przypadku Noona przedłużać – zachętą do czytania „TV…”. Powieść zupełnie na rekomendacje zasługuje. Obawiam się jednak, że za dużo już „żeśmy widzieli” – i kogo warsztatowe akrobacje autora odstraszą, ten odejdzie od odbiornika niezaspokojony.

Korekta: Paulina KoźbiałTV Ciało-qfant

  • Autor: Jeff Noon
  • Tytuł: TV Ciał0
  • Tytuł oryginalny: Channel SKIN
  • Tłumacz: Wojciech Próchniewicz
  • Data wydania: 15 stycznia 2014
  • Wydawnictwo: MAG (seria: Uczta Wyobraźni)
  • ISBN: 978-83-7480-411-0
  • Liczba stron: 208
  • Okładka: twarda
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: