Nie wdając się w szczegóły, powiem od razu co mnie swędzi - już od niepokojąco długiego czasu internauci wystawieni są na tyle przekłamane, co powierzchowne newsy o wrednych, bezlitosnych naciągaczach, kryminalistach, spamerach, którzy z trwogą, strachem lub pogardą nazywani są szumnie - hakerami. Kto zalewa skrzynki pocztowe łajnem? Jak to kto? - haker. Kto kolekcjonuje morze danych z kont bankowych? Też haker. Kto potwornie maltretuje rządowe strony internetowe? Ależ oczywiście, że haker. Dla większości ludzi to tylko puste słowo, ewentualnie wzbudzający postrach termin oznaczający komputerowego psychopatę siejącego gdzie popadnie zniszczenie. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, to w końcu tylko wyraz, zlepek liter posiadający znaczenie, które ewoluuje, zmienia się i dopasowuje do nowych czasów. Proszę o wybaczenie, ale cholernie mierzi mnie fakt na ile ludziom udało się przeinaczyć i zhańbić to słowo.
Kiedyś, jeszcze przed nastaniem ery komputerów, hakerem nazywano entuzjastę, który wykazywał ponadprzeciętne umiejętności w danej dziedzinie i był w niej wystarczająco dobry, by koledzy po fachu bez wyrzutów sumienia mogli nazwać go najlepszym w tym, co robi. Nie wystarczało być "książkowym" ekspertem i dobrym fachowcem. To, co cechowało hakera to nieodparta ciekawość - "co, gdyby...", która, jeśli mówimy o technice, pomagała w odkrywaniu coraz to nowszych zastosowań i modyfikacji znanych urządzeń oraz w tworzeniu wynalazków. Zadajmy sobie pytanie - czy Nicola Tesla był hakerem? Wedle takiej definicji - oczywiście. Człowiek przekraczający wyznaczone przez innych i siebie granice, szybujący ponad górami pozornych ograniczeń, wolny od barier zaszufladkowanego myślenia i odtwórczych schematów analizowania, gotowy poświęcić całe swe życie na odkrywanie nieznanego i niepohamowaną twórczość - taki człowiek niewątpliwie posiada najczystszego hakerskiego ducha.
Geniusze matematyczni, błyskotliwi fizycy, odkrywcy i kreatorzy nowych ścieżek, filozofowie i najwytrwalsi artyści. Ludzie najwięksi. Ludzie uosabiający idee tego, co najdroższe i popychające cały świat do przodu. I cóż z tego, skoro mało kto dzisiaj skojarzy te cechy z zapaleńcami komputerowymi, którzy przecież stworzyli internet! Od zawsze popychali rozwój technologiczny na świecie i przedzierali się przez gęste, dzikie chaszcze wątpliwości, by w końcu utworzyć nowe ścieżki, którymi nieświadomie podąża coraz więcej ludzi.
W dzisiejszych czasach słowo haker jest ściśle związane z fanatykami komputerowymi, którzy poznali lepiej niż ktokolwiek inny tajemnice tak sprzętu, jak i oprogramowania. Dość powiedzieć, że często znają ciemne zaułki danej technologii lepiej niż niejeden jej producent i potrafią odkryć więcej niż oficjalnie podaje najdokładniejsza specyfikacja. To wszystko bierze się z nieustającej, niepohamowanej ciekawości i poświęcenia. Opinia publiczna wykształciła sobie zgoła inne pojęcie "hakera", które oznacza dziś ni miej ni więcej - wandala i przestępcę. Krótko mówiąc, wybryki dzieciaków, ewentualnie prawdziwych przestępców zwane są działaniem hakerów. Wierzcie mi, o ile czasem faktycznie zdarzają się wyjątki geniuszy z zapałkami na stacji benzynowej, o tyle znacznie częściej wszelkie komputerowe przestępstwa są dziełem zwykłych złodziei, gówniarzy i faktycznych naciągaczy. Nie ma to nic wspólnego z ideą hakerskiej postawy. Widać gołym okiem - tam gdzie liczy się zysk i destrukcja, nie ma miejsca na czystą ciekawość i światłe pobudki.
Inna zgoła rzecz, to fakt, że komputerowy pasjonat nie rozumie często pojęcia granicy. Nie mieszczą mu się w głowie sztuczne barierki ustawiane przez rządzących i nie wierzy w puste frazy "nie wolno" czy "zakaz wstępu". Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Tak to już niestety jest w dzisiejszych - zepsutych - czasach. Ci, którzy mogą zmienić świat na lepsze, przez swoją dociekliwość i potencjalnie niebezpieczne zdolności uznawani są za zwyrodnialców z marginesu społecznego lub kryminalistów. O ile nieliczni mają szczęście stać się światowej sławy specjalistami, o tyle wielu młodych musi po omacku błądzić, wpadać na progi spowalniające i ostatecznie spotykać się z wymiarem (nie)sprawiedliwości. Cóż bowiem bardziej kusi i zarazem motywuje niż owoc zakazany? To, że świat jest zorganizowany w toporny sposób, chwalący owczy pęd i tłumiący oryginalność, dość wyraźnie rysuje się na przestrzeni ostatnich dziejów. Trzeba sobie zadać pytanie, co można zrobić z tym przykrym faktem.
Lepsza organizacja, głębsze zrozumienie inteligentnej młodzieży i poznanie jej jasnych potrzeb czy przebudowanie systemu edukacji. Są rozwiązania, a jakże, tylko komu chce się ich szukać? Nie lepiej zwalić winę na wypaczenia i wandalizm? Nie lepiej przymknąć oczy a problem nazwać marginalnym? Przecież to takie łatwe. Przecież - cholera mnie bierze a nóż otwiera się w kieszeni - taniej i prościej zostawić system edukacji po staremu niż wprowadzić gruntowne zmiany i przebudowę. Taniej wychodzi reperacja szkód niż zapobieganie. Jak dotąd. Wybitnie uzdolnieni ludzie nie powinni być dla Ziemi i jej mieszkańców problemem a podporą i jasnym, chwalebnym wyznacznikiem lepszej przyszłości. Tylko dlaczego świat tak bardzo nie chce tego zobaczyć?
Zbrodnia ciekawości
Media, z internetem na czele, bombardują nas papką o niskiej wartości merytorycznej i podłożu wybitnie nieobiektywnym. Nic odkrywczego. Ale szlag mnie trafia, gdy podobno rzetelne portale wywieszają przed swymi drzwiami gnijące flaki - informacje z dziedziny IT, szczególnie security.
Galeria zdjęć
{gallery}674{/gallery}4 komentarze
-
Odnośnik do komentarzy
środa, 17 lutego 2010 15:21
Umieszczone przez:
Jacek Orlicz
@Alamakot, słusznie, nazewnictwo jest szerokie jak morze. Poza 'black hatem' i 'white hatem' jest też 'gray hat' - okazjonalnie łamiący prawo ;) Określenie 'cracker' też jest ciekawe, ale spytaj pierwszego lepszego Kowalskiego, czy wie, kto to 'cracker' a pomyśli w najlepszym razie o producencie chrupiących ciasteczek ;) @ogrzyslaw, Piractwo to oddzielna bajka, ale fakt - wielu ludzi myli te pojęcia, co wynika z wybitnej nieznajomości tematu. Media nie pomagają, bynajmniej - tylko mącą w głowach. Chwała niektórym branżowym pismom za artykuły przybliżające to i owo, ale według mnie jest ich za mało... @Natalio, pirat niekoniecznie jest bystry. Nie musi. Cracker wykonuje mokrą robotę (ciężką poniekąd) a pirat stoi na bazarku. Chociaż, co oczywiste, fenomen panów z kartonami na giełdach/targowiskach wymiera śmiercią naturalną. Cóż, wiązanie hakera z piratem jest jak na przykład wiązanie doświadczonego chemika z amatorem pirotechnikiem ;)
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
-
Odnośnik do komentarzy
środa, 17 lutego 2010 10:02
Umieszczone przez: Alamakot
@ogrzyslaw Jeśli chodzi o 'haker' i 'cracker' to są dwie wersje. Z zachodu przywędrowała do nas wersja którą opisałeś, natomiast nasza rodzima mówi że 'cracker' to osoba która zajmuje się zabezpieczeniami (a raczej łamaniem tychże) anty-pirackimi, tj. po prostu osoba która tworzy cracki. Z ciekawostek a propos słowa 'haker', to krąży w naszym kraju opinia (pośród ludzi którzy używają tej nie-medialnej wersji ów słowa) że 'hakerem' nie można nazwać się samemu (tj. nie można powiedzieć o sobie 'jestem hakerem'), a jedynie inni mogą tak o ów osobie mówić. Co ciekawe, nasi zachodni sąsiedzi nie mają takich oporów, i często o sobie mówią 'jestem hakerem'. W tym miejscu jeszcze jedna uwaga - spotkałem się również z trochę zawężoną definicją słowa 'haker', a konkretniej byłaby to 'osoba przełamująca zabezpieczenia', a cel samego przełamania (dobry? zły?) nie ma żadnego znaczenia. Do tego garnka z nazwami można jeszcze dorzucić ostatnio coraz popularniejsze 'white hat' i 'black hat', czyli określenia na 'dobrego hakera' i 'złego hakera'. W zasadzie temat morze, i w zasadzie każdy ma jakąś własną definicje tego słowa :)
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
-
Odnośnik do komentarzy
wtorek, 16 lutego 2010 11:52
Umieszczone przez:
ogrzyslaw
Hmm... W moim mniemaniu "haker" od prawie zawsze oznaczał człowieka będącego po jasnej stronie "mocy". Kogoś kto jest zatrudniany aby sprawdzić zabezpieczenia danej firmy. Natomiast ten ,który bez pozwolenia włamuje się i tworzy wirusy a także inne tego typu niepotrzebne programy nazywałem "crcerem". Bodajże przeczytałem o tych różnicach w jakimś pisemku w poczekalni u lekarza. W dzisiejszych czasach dziwnie by brzmiały teksty typu "Ptaki to jeden z najlepszych dzieł w dorobku największego filmowego hakera". W tłumaczeniu na nowomowę polską oznaczało by to mniej-więcej że Hitchcock to najlepszy pirat.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
-
Odnośnik do komentarzy
wtorek, 16 lutego 2010 10:09
Umieszczone przez:
Natalia Bilska
Obawiam się, że walka z negatywnym wydźwiękiem słowa "haker" to walka z wiatrakami. Ale z drugiej strony... ja osobiście "hakera" traktuję podobnie jak "pirata" - gdy słyszę te słowa myślę: bystry, łamiący zasady, na granicy prawa, troszkę fascynujący, łaknący wolności. Więc chyba propaganda ma na mnie nikłe znaczenie. Swoją drogą, nigdy bym nie pomyślała, że np. genialnego astronoma można by nazwać "hakerem". Polszczyzna nieustannie mnie zaskakuje :)
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.















