Jednak nie trwało to zbyt długo i już po kilku godzinach płynąłem przez świat nowych, wcześniej niespotkanych doznań, aż żal było mi go opuszczać, ale wiedziałem, że to będzie musiało kiedyś nastąpić. Dlatego też z nieskrywaną radością przeczytałem wiadomość, że księga druga pojawi się już niebawem. Tak też się stało i znów mogłem powrócić do świata nanotechnologii i potężnych Ranów…
WayEmpire jest zagrożone, co ja mówię, całe Imperium jest zagrożone dominacją i zniewoleniem ze strony spaczonych, bezwzględnych Unithirów, którzy powrócili wraz ze swoją pół miliardową armią, żeby wyniszczyć rodzaj ludzki. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że chyba im się to uda, bo co robić, kiedy Imperator został obalony, wojska zdziesiątkowane i pozbawione dowództwa, a system obronny planet nie daje rady przeciwnikowi? Na całe szczęście, ludzkość ma jeszcze kogoś takiego jak Torkil Aymore, znamienity Podróżnik i Gamedec, a przede wszystkim potężny Ran, żołnierz elitarnej Pierwszej Centurii Pierwszego Maodionu. To on wraz z pozostałymi niedobitkami, Ranami, będzie walczył o przetrwanie Imperium.
Czy Imperium ulegnie wrogom? Nadzieja jest jak cały świat, świat ukryty w arce.
Najnowsza książka z uniwersum Gamedeca to jeszcze więcej akcji, która wręcz wycieka z papierowych stron niczym mała Niagara. Brawurowych pojedynków, często kończących się sytuacją jeden przeciwko tysiącom i mnóstwem syntetycznej posoki. Ogromnych bitew na skalę globalną oraz pościgów do utraty tchu, a nawet doprowadzających do śmierci z przemęczenia. Nie zabrakło błyskotliwych dialogów, nietuzinkowych bohaterów i bogatych w niespotykaną faunę oraz florę światów. Druga część „Czasu silnych istot” to po prostu esencja dobrej fantastyki naukowej, wręcz wykrzykującej czytelnikowi prosto w twarz problemy współczesnego świata i konsekwencje braku działań w celu ich rozwiązania. Właśnie to ukryte pod pozornie błahą rozrywką przesłanie sprawia, że powieść Marcina Przybyłka jest czymś więcej niż tylko zwykłym czytadłem, to wizja, ku której dąży nasza cywilizacja, co może spowodować jej rozwój, ale także rychły upadek. Według mnie autor jest wielkim wizjonerem, który nie boi się mówić głośno o naszych problemach i stawiać niewygodnych pytań.
Księga druga „Czasu silnych istot” to nierozłączny element swojej poprzedniczki, w połączeniu z którą tworzy dzieło godne polecenia każdemu miłośnikowi science fiction, ale również zwykłemu czytelnikowi, który szuka dobrej literatury. Zapewniam was, że owa literatura dostarczy masę doznań waszej nieposkromionej wyobraźni, zbolałej duszy oraz wymagającemu ciału.
Korekta: Maja Borawska



















































