sobota, 16 czerwca 2012 19:00

Nate Kenyon „Diablo III: Zakon”

Tam, za spustoszonymi połaciami Krwawych Wrzosowisk, za otuloną lodowatą mgłą Mroczną Knieją, wzrastało ongi miasteczko zwane Tristram. Wiele mrocznych legend opiewa to miejsce, po którym nie pozostały już dziś nawet zgliszcza, podań tak strasznych i nieprawdopodobnych, że dla nieobeznanych z miejscowym folklorem słuchaczy mogą wydać się dziełem jakiegoś barda o obłąkanym umyśle. A jednak w tych opowieściach tkwią ziarna prawdy. I tak – pod Tristram naprawdę zalęgła się nieopisywalna groza w postaci jednego z przeklętych władców Płonących Piekieł – demona imieniem Diablo i jego płonących nienawiścią do ludzkiego rodzaju legionów.

I prawdą jest, że znaleźli się śmiałkowie, którzy wyruszyli w głąb rozciągających się pod miastem katakumb, by gromić diabelskie zastępy i urżnąć rogi potężnemu Panu Grozy. Lecz to nie o nich będę dziś opowiadał. Nie opowiem też o losie, który ostatecznie spotkał miasto i jego mieszkańców ani o wydarzeniach, które nastąpiły niedługo potem, a które swój finał znalazły hen wysoko, na śnieżnym szczycie Arreat. Zamiast tego opowiem Wam o księdze opiewającej nieznane losy jednego z mieszkańców Tristram – człowieka, który od dziecka pragnął pojmować świat szkiełkiem i okiem mędrca, odrzucając ludowe zabobony, prymitywną wiarę w plugawe biesy i świetliste anioły.

Być może już o nim słyszeliście.

Człek ów nazywał się Deckard Cain.

Powieści oparte na kanwie topowych gier komputerowych mnożą się nam ostatnio niczym grzyby po deszczu. Wystarczy wspomnieć wydane całkiem niedawno cykle „Gears of War” i „Mass Effect” czy też – majaczący na horyzoncie – „Crysis: Legion”. Pojawienie się książkowego „Diablo III” było zatem tylko kwestią czasu. Ba! Ogromnie bym się zdziwił, gdyby powieść oparta o najgorętszą grową premierę tego roku w ogóle się nie ukazała. Raz, że to doskonała okazja na zgarnięcie dodatkowego grosza z kieszeni fanów rozochoconych gorącą premierą. Dwa, że Pan Grozy już nie raz gościł na księgarnianych półkach (z różnym skutkiem, ale jednak). I trzy – przecież owiane legendami, przesiąknięte mistycznym mrokiem Sanktuarium (podobnie zresztą jak warcraftowy Azeroth) to uniwersum, które aż prosi się o utkanie w nim czegoś więcej niż tylko prostej fabułki na potrzeby komputerowej siepanki, w której główną atrakcję stanowi mordowanie piekielnych hord i zbieranie ton mniej lub bardziej zaklętych przedmiotów.

Nie ma się co oszukiwać – powieść oparta na motywach gry komputerowej raczej mało komu kojarzy się z udanym dziełem literackim. Sam w przeszłości natknąłem się na kilka opartych na grach woluminów, których jedyną zaletą była… w miarę ładna okładka. Na szczęście „Diablo III: Zakon” prezentuje się znacznie, znacznie lepiej niż tamte „dzieła”. Nie bezcześci uniwersum wykreowanego w grze, a umiejętnie czerpie z jego bogactwa, dodając od siebie ciekawą, wielowątkową fabułę, oscylującą wokół postaci Deckarda Caina i stanowiącą preludium do wydarzeń znanych z najnowszego pomiotu Blizzarda (tak, „Zakon” to nie książkowa kopia fabuły Diabła Trzeciego, a jej prolog – co, jak dla mnie, jest ogromnym plusem). Postać Caina zdecydowanie gra w „Zakonie” pierwsze skrzypce. Dzięki temu fani gry mogą lepiej poznać tego enigmatycznego mędrca, który – jak się tu okazuje – poza rozległą wiedzą posiada również typowo ludzkie słabości. Dla miłośników gry kolejną gratką są liczne nawiązania do poprzednich odsłon komputerowej serii – przejawiające się m.in. pod postacią mrocznych snów bohatera, które niosą go ku przeszłości – ku wydarzeniom, jakie miały miejsce w Tristram (Diablo I) czy w Fortecy Pandemonium (Diablo II). Wyłapywanie tych nawiązań sprawia wielką frajdę. Podobnie jak niezwykły nastrój Sanktuarium, sączący się z kolejnych kart powieści. Nate Kenyon zdołał zakląć na papierze przesiąkniętą mistycyzmem atmosferę beznadziei i zaszczucia znaną z gry, a serwowane przez niego sugestywne opisy perypetii bohaterów i okalającej ich rzeczywistości sprawiają, że podczas czytania nie raz i nie dwa można poczuć lodowate dreszcze po plecach.

A co z Czytelnikami, którzy stronią od komputerowej rozgrywki, bądź też odbili się od „Diablo” niczym piłeczki kauczukowe od ściany?

Dla nich „Zakon” będzie sycącą porcją mrocznego fantasy – napisanego z polotem, wciągającego, zapełnionego ciekawymi postaciami (jak choćby Leą – dziewczynką o mocno niejasnej naturze, czy mnichem potrafiącym komunikować się z bogami). Pod względem technicznym jest to bowiem poprawnie skonstruowana opowieść, która spokojnie obroniłaby się jako utwór zupełnie niezwiązany z hitową grą Blizzarda. Myślę, że to najlepsza rekomendacja, jaką można wystawić tego typu wydawnictwu.

Teraz już wiecie, czego się spodziewać po tym enigmatycznym woluminie, oznaczonym magiczną ósemką, symbolem potężnego Tal Rashy. Zaiste intrygująca to opowieść – pełna rozdzierającego bólu, przesiąknięta cierpieniem i mroczną magią. Ciemnością, która zdaje się spozierać spomiędzy kolejnych wierszy, zupełnie jakby za pomocą atramentu zaklęto w nich cząstki dusz Pana Grozy i jego upiornych braci.

Jeśli się nie lękacie, szukajcie jej.

Pytajcie handlarzy, szperajcie w zakamarkach księgozbiorów. Znajdziecie na pewno, już niebawem. Kto szuka, zawsze znajdzie.

A teraz już pora, bym udał się na spoczynek. Wybaczcie staremu wędrowcowi, że jego siły już nie te. Idzie burza. Radzę nie gasić świateł na noc. Kto wie, jakie demony kroczą z pomrukami burzy.

Spokojnej nocy.


Korekta: Maja Borawska

Dodatkowe informacje

  • Autor: Nate Kenyon
  • Tytuł: „Diablo III: Zakon”
  • Data wydania: czerwiec 2012
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • Pozostałe dane: Tytuł oryginału: Diablo III: The Order
    Tłumaczenie: Dominika Repeczko
    ISBN: 978-83-7574-781-2
    Wydanie: I
    Strony: 496
    Oprawa: miękka

Dodaj komentarz