sobota, 25 lutego 2012 23:42

Świętość profana #4

Oceń ten artykuł
(14 głosów)

Zmarły człowiecze, z tobą się żegnamy

Długo zastanawiałam się, od której strony ugryźć ten temat. O śmierci można by przecież pisać tomy. Wiele już na jej temat zostało powiedziane – fascynacja tematyką funeralną przejawiana przez dorastającą młodzież sprawiła, że w Internecie aż roi się od mniej lub bardziej grafomańskich opracowań. Dużo mówi się o psychologii śmierci, o nie-umarłych stworach, czy symbolice śmierciopodobnej – o wampiryzmie, o upiorach, duchach, zombie itp. Nic dziwnego – zaświaty to fascynujący temat. O nich też chętnie napiszę, ale jeszcze nie teraz. Starając się nie kopiować oczywistości i łatwo osiągalnych danych, o śmierci napiszę dziś, jako o czynniku kulturotwórczym. Wyjaśnię też, dlaczego zasłużyła sobie na zaszczytne miejsce jednego z trzech najbardziej obfitujących w zachowania rytualne zjawisk (obok narodzin i inicjacji do dorosłości) oraz dlaczego zjawisko śmierci jest tak wielowymiarowe i doczekało się tak szerokiej symboliki. Po raz pierwszy też zamieszczę tzw. „materiał faktograficzny” – pieśń z lubelskiego obrazującą to, co zostanie tutaj powiedziane. Mam nadzieję, że każdy, kto przeczyta ten artykuł, będzie w stanie dokonać jej samodzielnej etnograficznej interpretacji.

Pamiętając o teoretycznej klasyfikacji obrzędów przejścia van Gennepa (Świętość profana: Limes) rozpoczynamy przyporządkowywanie do niej konkretnych zachowań. Umieranie – to niewątpliwie jeden z ważniejszych okresów w życiu człowieka, pełen niebezpieczeństw i niewiadomych. Jego nieuniknioność, tajemniczość i nieodwracalność sprawiają, że staje się ono centralnym obiektem wielu wierzeń, mitów i przekonań – a co za tym idzie – obrzędów. Do śmierci trzeba przygotować nie tylko zmarłego, ale również całą społeczność – należy uczynić jasnym, że człowiek wkracza w nową fazę. Denat jest prawdziwie martwy tylko wtedy, gdy powszechnie uzna się go za martwego i odpowiednio się go pożegna. Stąd też mamy do czynienia ze społecznym charakterem rytuałów. Ta wiedza daje bazowe pojęcie o sensie pochówków. Dlaczego mają być one tak ważne?

W społecznościach tradycyjnych podstawowym elementem społecznym nie jest, jak współcześnie, jednostka. Są nimi przeważnie rodziny. Rodzina ma potencjał mogący przysporzyć grupie więcej dobrze zsocjalizowanych członków, a więc należy jej się szacunek i posłuch. Co z tego wynika? Wszystkie decyzje dotyczące życia jednostki podejmowane są przynajmniej w gronie rodzinnym. Tak jak młodzi biorą śluby z tymi, których wskażą rodzice, jak żniwiarze koszą według społecznie określonego porządku, tak i śmierć jednostki musi zostać zaakceptowana i odpowiednio celebrowana przez rodzinę (tak tę bliską, jak i tę większą – społeczność). Jeśli nie będzie, zmarły nie dość, że nie wejdzie w prawidłowy sposób do świata zmarłych (wszystko jedno czy mają nim być Niebo, Valhalla, czy rzeka umarłych), to jeszcze wcale nie wydostanie się ze świata doczesnego, a to sprawi, że jego dusza będzie przechodzić ogromne katusze na ziemi, dręcząc tym samym społeczność, w której żyła. Ściśle przestrzegane rytuały są więc konieczne dla prawidłowego przebiegu procesu umierania i leżą w interesie tak umarłego, jak i jego rodziny. Człowiek niepochowany, nieopłakiwany, za którego nikt się nie modli i którego w odpowiedni sposób nie wyniesiono z domu – jest wciąż w ontologicznym sensie żywy!

Proces umierania oraz okraszające go obrzędy można – zgodnie z klasyfikacją van Gennepa – podzielić na trzy części. By opis uczynić bardziej przejrzystym, wszystkie obrzędy związane ze śmiercią pogrupuję chronologicznie według tego podziału.

1. Wyłączenie

Człowiek umiera. Dowiaduje się o tym rodzina (ważne jest, by, gdy śmierć następuje w nocy, obudzić wszystkich domowników, by ulatująca dusza nie zabrała ze sobą nikogo bliskiego) i wkrótce rozpoczyna proces wyłączania denata ze świata żywych. Po stwierdzeniu zgonu ważnym jest usunięcie wszelkich przeszkód mających uniemożliwić zmarłemu opuszczenie doczesnego świata. Posyła się po wierzycieli, czy ludzi, którzy mieli nierozwiązane spory z nieboszczykiem, by ci stanęli nad trupem i zapewnili go, że odpuszczają mu winy, czy długi (te drugie oczywiście przejmuje rodzina, ale o tym nie mówi się w pokoju trumiennym). Kolejną fazą jest fizyczne otwarcie przestrzeni na świat zmarłych. Otwiera się okna i drzwi (by dusza mogła spokojnie wylecieć), wygasza się ogień, zasłania lustra (m.in. po to, by reprezentowany przez nie świat „na opak”, świat zmarłych upominający się o zmarłego nie zaszkodził żywym), rozwiązuje węzły (by nie zaplątała się w nie nieuważna dusza), uprząta wszystkie żelazne przedmioty (żelazo ma charakter ochronny przed światem zmarłych. W momencie, gdy w rodzinie pojawia się śmierć, na trzy dni jest ona objęta swoistą kwarantanną, pośrednio otwiera się na ten świat), zmarłego ubiera się w białe giezło (biel reprezentuje czystość. Nie może mieć w swojej strukturze żadnych węzełków – uniemożliwiłoby to duszy swobodne wyjście z ciała), następuje również rytualne obmycie zmarłego. Zmarły ma przebywać trzy dni po śmierci w domu rodzinnym, by ostatecznie pożegnać doczesny świat. Otaczany jest symbolizującymi świętość oraz Matkę Boską kwiatami, modlącymi się żałobnikami i świętymi artefaktami. Wszystko po to, by zapewnić mu przychylność Opatrzności na sądzie oraz ostatecznie pozbyć się go ze świata żywych. Wszystkie przyporządkowane tej fazie rytuały mają za zadanie ogłosić tak denatowi, jak i społeczności, że oto, niezaprzeczalnie, człowiek opuścił ten świat.

 

2. Faza liminalna

Oczywiście najbardziej niebezpieczna. Zmarły nie jest jeszcze w zaświatach, nie należy też już do świata ziemskiego. Wtedy otwierają się drzwi do innego wymiaru: przynoszą groźbę przedostania się nieproszonych dusz z zaświatów do świata materialnego lub zabrania – prócz zmarłego – kogoś jeszcze i często zwiastują, na przykład poprzez zachowania zwierząt, kolejne śmierci w rodzinie. Tylko dokładne zachowanie obrzędu gwarantuje bezpieczne przejście żywych przez tę drogę ku śmierci. Rozpoczyna się ona uroczystościami pogrzebowymi. Trumnę wynosi się z domu przez tylne drzwi lub też – w geście symbolizującym ostateczne opuszczenie domu przez zmarłego – niosący trumnę trzy razy przykucają z nią nad progiem. Korowód wiedzie nieboszczyka na cmentarz, wypatrując jednocześnie, na kogo patrzą okoliczne koty, czy koń grzebie kopytem w ziemi, w których domach wyją psy. Ważne jest, by konwój nie spotkał na swej drodze pochodu weselnego (stąd też tradycyjne pogrzeby odbywają się w piątki, a śluby w soboty), by nie spotkał na swojej drodze żadnej zatrzymującej go przeszkody – byłby to fatalny znak zawracający duszę z drogi do wieczności. Ubrani w czerń żałobnicy zawodzą i śpiewają docierając w końcu na miejsce spoczynku. Bez względu na kulturę, w której odbywa się uroczystość – niezbędne jest bezwzględne przestrzeganie procesu rytualnego związanego z pochówkiem. Muszą zostać odprawione odpowiednie modły, koniecznym jest, by rodzina posypała w geście pożegnania trumnę grudkami ziemi, a pieśni żałobne śpiewały stare kobiety – jako te najbliższe światowi zmarłych. Pojawia się ambiwalentna symbolika ziemi – łona. Ta, która wydaje plony jest również tą, która pochłania życie. Powrót do ziemskiego łona ma również oznaczać wkroczenie zmarłego w nowe życie – jego ponowne narodziny. Czas liminalny odmienia również utarte zachowania społeczne – konwój pogrzebowy, zamiast „normalnie”, ze wschodu na zachód, podąża z zachodu na wschód, epitafia na nagrobku pisane są przeważnie językiem wysokim, archaicznym, przeciwnym do tego, którym posługuje się na co dzień. Ważnym jest też, by liczba wszystkich przedmiotów towarzyszących pogrzebowi – kołatek, kwiatów itp. była parzysta. Zmarłemu często wkładano do trumny różańce, modlitewniki i święte obrazki, by ten miał siłę dążyć trudną ścieżką w stronę Życia Wiecznego. Często też dawano kołatki – by w razie, gdyby okazał się żywym, po przebudzeniu dał o tym znać grabarzowi. W przypadku wystąpienia zagrożenia przemianą zmarłego w upiora – stosowano elementy zapobiegawcze – pętano go łańcuchami, przebijano go kołkiem, odcinano głowę i kładziono ją między nogi (takie pochówki można było obserwować np. u Łemków). Ostatecznie odcinano nić wiążącą zmarłego ze światem żywych.

 

3. Włączenie

Po przekroczeniu fazy liminalnej żyjący urządzają stypę – takie „wesele” dla nieboszczyka, mające przypieczętować jego odrębny stan i, oczywiście, oswoić rodzinę z brakiem. Rozpoczyna się wędrówka zmarłego w kierunku powtórnych narodzin. Według przekazów biblijnych, wędrówka owa miała trwać czterdzieści dni. To przez tych czterdzieści dni zamawiano msze za zmarłego, modlono się o jego duszę i poszczono w jego intencji. Wszystko, by ułatwić duszy swobodny dostęp do zaświatów i uniemożliwić jej drogę powrotną. Dusza mogła powrócić już wtedy tylko w określonych porach roku (podczas Wigilii, Dnia Zmarłych itp.), kiedy to zapraszano ją do stołu i częstowano osobnym posiłkiem. Każda niemal kultura ma w swoim repertuarze obrzędowym coś, co przypominałoby nasze Gusła, czy Dziady. Bantu na przykład, raz w roku odkopuje swoich zmarłych i opowiada im, co wydarzyło się w ostatnim roku. Słowianie jeszcze do niedawna, prawie że w zgodzie z naukami kościoła, wywoływali dusze zmarłych, zadawali im pytania dotyczące zaświatów i przyszłości ziemskiej, polecano modlitwy i spełniano prośby duszy (wywoływać dawały się przeważnie dusze czyśćcowe, więc te przeważnie prosiły o msze i modlitwy). Trochę inaczej wyglądały mediacje w kulturach skupiających się wokół postaci szamana, ale to jest już tematem na kolejny odcinek.

 

Prezentowane tutaj obrzędy to oczywiście kropla w morzu rytualnego życia Słowian. Po więcej odsyłam do książki Fischera podanej w rubryczce „dla dociekliwych”. Jeśli bylibyście zainteresowani innymi kręgami kulturowymi/chcieli wyjaśnić coś niezrozumiałego/coś sprostować – zapraszam do komentowania. W miarę możliwości postaram się pomóc lub odesłać do bardziej kompetentnego źródła.

A tutaj obiecana ilustracja etnomuzykologiczna J Pieśń śpiewana przez Beatę Oleszek.

Zmarły człowiecze! z tobą się żegnamy,
Przyjmij dar smutny, który ci składamy:
Trochę na grób twój porzuconéj gliny
Od twych przyjaciół, sąsiadów, rodziny.

Powracasz w ziemię, co matką twą była,
Teraz Cię strawi, niedawno żywiła:
Tak droga każda, którą nas świat wodzi,
Na ten ubity gościniec wychodzi.

Niedługo bracie, z tobą się ujźrzemy,
Jużeś tam doszedł, my jeszcze idziemy,
Trzeba ci było odpocząć po biegu:
Ty wstaniesz, boś tu tylko na noclegu.

Boże! Ten zmarły w domu Twym przebywał,
U stołu Twego jadał, Ciebie wzywał,
Na Twéj litości polegał bezpieczny:
Daj duszy jego odpoczynek wieczny.

 

DLA DOCIEKLIWYCH

E. Martin – „Antropologia śmierci”

Turner – „Prawdziwy pozór”

A. Fischer – „Obrzędy pogrzebowe Słowian”

Dodaj komentarz