Książka, a w zasadzie zbiór opowiadań Szczepana Twardocha otwiera nową serię literacką Powegraphu, która ma na celu promowanie literatury niedającej się zaszufladkować, wyróżniającej się pięknym językiem, a zarazem niejednoznacznością – mowa o Kontrapunktach. I na pierwszy ogień poszedł wielokrotnie nagradzany twórca uznanego przez czytelników i krytyków „Wiecznego Grunwaldu”. Być może niektórzy pomyślą sobie, że pod tytułem „Tak jest dobrze” ukrywają się pogodne, proste historyjki z happy-endem, ale tak nie jest. W zamian za to dostajemy ciężkie, wieloznaczne opowiadania, które kończą się ponurą pointą. Wszystkie one zaś wrzynają się w czytelnika, nie pozwalając choć na chwilę odetchnąć.
Motywem przewodnim ogółu opowieści jest cielesność. Autor ukazuje ją jednak z wielu możliwych perspektyw, z różnych punktów widzenia. Tak też niekiedy stanowi ona pewną kopułę, jest obiektem drwin i cierpienia („Masara”), przedmiotem pożądania („Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka”), czymś niezwykle ważnym, ale także pozwalającym na przeżycie („Ona płynie w moich żyłach”), przepustką do lepszego świata, jak również utrapieniem i obsesją („Uderz mnie”), a jeszcze kiedy indziej torturą („Gerd”) albo ostatnią warstwą dzielącą człowieka od życia pośmiertnego („Tak jest dobrze”). I my, śledząc losy wszystkich tych styranych przez życie bohaterów, czujemy smutek, zadajemy sobie pytania o nasze człowieczeństwo. W wielu przypadkach w dużej mierze na gorzką niedolę bohaterów rzutuje ich nieudana przeszłość. Przykładowo w „Dwóch przemianach…” matka nieświadomie niszczy życie głównemu bohaterowi poprzez swoją czułość, niezwykłą opiekuńczość, przyczyniają się do tego i jego koledzy ze szkolnej ławki, czyniąc z niego kozła ofiarnego. Powoli kiełkuje w nim ból i strach, aż w końcu zaczyna nienawidzić ludzi, brzydzić się nimi. Kobiety zaś traktuje przedmiotowo, jednocześnie ich pożąda i myśli o nich jak o czymś nieczystym. Można rozpatrywać na podobnej płaszczyźnie historię doświadczonego przez wojnę mężczyzny i jego otyłego, niewierzącego w siebie, beznadziejnego syna w „Gerdzie”. Tytułowy śląski powstaniec wbrew woli innych wstąpił na ochotnika do Waffen-SS. Później zaś przeszłość ciągnie się za nim, poniewiera jego duszę. Tak samo dzieje się z jego synem, którego z głębi serca nienawidzi. I on także jest wypalany od środka. Podobnie układa się innym ofiarom losu w pozostałych utworach.
Najważniejsi w całym zbiorze opowiadań są bohaterowie. Szczepan Twardoch zbudował wiarygodne, niezwykle ludzkie, mocno zarysowane psychologicznie postacie. Każdą z nich szarpie pewien lęk, nikt nie jest zresztą bez winy. Protagoniści w opowiadaniach autora „Wiecznego Grunwaldu” są przepełnieni smutkiem, tak samo zresztą dzieje się z czytelnikiem, który śledzi ich historie z zapartym tchem. W tym świecie nie ma wesołości, a czasami także nie ma miejsca na prawdziwą miłość, którą w większości przypadków zastępuje pożądanie. Całość unosi się w oparach beznadziei i upadku człowieczeństwa. Autor brutalnie kreuje postacie, a później wplata je w wielowymiarową, inteligentną fabułę, która nie wywołuje uśmiechu na ustach czytelnika, ale dołuje go i zmusza do głębszego zastanowienia. Jednak tak jest właśnie dobrze.
Zagłębiając się w zbiór, mamy do czynienia z kilkoma niezwykłymi, wartymi uwagi historiami. Osobiście do gustu przypadło mi chyba najtrudniejsze, a zarazem najlepsze opowiadanie o śląskim esesmanie. Może ono odstraszyć od zanurzenia się w nie ze względu na trudny język, ale warto przetrwać do końca. Z równą uwagę śledziłem przepełnioną onirycznością opowieść „Ona płynie w moich żyłach”, czy też choćby bolesną w odbiorze „Masarę” albo genialne tytułowe opowiadanie pozostawione na deser. Szczepan Twardoch jest pisarzem brutalnie szczerym. I nie jest to bynajmniej wada książki, wręcz przeciwnie. Jeśli zaś chodzi o język, to także mamy do czynienia z niemałym orzechem do zgryzienia. Piękny, niekiedy trudny, przepełniony wulgaryzmami i pewną poetyką. Stylem przypomina dzieła Cormaca McCarthy’ego, do którego w jednym z opowiadań autor sam nawiązuje. W efekcie proza tego kalibru przewierca czytelnika na wylot, tak że podczas lektury zadaje sobie trudne pytania i poszukuje jeszcze trudniejszych odpowiedzi. A później samo wspomnienie o śląskiej scenerii cierpienia drąży procesy myślowe i przywołuje ból płynący z każdej strony książki.
„Tak jest dobrze” to zbiór opowiadań traktujących o potędze cielesności, bolączkach doznawanych przez ludzi, miłości i jej utracie, palącej samotności, pożądaniu drugiego człowieka, ale przede wszystkim są to opowiadania o ludziach. Tych słabych i tych silnych, obezwładnionych przez przeszłość, swoje ciało, ale także o tych, który już się poddali albo wciąż walczą o lepsze jutro. Pozycja absolutnie konieczna dla każdego miłośnika niebanalnych historii oraz dla tych, którzy lubią wysilić swoje szare komórki przy lekturze. Naprawdę gorąco polecam!
Korekta: Iga Pączek
Książkę można kupić m. in. TUTAJ.


































































