Wolny w granicach samego siebie – wywiad z Michałem „Meeshem” Gołkowskim

Wolny w granicach samego siebie - wywiad z Michałem „Meeshem” Gołkowskim


Czarnobylem zafascynowany, odkąd tylko dowiedział się, po co brał wiosną ’86 ten niedobry proszek w kapsułkach z opłatka.

Swoje związki ze Wschodem i stosunek do słowiańskości określa jako typowy love-hate relationship.

Od zawsze rozerwany pomiędzy Skansenem w Łowiczu a Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, osiadł w  końcu pod lasem niedaleko Sochaczewa.

Dawid Bastek: Skąd wziął się pomysł na książkę? Co było inspiracją do napisania zbioru opowiadań o przygodach Miszki? Ale tak pierwotnie, czy było coś przed opuszczoną mleczarnią?

Michał „Meesh” Gołkowski: Ech... o napisaniu książki marzyłem, odkąd do mnie dotarło, że książki nie biorą się z księgarni, a od ludzi. Próbowałem kilka razy, mam nawet otwarty projekt XII-wiecznego Konstantynopola z nutką fantasy. A stalker miał być swego rodzaju odskocznią – ot, żeby odpocząć od tego, czego już napisałem wtedy prawie tysiąc stron.

Nie, przed "Mleczarnią" nie było nic. Zupełnie nic. A pomysł narodził się w październikowy wieczór z iskry natchnienia, gdy moja Muza powiedziała:

"Miś, a może napisz coś ze S.T.A.L.K.E.R.a?"

A ja po chwili powiedziałem:

"No, w sumie, to czemu nie... mam nawet pomysł na tytuł i pierwsze zdanie."

Tak się zaczęła przygoda, która mocno przerosła moje najśmielsze oczekiwania.

D.B.: I to zdanie nadal pozostało tym pierwszym, otwierającym książkę?

Meesh: Tak. Dokładnie tak, jak je wymyśliłem.

D.B.: Wracając to wspomnianej powieści fantasy, doczeka się kiedyś zakończenia i papierowego wydania? Czy raczej pozostanie w szufladce zatytułowanej: "pomysły na później"?

Meesh: Ależ "Sic Transit Gloria Mvndi" leży i czeka na swój dzień. Mam nadzieję, że kiedyś się ukaże... Będę o to w swoim ołowiany_świt_qfantczasie walczył.

D.B.: I słusznie. Choć póki co, można odnieść wrażenie, że jest przesyt fantastyką na polskim rynku, a książki postapokaliptyczne zajmują niszę, przez co wydają się atrakcyjniejsze i bardzie pożądane. Czy nie wydaje ci się, że ta powieść to był strzał w dziesiątkę?

Meesh: Trudno mi powiedzieć, bo tzw. rynek był ostatnią rzeczą, o jakiej myślałem, pisząc "Ołowiany Świt". Więc... cieszę się, że rynek i czytelnicy – jak na razie – doceniają moje wysiłki.

D.B.: Bardziej te sygnały odczuwasz od osób, które są zaznajomione ze światem Zony i poruszają się po tym środowisku, czy zwykli czytelnicy również to potwierdzają?

Meesh: Szczerze mówiąc najcenniejsze – paradoksalnie – są dla mnie opinie właśnie "zwykłych czytelników". Środowisko S.T.A.L.K.E.R.a w Polsce i tak jest na tyle głodne i wyposzczone czegokolwiek nowego, że biorę poprawkę na ich entuzjastyczną reakcję na wyjście pierwszej książki z serii. Natomiast to, że książka w klimacie postapokaliptycznym, a zatem siłą rzeczy niszowa, znajduje uznanie u czytelnika "spoza" – to jest dla mnie prawdziwy komplement.

D.B.: Spodziewałem się, że społeczność zaznajomiona ze światem S.T.A.L.K.E.R.a, będzie bardziej surowa w swojej opinii. Zaskoczyłeś mnie.

Meesh: Oczywiście, że są surowi – jeden z "naszych" punktuje mnie nawet za kwestie techniczne związane z latarką Miszki. Ale dążę do tego, że chyba czują – mam nadzieję, że czują – kawał serca, który włożyłem w tę książkę. Więc z ich strony każdą krytykę odbieram z założenia jako dobre rady na przyszłość, a nie złośliwość czy upierdliwość.

D.B.: Czyli rozumiem, że możemy spodziewać się kontynuacji przygód Miszki?

Meesh: Cóż... Bohater ruszył ku sercu Zony, na spotkanie przeznaczenia. Jego przygoda trwa nadal, niezależnie od nas. A to, czy trafi ona na papier – to już pytanie do Wydawcy.

D.B.: A tak trochę odchodząc od książki, to czy miałeś już okazję wybrać się do czarnobylskiej Zony?

Meesh: Nie, w Zonie nie byłem, ale mieszkałem na wschodzie we wczesnych latach 90. – trzy lata na Białorusi, więc śmiem twierdzić, że.... hm, czuję „duszę” tamtych stron. Wiem, czuję, jak wygląda "prastor" ­– ogromne, puste łęgi od horyzontu po horyzont, giganty słupów wysokiego napięcia pośród pustki, bezpańskie psy krążące wokół drewnianych chatynek. Może dlatego właśnie moja Zona znajduje się na lewym brzegu Prypeci, na (byłym) terytorium Białorusi.

D.B.: To skąd te wszystkie pomysły na miejsca wypraw Miszki: zwierzęta, anomalie i w ogóle środowisko Zony, które zostało opisane w książce?

Meesh: W dużej mierze bazowałem na tym i trzymałem się tego, co przedstawiono w świecie S.T.A.L.K.E.R.a, ale starałem się nadać temu swój własny rys, coś charakterystycznego. Sama anomalia, sam mutant, to jedno; to, co człowiek widzi, co czuje, jak to nazwie i jak się zachowa – to zupełnie no innego.

Jeśli idzie o miejsca i topografię, to 99% terenu i opisanych miejsc istnieje w rzeczywistości; przypuszczam, że można je nawet znaleźć na zdjęciach. Po prostu jako historyk i mediewista z zamiłowania, dawno już odkryłem, że najbardziej niesamowite i zaskakujące scenariusze pisze samo życie, a prawda potrafi być najmniej wiarygodnym wariantem. Po co wymyślać coś, co już istnieje? Natomiast ten 1% to właśnie to, wokół czego obraca się środek ciężkości "Ołowianego Świtu" – chociaż większości tych miejsc też nie "zmyśliłem" – po prostu przeniosłem elementy tego, co znałem i widziałem w życiu, w nieco inny system koordynat geograficznych.

Więc zarówno Mleczarnię, jak i Świniarnik mógłbym Wam pokazać. Powiem więcej – na pewno część moich czytelników już domyśla się, co to za miejsca.

D.B.: Rozumiem, że jako S.T.A.L.K.E.R. z zamiłowania, bywasz czasem na jakiś samotnych, nocnych wyprawach, żeby lepiej oddać ducha opisywanym miejscom?

Meesh: Nie ukrywam, że opisany w książce świat przeżyć wewnętrznych jest w dużej mierze właśnie „moim” światem – tego, co czuję, idąc nocą przez takie miejsca... a Mleczarnia zrobiła chyba największe wrażenie, właśnie nocą, właśnie ze scenariuszem z żywymi trupami. Bardzo ciężko jest opisać coś, czego się samemu nie zna i nie czuje, więc bazowałem w dużej mierze na swoich wrażeniach – właśnie z takich samotnych wypraw albo przemarszów bezdrożami w niewielkiej grupie, nocnych wypadów na pustkowia i myszkowania po zapomnianych miejscach.

D.B.: Właściwie to jak czuje się człowiek, który znalazł się w Zonie – bardziej jako ktoś wolny, wyzwolony, czy ktoś obcy? Może przytoczyłbyś jakiś przykład z własnego doświadczenia, coś co zrobiło na Tobie największe wrażenie?

Meesh: Nie wiem, jak to jest w Zonie... Wiem, jakie to uczucie znaleźć się w sercu półtoramilionowego miasta, w którym nie rozumiesz języka na ulicach. Tak, wiem – dziś wszyscy jeździmy na wakacje, rozbijamy się po Egiptach i Emiratach. Ale... to było co innego. To był Mińsk białoruski, 1992 rok, a ja miałem 11 lat. Z jednej strony to galaktyka nowych, dziewiczych wyborów – wszystko kusi, pachnie, wygląda tak nowo, świeżo, zupełnie nieznanie, tajemniczo...

Z drugiej strony nic nie rozumiesz. Nie rozumiesz napisów na sklepach, nie wiesz, o co zagadują cię ludzie. Boisz się przejść krótszą drogą pomiędzy blokami, bo to przecież może być czyjś "rewir"... Ludzie patrzą na ciebie, obserwują każdy twój ruch, bo mimo, że pozornie niczym się nie wyróżniasz, to od razu identyfikują cię jako nietutejszego, niepasującego do układanki.

Jesteś obcy. Najbardziej obcy i samotny w tłumie – w metrze, na targu, w szkole na lekcjach. Powoli uczysz się, że jedynym przyjacielem, jakiego masz, jesteś ty sam. Nie wierzysz nikomu do końca, bo nikogo do końca nie rozumiesz.

Śmiejesz się z dowcipów, bo śmieją się inni, ale nie wiesz, co ma być w nich zabawnego. Idziesz z innymi, by nie zostać sam, ale nawet idąc – jesteś samotny, bo nie jesteś częścią grupy. Stajesz się nieufny, zamknięty. Uczysz się, że każdy może chcieć cię oszukać, ośmieszyć, wykorzystać. Nie odróżniasz ironii od agresji, żartu od zaczepki. Uczysz się ufać tylko sobie, chodzisz własnymi ścieżkami. Gdziekolwiek idziesz, patrzysz na świat – ważąc. Ważąc szanse, możliwości, drogi dojścia i ucieczki. Próbujesz znaleźć regułę w chaosie, którego nie pojmujesz i nie obejmujesz. Słuchasz tylko siebie, rozmawiasz ze sobą, wsłuchujesz się we własne myśli.

Tak, jesteś wolny. Wolny w granicach samego siebie.

 D.B.: Po przeczytaniu Twojej książki pewnie pojawi się kilku nowych "stalkerów". Czy są jakieś rzeczy/rady, o których powinni wiedzieć przed pierwszą wyprawą?

Meesh: Droga, którą ktoś już przed nami szedł, to droga zużyta.

Nigdy nie wracać po własnych śladach.

Zona głupie myśli słyszy i karze.

Kto czego szuka, to i znajdzie – ale zupełnie inaczej, niż by chciał.

I to w zasadzie tyczy się tak Zony, jak i Dużej Ziemi... tylko na Dużej zasady nie są tak surowo egzekwowane.

D.B.: Bardzo dziękuję za poświęcony czas i wyczerpujące odpowiedzi. Życzę nadmiaru pomysłów oraz braku odmów od wydawcy. A sam z niecierpliwością czekam na nowe historie z Zony.

Meesh: Jak to mawiają Białorusini: "s wielikim avec plaisirom".

Dobrej Zony!

 

gołkowski1_qfantMichał Gołkowski - zodiakalnie, patologiczny Wodnik z roku Stanu Wojennego. Wbrew pozorom samotnik, mizantrop i introwertyk.

 Z wykształcenia lingwista, z zamiłowania historyk wojskowości, z zawodu na co dzień tłumacz kabinowy ang-pol-ros.

 Obecnie stalker.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: