Zuzanna Ingielewicz, „Przysmaki na psie smaki”

Zuzanna Ingielewicz, „Przysmaki na psie smaki”


Recenzowała: Lucyna Markowska

O tym, jak ważne jest zdrowe odżywianie, bez ustanku trąbią wszystkie media. Nie da się otworzyć gazety, przełączyć stacji w TV, ominąć plakatu na mieście, by choć raz nie trafić na informacje o kolejnej superdiecie, sylwetce gwiazd i sposobach na to, jak być długo pięknym i młodym. Oczywiście, współcześnie przy większej świadomości każdy z nas dba o swoje zdrowie w mniejszym lub większym stopniu. Nawet jeśli czasami skuszą nas fast foody. Często jednak zapominamy, że pod naszą opieką znajdują się również inne, czujące istoty, które także wymagają zdroworozsądkowych decyzji przy planowaniu posiłków. Potrafimy zadbać o obiady dla najbliższych, ale naszym wiernym zwierzęcym towarzyszom rzadko kiedy oferujemy coś ponad papkę z puszki lub brązowe chrupki.

Nie będę ukrywała, że do publikacji „Przysmaki na psie smaki” podchodziłam z pewną dozą zaciekawienia, ale i rezerwy. Gotowanie dla psa zawsze kojarzyło mi się z tradycyjną mieszanką ryżu lub makaronu z dodatkiem kurczaka. Mordka była od tego brudna, lecz szczęśliwa. Sił chłopaczkowi nigdy nie brakowało i godzinami aportował patyki, a sierść miał zdrową i lśniącą. Nie jestem także miłośnikiem spędzania czasu w kuchni. Szczerze powiedziawszy, nawet kwestie własnego odżywiania bardzo bagatelizuję z prozaicznych powodów: braku czasu i chęci. W pierwszej chwili obawiałam się zatem, czy znajdę w książce cokolwiek „dla siebie” oraz ludzi takich jak ja: zalatanych, bez zacięta kulinarnego, wolących z psem się pobawić niż czuwać nad garnkami. Moje wątpliwości szybko zostały zresztą rozwiane, bo już po kilku stronach wiedziałam, że nawet kompletne beztalencie znajdzie w przepisach coś inspirującego.

„Przysmaki na psie smaki” zostały opracowane na podstawie bloga. Wcześniej nie wiedziałam nawet, że w ogóle istnieją pasjonaci gotowania dla czworonogów. Tymczasem stanowią oni silną i kreatywną grupę, która dobrze argumentuje swoje stanowisko. Pies to nie śmietnik. Nie można wrzucać do niego odpadów z obiadu, nie można oczekiwać, że będzie zdrowy „ot tak”, że nie potrzebuje naszej troski i pomocy, skoro wymagamy od niego przyjaźni, często pracy, a nawet obrony. Aby móc brać, należy także dawać. Ta prosta prawda w połączeniu z bijącą do zwierząt miłością, widoczną w całym tekście, przekonała mnie, że w słowach autorki kryje się sporo prawdy. Bo przyznajcie sami: czy po otwarciu dowolnej puszki nie odsuwaliście się od niej ze wstrętem? Gdy coś cuchnie i wygląda jak papa, raczej nie zdobędzie naszego uznania. Oczywiście, nie należy popadać w skrajności, o czym zresztą również za chwile pokrótce napiszę.

Książka została podzielona na kilka rozdziałów. Poczynając od treściwego wstępu, w którym Ingielewicz tłumaczy, jak zaczęła się jej przygoda z gotowaniem, na podziękowaniach – zwłaszcza za konsultacje weterynaryjne – kończąc. Przeważającą część publikacji stanowią obszerne fragmenty podzielone według kategorii: „Na zdrowie”, „Dla młodszych i ciut starszych”, „Małe co nieco”, „Na śniadanie”, „Na obiad”, „Na spacer” i „Wyjątkowe okazje”. Wszystkie wzbogacone o przepisy, zdjęcia potraw i uroczych psiaków w różnych sytuacjach. Na szczególne wyróżnienie zasługuje także rozdział „Czarna lista psich przysmaków”, skąd możemy dowiedzieć się, jakich rzeczy absolutnie podawać się nie powinno, a jakie można, ale tylko od czasu do czasu lub po odpowiednim przygotowaniu. (Tak, drodzy Państwo, mowa m.in. o zakazanej czekoladzie!).

Powyższy podział jest oczywiście nieco sztuczny i wymuszony przez konwencje książek kulinarnych. Większość z przysmaków, nawet tych „na specjalne okazje”, doskonale sprawdzi się także na spacerze i na odwrót. Mnie osobiście najbardziej urzekły drobne, łatwe w przygotowaniu „snacki”, które doskonale nadawałyby się do szkolenia. Każdy, kto uczył swojego pupila, wie, jak szybko nudzi mu się i przejada kultowy „ser i kiełbasa”. Czasami, w ramach mobilizacji, przydałoby się coś bardziej kuszącego. Tutaj: ciasteczka z kaszki, chrupki ze skorupki, chipsy warzywne, marchewkowe gryzaki z serkiem czy żelki jogurtowe sprawdziłyby się idealnie. Nie byłam z kolei przekonana do pomysłów jak: chłodnik, rolmopsy z łososiowym kremem, indyk z pureé brokułowym czy kaczka na batatach. Same potrawy, chociaż bardzo ciekawe i doskonale opisane, wydawały mi się bowiem zbyt czasochłonne, a jak wspominałam wcześniej – rzadko gotuję nawet dla siebie. Na zdjęciach wyglądają jednak tak smakowicie, że nie wątpię, iż podbiłyby serca każdego psa… a może i nawet wasze własne podniebienia. Ja bowiem, kiedy oglądałam zdjęcia, nie raz pomyślałam, że potrwa wygląda zwyczajnie przepysznie!

Czy zatem warto sięgnąć po tą książkę? Na pewno tak, nawet jeśli nie gotujecie. Wykonanie kilku najprostszych przysmaków to kwestia kilku minut, a mogą stanowić doskonałą nagrodę podczas ćwiczeń albo zwyczajnie zastąpić gotowe gryzki, które kupuje się w sklepach zoologicznych. Są też od nich znacznie zdrowsze i z pewnością nie zaszkodzą ani nie uczulą. Przynajmniej kilka z pomysłów może także występować w roli „zajmujących czas zabawek” – zwłaszcza z rodzaju tych kreatywnych. Psiak na pewno z wdzięcznością będzie chrupał paszteciki i zapomni o waszych ulubionych butach, nie rozszarpie gazety, nie zniszczy wersalki i nie będziecie po całym mieszkaniu zbierać papieru. Pomimo więc wątpliwości samej autorki „czy taka książka w ogóle jest potrzebna?” – uważam, że jak najbardziej! I życzę jej jeszcze dużo wspaniałych pomysłów. Osobiście z pewnością zajrzę dodatkowo na jej bloga. „Przysmaki na psie smaki” to bowiem nie tylko publikacja kulinarna, ale przede wszystkim ogromne źródło inspiracji.

Korekta: Aleksandra Żurek

Tytuł: Przysmaki na psie smakiZuzanna Ingielewicz, „Przysmaki na psie smaki”
Autor: Zuzanna Ingielewicz
Wydawca: Wydawnictwo Jaguar
ISBN: 978-83-7686-327-6
Liczba stron: 144
Format: 17x237x206
Cena: 37,90 zł
Data wydania: 2015

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: