Zbigniew Wojtyś, „Pierścień Bolesława”

Zbigniew Wojtyś, „Pierścień Bolesława”


Autor: Natalia Bilska

Podejrzewam, że możliwość podróży w czasie, najlepiej w roli niewidocznego obserwatora, to marzenie wielu czytelników. Moje również. Historia pełna jest białych plam i tajemniczych zdarzeń, które od zawsze budziły ciekawość, inspirując do twórczego działania pisarzy, malarzy czy filmowców. Od pewnego czasu obserwuję wyraźny wzrost zainteresowania powieściami, w mniejszym lub większym stopniu związanymi z przeszłością naszego kraju – albo  z dziejami innych zakątków świata. „Historyczność”, czasem traktowana bardzo poważnie, innym razem pełniąca jedynie funkcję dekoracji, przenika do kryminałów, staje się tłem dla historii miłosnych, a czasem, w połączeniu z elementami nadprzyrodzonymi, wchodzi w skład utworów fantastycznych. W takiej sytuacji odbiorca, nawet dobrze zorientowany w historycznych niuansach, musi się nieraz poważnie nagłówkować, żeby odróżnić fakty (o ile można tu w ogóle mówić o faktach), od autorskiej fantazji. Granica bywa bardzo płynna. Szczególnie, jeśli fabuła powieści dotyczy kwestii dwuznacznych, które nadal bywają przyczyną naukowych sporów.

Akcja „Pierścienia Bolesława” opiera się właśnie na jednej z takich kontrowersyjnych teorii. Zbigniew Wojtyś dokonał nie lada sztuki, zdołał bowiem połączyć w spójną całość wątki wczesnopiastowskie, wydarzenia z okresu II wojny światowej i kryminalną, sekciarską zagadkę z pierwszej połowy dwudziestego pierwszego wieku. W dodatku zrobił to w tak ciekawy sposób, że liczącą grubo ponad pięćset stron powieść połknęłam w błyskawicznym tempie, dając się przy tym do reszty zaczarować hipotezie o istnieniu Bolesława Zapomnianego oraz o normandzkim pochodzeniu dynastii Piastów. Pomysł spodobał mi się tak bardzo, że po przeczytaniu „Pierścienia…” zaczęłam przeglądać Internet i posiadane książki, żeby dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej. Lubię, gdy lektura inspiruje mnie do podobnych działań, gdy daje mi coś więcej, niż tylko ulotną przyjemność. A powieść Wojtysia ożywia nie tylko wyobraźnię, lecz także szare komórki, nakłaniając do spojrzenia na wydarzenia historyczne z nieco innej, bardziej „ludzkiej” perspektywy. Krótko mówiąc: prawdziwy rarytas dla wielbicieli historii i dobrych kryminałów!

Głównym bohaterem powieści jest Alexander Casey, znany niektórym czytelnikom z innej książki Wojtysia, zatytułowanej „Filatelista”. Ten miłośnik piwa, niesamowitych zdarzeń i twórczości blogowej, znowu pakuje się w tarapaty. Przystaje mianowicie na propozycję dziwnego małżeństwa i decyduje się na zamianę swojej kawalerki (z którą wiążą się nieprzyjemne wspomnienia) na duże mieszkanie na poznańskiej Śródce. Oferta budzi spore wątpliwości. Dlaczego bogaty radca prawny marzy o przeprowadzce do o wiele mniej komfortowego lokum? Czemu nie żąda dodatkowych opłat, czyżby postanowił zabawić się w świętego Mikołaja? Gdzie tkwi  „haczyk? Olek z początku sądzi – a raczej wmawia sobie, zagłuszając niepokój – że tym razem po prostu uśmiechnęło się do niego szczęście, wkrótce jednak zmienia zdanie. Przekonuje się bowiem, że jego nowa siedziba skrywa wiele tajemnic, związanych nie tylko z wojenną i przedwojenną historią Poznania, ale także z początkami polskiej państwowości. Informacji tak cennych, że niektórzy ludzie zrobią wszystko, aby je  zdobyć… Czy Caseyowi uda się poznać prawdę, zanim odkryją ją inni?

Powieść Wojtysia to nie tylko kryminał – to także miejska ballada, zlepek klimatycznych opowieści o byłych i aktualnych mieszkańcach pewnej kamienicy na Śródce. Główny bohater, wolny duch bez pracy i bez obowiązków rodzinnych, wędruje ulicami Poznania, napotykając na swojej drodze coraz dziwniejsze postacie. Sen to czy jawa, pijackie omamy czy rzeczywiste problemy? Autor czasami odrealnia fabułę, wprowadza trudne do wytłumaczenia zjawiska, ale pełnią one, mam wrażenie, funkcję wisienki na torcie. Przez większość czasu poruszamy się, wraz z Caseyem, po świecie, który dobrze znamy, a ponieważ żyjemy w nim na co dzień, bardzo często umyka nam jego magia. Mam tu na myśli drobiazgi, takie jak piękny widok, historia wibrująca w starych murach kościoła, rozmowa przy piwie, stare fotografie czy wspomnienia sąsiadki snute przy kieliszku nalewki.

Na jakość powieści kryminalnej wpływa, moim zdaniem, wiele elementów, nie wystarczy tylko sprawnie przeprowadzona akcja i zaskakujące rozwiązanie. Żeby „jednorazówkę”  zmienić w książkę wielokrotnego czytania, potrzeba czegoś więcej. Klimatu. Obyczajowej otoczki. Psychologicznego pogłębienia. „Pierścień Bolesława” bywa czasami zbyt szczegółowy (wstałem, umyłem zęby, nakarmiłem koty, poszedłem do sklepu, wróciłem...) i przez to nużący, miewa, jak niemal każdy obszerny utwór, słabsze i mocniejsze momenty, ale wygrywa miejskością, balladowością i naprawdę wciągającą historią. Każdy z bohaterów dokłada swoją cegiełkę, swoją opowieść, a Casey słucha, pije kolejne piwo i usiłuje zbudować z rozmaitych puzzli w miarę sensowny obraz. Oczywiście wielokrotnie się myli, niektóre informacje prowadzą donikąd, a inne wręcz spychają go z właściwej ścieżki, niemniej jednak, każda z nich ma swoje znaczenie. Przede wszystkim dlatego, ze dzięki nim stara kamienica przestaje być bezimienną stertą cegieł – wypełnia się cieniami ludzi, którzy kiedyś tu mieszkali, przeżywali swoje dramaty i radości. Każdy wiekowy dom ma do opowiedzenia wiele takich historii. Trzeba tylko dobrze się wsłuchać.

Czy Bolesław Mieszkowic istniał naprawdę? A jeśli tak, to z jakiego powodu kronikarze skazali go na zapomnienie? W posiadanie jakich dokumentów wszedł niedawno zmarły historyk? Kim był SS-Obersturmführer Günter Weiss, „dobrym Niemcem” czy fanatykiem? I wreszcie – co łączy wszystkich dotychczasowych mieszkańców trzypokojowego lokum w kamienicy na Śródce? Warto sięgnąć po książkę Zbigniewa Wojtysia, żeby znaleźć odpowiedzi na te pytania. I nie tylko dlatego. „Pierścień Bolesława” to powieść, która operuje wyznacznikami różnych konwencji, dzięki czemu oddziałuje na czytelnika na wiele sposobów. Zaprasza do przeżycia literackiej przygody. Skorzystałam z tego zaproszenia i nie żałuję, dlatego z czystym sumieniem polecam tę książkę innym wielbicielom historycznych zagadek. Być może przyjdzie taki dzień, że podróże w czasie staną się możliwe, a my będziemy mogli sprawdzić, jak NAPRAWDĘ żyło się za czasów pierwszych Piastów, na razie jednak musi nam wystarczyć magia dobrej opowieści.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Zbigniew Wojtyśpierscien_boleslawa_zbigniew_wojtys_qfant

Tytuł:Pierścień Bolesława

Data wydania:7 kwietnia 2010

Wydawnictwo:Zysk i S-ka

Pozostałe dane:Cykl: Aleksander Casey

ISBN: 978-83-7506-462-9

Liczba stron: 556

Format: 155×235mm

Cena: 32,90

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: