Zbigniew Wojtyś, „Filatelista”

Zbigniew Wojtyś, "Filatelista"


Autor: Natalia Bilska

– Tekst, jakim jest Drugi Świat – wysapał Nehebkau, gdy wreszcie przedostaliśmy się na drugą stronę i stanęliśmy na skraju tajemniczej leśnej głuszy – jest napisany językiem obrazów, skojarzeń, metafor i symboli. Wszystkie odnoszą się do tego, co przydarza się w waszym pierwszym życiu.
Z. Wojtyś „Filatelista”

Ludowa mądrość głosi: nie sądź książki po pozorach, albowiem w balona zrobiony zostać możesz. Nie ufaj też opisom na obwolucie, ponieważ są jako ten cymbał brzmiący… a w każdym razie rzadko dotykają istoty rzeczy. Nie taka zresztą ich rola. Gdy po raz pierwszy wzięłam do ręki egzemplarz „Filatelisty” Zbigniewa Wojtysia (i przeczytałam „zajawkę”) pomyślałam, że mam do czynienia ze sfabularyzowaną zagadką historyczną, przyprawioną odrobiną magii. Z opowieścią, która nie wymaga od czytelnika intelektualnej polki – galopki, ponieważ jej głównym zadaniem jest zapewnienie odbiorcy relaksu. Okazało się jednak, że dwuwiersz: „Zaczyna się gra. Należy czytać wszystkie napisy”, który został wyeksponowany na okładce „Filatelisty” i wielokrotnie przewija się przez karty książki, to nie tylko zaproszenie do zabawy „z dreszczykiem”. Istnieje drugie dno tej historii, a stawka jest o wiele wyższa, niż mogłoby się wydawać.

„A w noc ciemną, przedwigilijną… /Wychodzą na miasto ostatnie upiory/Ukryj się w łóżku, nie wystawiaj nosa/Zmykajcie potwory i zmory…” − w słowach piosenki kryje się ostrzeżenie, ale niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Mieszkańcy Poznania przygotowują się do świąt. Aleksander Casey natomiast, jak co dnia, raczy się Lechem Pilsem i bez entuzjazmu udaje się do sklepu filatelistycznego, w którym pracuje od kilku lat. Nie wie jeszcze, że ten dzień zmieni wszystko…  Zaczyna jednak odczuwać niepokój, ponieważ na każdym kroku przytrafiają mu się przedziwne sytuacje: taksówkarz zabawia go wykładem o manicheizmie, staruszka ofiarowuje pióro feniksa, a klient z Niemiec opowiada o okultystycznych tajemnicach Trzeciej Rzeszy. W dodatku na horyzoncie pojawia się Monika, zjawiskowo piękna dziewczyna, która jest Olkiem bardzo zainteresowana…  Jaką tajemnicę kryją znaczki pocztowe ze swastyką? Czy Ludwig Sentl jest tym, za kogo się podaje? Skąd się biorą czasowe zawirowania, historyczny kogel-mogel przetaczający się przez ulice miasta? I wreszcie  – co skrywają poznańskie podziemia…?  Chcąc nie chcąc, Casey i jego towarzysze wyruszają na wyprawę po Drugim Świecie („napisanym językiem obrazów, skojarzeń, metafor i symboli”), a ich przewodnikiem staje się Nehebkau, egipski strażnik zaświatów. Czy desperacka misja, którą zmuszeni są podjąć, zakończy się powodzeniem?

„Filatelista” Wojtysia to nie tylko największa, literacka niespodzianka, jaka mi się ostatnimi czasy przytrafiła, ale także interpretatorskie wyzwanie. Spodziewałam się lekkiej „przygodówki”, otrzymałam zaś (między innymi) głos w dyskusji na temat… języka, historii, archetypów, antyutopii i postmodernizmu. Powieść składa się z dwóch części, różniących się zarówno sposobem prowadzenia akcji, jak i stylistyką. Pierwsza jest bardziej sensacyjna: naszpikowana tajemnicami, pełna dziwnych zdarzeń, urozmaicona obszernymi scenami erotycznymi. Druga natomiast – bardziej symboliczna i dialogowa – zbudowana została na wzór dantejskiej wędrówki po zaświatach. Bohaterowie peregrynują po Drugim Świecie, spotykając bóstwa rodem z najróżniejszych mitologii. Przekraczają Kurtyny i osiągają kolejne stopnie wtajemniczenia − nieustannie coś tracąc, a jednocześnie zyskując coraz bogatszą wiedzę o sobie i świecie.

Niektóre partie powieści przypominają filozoficzny dyskurs, nawiązań intertekstualnych jest tutaj zresztą bardzo dużo. Być może w myśl zasady, że trzeba „Mówić i mówić, wciąż pisać, powtarzać to, co już było napisane i wypowiedziane […]”, ponieważ istota rzeczy  kryje się właśnie w opowieściach, w „niekończącym się gadulstwie” Szeherezady.  Gdy czytałam o piekle (Hel), w którym siedzą manipulatorzy słowem, uznawani zresztą przez bogów Drugiego Świata za największych zbrodniarzy, myślałam o Winstonie, który w „Roku 1984” nieustannie „uaktualniał” stare egzemplarze „The Times”.  Słowa to potężna broń! Innym razem przychodziły mi do głowy piosenki Kaczmarskiego, a szczególnie „Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego”. Krótko mówiąc – utwór Wojtysia „włącza” cały strumień skojarzeń: literackich, historycznych, filozoficznych, mitologicznych, zmusza więc umysł do ciągłej aktywności.

To nie jest rozrywka dla leniwych. Autor zaprasza do dyskusji, zachęca czytelnika do indywidualnych przemyśleń. Dlatego po zamknięciu książki i odłożeniu jej na półkę, przygoda z „Filatelistą” wcale się nie kończy! Pewne kwestie nie dają spokoju, myśli buzują jak oszalałe, więc koniecznie trzeba je zwerbalizować; znaleźć kogoś, kto wysłucha, a nawet włączy się do rozważań. Jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą relatywizacja? Czy istnieje wspólny mianownik wszystkich mitów? Czym grozi zapatrzenie się w przeszłość? Jak traktować historię?  Czy słowa rzeczywiście mają tak wielką moc…? Wojtyś nie podaje prostych recept – całe szczęście, bowiem w przeciwnym razie nie uniknąłby wizyty w krainie Hel  –  on tylko stawia pytania, nad którymi warto się nieco dłużej zamyślić.

Aż chciałoby się zadać przewrotne pytanie: kto dzisiaj czyta tego rodzaju literaturę? Kto ją tworzy? Przecież to niedzisiejsze, taka książka „z wkładką”, powieść – zagadka, utwór – wyzwanie jest jak echo z bardzo odległej epoki. Nie dość, że wymaga wzmożonej uwagi, to jeszcze pożera czas, którego tak bardzo nam przecież brakuje. Nie jest to ani fantastyka, ani powieść realistyczna, wszystkiego tu po trochu, a w dodatku zamiast oczywistości  pojawia się drugie, trzecie, a nawet czwarte dno. Trzeba pomyśleć. „Pogdybać”. Zaryzykować jakąś interpretację. Komu więc poleciłabym „Filatelistę” Zbigniewa Wojtysia…? Cóż. Aż gęsto w powieści od symboli, metafor i nawiązań intertekstualnych, poza tym pytanie było przewrotne, więc i odpowiedź taka być powinna. Zakończę więc, przywołując swój ulubiony fragment „Pierwszego dnia wolności” Leona Kruczkowskiego:

„W obozie wszyscy moi koledzy uczyli się obcych języków. Wybierano, rozumie się, spośród tych głównych, przydatnych w dyplomacji albo w handlu. Ale ja uczyłem się perskiego. […] Chciałem, żeby w tym, co robię, nie było żadnego praktycznego celu, żadnej życiowej przydatności. Spytała pani: po co? Jest to, przepraszam bardzo, niewolnicze pytanie. Człowiek prawdziwie wolny powinien być zupełnie bezinteresowny w tym, co robi. Chciałem czytać Hafisa w perskim oryginale. Cóż komu przyjdzie z czytania Hafisa w oryginale? Nic prócz poczucia niezależności.”

Nic dodać, nic ująć, tylko przyklasnąć. I zachęcić do podjęcia intelektualnej rękawicy.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Zbigniew Wojtyśfilatelista_zbigniew_wojtys_qfant

Tytuł:Filatelista

Data wydania:8 maja 2007

Wydawnictwo:Zysk i S-ka

Pozostałe dane:ISBN: 978-83-7506-109-3

Format: 155×235mm

Cena: 29,90 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: