William Ryan, „Świętokradcy”

William Ryan, „Świętokradcy”


Autor: Anna Rzepecka
Korekta: Bożena Piergla.

Autorem „Świętokradców” jest pisarz irlandzkiego pochodzenia, William Ryan, który wzbudził uznanie wydawców w USA, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Niemczech, Serbii, a także w Polsce. Wszystko to dzięki książce, będącej pierwszą z cyklu o przygodach kapitana Aleksieja Korolewa. Brytyjskie wydawnictwo Macmillan zapłaciło za prawa do niej sześciocyfrową zaliczkę... Z tym większym więc zaciekawieniem dołączyłam do oficera pieszczotliwie nazywanego Liuszką, aby bliżej przyjrzeć się śledztwu, które przyszło mu prowadzić.

Akcja „Świętokradców” toczy się w Moskwie, w drugiej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku i, jak się pewnie domyślacie, praca kapitana Wydziału Kryminalnego Milicji w owych czasach do najłatwiejszych nie należy. Szczególnie jeśli istnieje duże prawdopodobieństwo, że rozpracowywana sprawa ma charakter polityczny. Ale do rzeczy.

W cerkwi znalezione zostaje ułożone na kształt krzyża ciało młodej kobiety, noszące znamiona potwornych tortur, między innymi ślady przypalania. Wstrząsające odkrycie budzi grozę i niesmak oraz pytania – kto i z jakich powodów posunął się do tak brutalnego aktu przemocy. Zagadką pozostaje też tożsamość ofiary. W trakcie dochodzenia popełniane są kolejne morderstwa i wszystko wskazuje na to, iż oprawcą jest ten sam człowiek. Co łączy zakatowaną młodą kobietę z wysokim rangą przedstawicielem bandyckiego półświatka, który zginął w podobny sposób? O co toczy się ta gra? Kto jest sprzymierzeńcem, a jak rozpoznać wroga?

Główny bohater ma nie lada orzech do zgryzienia i to nie tylko z powodu śledztwa. W międzyczasie w jego życiu zachodzi wiele zmian, zarówno na płaszczyźnie materialnej, towarzyskiej, jak i duchowej. W książce genialnie przedstawiono zagubienie jednostki zobligowanej do posłuszeństwa wobec Partii, pragnącej pozostać wierną własnym zasadom moralnym, etyce zawodowej, ale także niemogącej całkowicie zanegować istnienia Boga. Jak mawiał Stalin: „obowiązek przede wszystkim”, ale co tak naprawdę jest obywatelskim obowiązkiem? Odpowiedź na to pytanie okazuje się trudniejsza, niż Korolew przypuszczał. Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów powieści, a to z racji tego, że naprawdę warto samemu się przekonać i rozpocząć śledztwo od podstaw.

Książka potrafi zmusić do zastanowienia. Ciekawi rozwiązanie kryminalnej zagadki, ale też opis realiów tamtych czasów obfituje w smaczki bliskie zapewne wielu Polakom, co uprzyjemnia lekturę.

* Na pewno dobrze się czujecie, towarzyszu? Wyglądacie trochę blado.untitled
* To nic takiego, towarzyszu. Chwilowy zawrót głowy. Być może moja sowiecka wątroba kiepsko zareagowała na ten burżujski koniak.
* Wasza sowiecka wątroba powinna być dumna, że uchroniliście ten koniak przed trafieniem do żołądków zachodnich kapitalistów. Cóż za altruizm!

Wszystkim ceniącym dobry kryminał, jak i osobom, na twarzach których przytoczony cytat wywołał choć cień uśmiechu, gorąco polecam „Świętokradców”.

Autorem „Świętokradców” jest pisarz irlandzkiego pochodzenia, William Ryan, który wzbudził uznanie wydawców w USA, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Niemczech, Serbii, a także w Polsce. Wszystko to dzięki książce, będącej pierwszą z cyklu o przygodach kapitana Aleksieja Korolewa. Brytyjskie wydawnictwo Macmillan zapłaciło za prawa do niej sześciocyfrową zaliczkę... Z tym większym więc zaciekawieniem dołączyłam do oficera pieszczotliwie nazywanego Liuszką, aby bliżej przyjrzeć się śledztwu, które przyszło mu prowadzić. Akcja „Świętokradców” toczy się w Moskwie, w drugiej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku i, jak się pewnie domyślacie, praca kapitana Wydziału Kryminalnego Milicji w owych czasach do najłatwiejszych nie należy. Szczególnie jeśli istnieje duże prawdopodobieństwo, że rozpracowywana sprawa ma charakter polityczny. Ale do rzeczy.

W cerkwi znalezione zostaje ułożone na kształt krzyża ciało młodej kobiety, noszące znamiona potwornych tortur, między innymi ślady przypalania. Wstrząsające odkrycie budzi grozę i niesmak oraz pytania – kto i z jakich powodów posunął się do tak brutalnego aktu przemocy. Zagadką pozostaje też tożsamość ofiary. W trakcie dochodzenia popełniane są kolejne morderstwa i wszystko wskazuje na to, iż oprawcą jest ten sam człowiek. Co łączy zakatowaną młodą kobietę z wysokim rangą przedstawicielem bandyckiego półświatka, który zginął w podobny sposób? O co toczy się ta gra? Kto jest sprzymierzeńcem, a jak rozpoznać wroga?

Główny bohater ma nie lada orzech do zgryzienia i to nie tylko z powodu śledztwa. W międzyczasie w jego życiu zachodzi wiele zmian, zarówno na płaszczyźnie materialnej, towarzyskiej, jak i duchowej. W książce genialnie przedstawiono zagubienie jednostki zobligowanej do posłuszeństwa wobec Partii, pragnącej pozostać wierną własnym zasadom moralnym, etyce zawodowej, ale także niemogącej całkowicie zanegować istnienia Boga. Jak mawiał Stalin: „obowiązek przede wszystkim”, ale co tak naprawdę jest obywatelskim obowiązkiem? Odpowiedź na to pytanie okazuje się trudniejsza, niż Korolew przypuszczał. Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów powieści, a to z racji tego, że naprawdę warto samemu się przekonać i rozpocząć śledztwo od podstaw.

Książka potrafi zmusić do zastanowienia. Ciekawi rozwiązanie kryminalnej zagadki, ale też opis realiów tamtych czasów obfituje w smaczki bliskie zapewne wielu Polakom, co uprzyjemnia lekturę.

  • Na pewno dobrze się czujecie, towarzyszu? Wyglądacie trochę blado.
  • To nic takiego, towarzyszu. Chwilowy zawrót głowy. Być może moja sowiecka wątroba kiepsko zareagowała na ten burżujski koniak.
  • Wasza sowiecka wątroba powinna być dumna, że uchroniliście ten koniak przed trafieniem do żołądków zachodnich kapitalistów. Cóż za altruizm!

Wszystkim ceniącym dobry kryminał, jak i osobom, na twarzach których przytoczony cytat wywołał choć cień uśmiechu, gorąco polecam „Świętokradców”.

A oto filmik promocyjny książki

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: