Wiktor Noczkin, „Ślepa Plama”

Wiktor Noczkin, „Ślepa Plama”


Zonę przemierzał: Kamil Dolik

Mieszkańcy krajów za naszą wschodnią granicą mają smykałkę do tworzenia miejscówek o specyficznym charakterze. Na długo przed tym, jak zaprosili nas na tournee po moskiewskim i petersburskim metrze, stworzyli nie mniej klimatyczną Zonę. Pierwotnie było to miejsce lądowania obcych, takie wschodnie Roswell bez kaboom i bajeczek o balonach meteorologicznych, za to wypełnione groźnymi anomaliami, intrygującymi artefaktami i chmarami uganiających się za nimi facetów − Stalkerów. Zona z opowiadań braci Strugackich była miejscem brudnym, bezwzględnym, enigmatycznym i fascynującym. Nic dziwnego, że po latach ukraińskie studio GCS Game World postanowiło ją wykorzystać na potrzeby komputerowej gry, łączącej elementy akcji i survivalu. W stosunku do „Pikniku na skraju drogi” drastycznie zmieniono genezę Zony − wywalono historię z lądowaniem obcego statku kosmicznego, a jako główną przyczynę powstania podano wybuch elektrowni atomowej w Czarnobylu. Drugi, żeby była jasność. Pozostałe elementy − artefakty o niewyobrażalnych właściwościach, ich łowców, a przede wszystkim − nieziemsko gęstą atmosferę tajemniczości, pozostawiono bez większych zmian. Powstała w ten sposób gra wywołała swego czasu niemałe zamieszanie i dziś jest już produkcją kultową (i to pomimo faktu, że była znacząco okrojona w stosunku do tego, co było obiecywane w jej zapowiedziach). Sam spędziłem w cyfrowej Zonie kilkanaście niezapomnianych godzin. Kilka dni temu, ponownie wyruszyłem w jej nieprzebyte ostępy − tym razem dzięki najnowszej powieści Wiktora Noczkina.

„Ślepa plama” zapowiadała się obiecująco, miałem więc nadzieję, że nie będzie rozczarowaniem, jak sporo innych powieści opartych na grach komputerowych. Rzut oka na okładkę − Fabryka Słów jak zawsze postarała się o efektowną oprawę, krótki sprint po początkowych stronach − ach, jaki fajny, gawędziarski styl opowiadania. Gdy w końcu wieczorem znalazłem nieco czasu na czytanie, wsiąkłem w powieść na dobre. Bohaterem „Ślepej plamy” jest Ślepy − Stalker-daltonista, którego poznajemy, gdy eskortuje pewnego niemieckiego naukowca w głąb Zony. Po co, z jakiego powodu i co z tego wyniknie − tego dowiadujemy się nieco później. Nie będę tu wnikał głębiej w fabułę − wystarczy Wam wiedzieć, że jest to kawał solidnej historii s-f, wartej poznania, nawet jeśli dotychczas z uniwersum Stalkera nie miało się do czynienia.

Sporo w niej wartkiej, niekiedy zakręconej, akcji, dużo ciekawie skrojonych postaci, najważniejsze zaś, że autorowi bezbłędnie udało się przelać na papier ów niezwykły, unikatowy nastrój, znany z komputerowej trylogii nastrój Zony. Bywa mrocznie, bywa zagadkowo, bywa również całkiem swojsko, a i banan nie raz i nie dwa na gębę zawita − wszystko dzięki wspomnianemu powyżej gawędziarskiemu stylowi opowieści (oraz udanemu tłumaczeniu, które na szczęście nie zabija ducha powieści). Historię Ślepego poznajemy z jego perspektywy, a trzeba przyznać − ma facet gadane i gada tak, że nietrudno go nie polubić praktycznie już od pierwszego akapitu. Ślepy jest wyrazisty, nietuzinkowy, a zarazem ludzki (żaden z niego superbohater czy inny cowboy − facet po prostu próbuje zarobić na życie) − ot, taki, jakim powinien być typowy grabieżca Zony. Jego towarzysze to również zróżnicowana, wesoła menażeria − ot, chociażby van der Meer, którego nagłe wybryki kilkukrotnie wprawiały mnie w szczere zdumienie.

Wiktor Noczkin w „Ślepej plamie” stanął na wysokości zadania, tworząc naprawdę udaną powieść osadzoną w uniwersum STALKERa. Całość przeczytałem w trzy wieczory (nie jest to powieść przesadnie długa i skomplikowana) i po odłożeniu książki na półkę miałem ochotę na więcej. A to ostatnimi czasy nie zdarza się za często. „Ślepą plamę” polecam zarówno miłośnikom komputerowych STALKERów, jak i osobom stroniącym od cyfrowej rozrywki, a lubiącym postapokaliptyczne klimaty. I mam nadzieję, że kolejne opowieści z napromieniowanej, dzikiej Zony, które ukażą się na naszym rynku, będą co najmniej równie udane.

 

 

Korekta: Paulina KoźbiałSlepa-plama-qfant

  • Autor: Wiktor Noczkin
  • Tytuł oryginału: Ϲлепое пятно
  • Tłumaczenie: Michał Gołkowski
  • Korekta: Agnieszka Pawlikowska
  • Data wydania polskiego: 2013
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • ISBN: 978-83-7574-988-5
  • Wydanie: I
  • Strony: 466
  • Oprawa: miękka
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: