Walter Moers, „Kot alchemika”

Walter Moers, „Kot alchemika”


Autor: Natalia Bilska

Krotek Echo, czyli camoński, gadający i wyjątkowo inteligentny odpowiednik naszego mruczka, pakuje się w nie lada kłopoty. Wygnany z własnego domu po śmierci ukochanej pańci, trafia na ulicę i szybko przekonuje się, że samodzielność nie jest najprostszą sprawą. Przede wszystkim, trzeba zdobywać pożywienie. Niestety, jest to bardzo trudne w mieście, którego mieszkańcy są tak dalece zajęci walką z nękającymi ich chorobami, że nie mają ani czasu, ani tym bardziej ochoty na wspieranie bezdomnych zwierząt. Echo, przerażony widmem głodowej śmierci, zmuszony jest więc zawrzeć pakt z diabłem… to znaczy z miejscowym przeraźnikiem i postrachem całej Sledwai, a ponadto władcą ponurego zamczyska, pełnego przeciągów, alchemicznych ingrediencji, wypchanych potworów i krwiopijców-skóroperzy. Prawdę powiedziawszy, pakt nie należy do najkorzystniejszych, przynajmniej z perspektywy krotka, zakłada bowiem jego rychły zgon. Echo nie ma jednak innego wyjścia. Sprzedaje przeraźnikowi swój własny, kroci tłuszcz, niezbędny ponoć do czarodziejskiego przedsięwzięcia, w zamian za miesięczny wikt i opierunek w posiadłości alchemika. Czy rzeczywiście, po upływie wyznaczonego terminu, będzie musiał pożegnać się z życiem? A może uda mu się przekonać mistrza Eisspina, żeby zmienił zdanie i zrezygnował z eksperymentu…?

„Kot alchemika” to kolejna powieść Waltera Moersa, której akcja rozgrywa się w Camonii (pamiętajmy, że to nazwa niemiecka, więc, broń Boże, nie należy czytać: Kamonia!), świecie tak oryginalnym, że trudno go pomylić z jakimkolwiek innym wytworem pisarskiej wyobraźni. Zainteresowanie czytelnika budzą nie tylko opowiadane ze swadą historie oraz ich bohaterowie: przeraźnice, cierpiące człeki, skóroperze czy gotowane upiory, lecz także sama warstwa językowa. W pisarstwie Moersa istotną rolę odgrywają kalambury, różnego rodzaju słowozabawy, a pewne określenia tak mocno zapadają w pamięć, że trudno się potem od nich uwolnić – niemal niezauważalnie wchodzą do codziennych rozmów i stają się częścią naszego świata. Zaczynają funkcjonować na zasadzie słów-kluczy, zrozumiałych tylko dla wtajemniczonych. Przyznam się, że po przeczytaniu „Miasta śniących książek” cierpiałam na małą obsesję związaną z trąbuzonistami i  straszliwymi buchlingami, natomiast teraz, coraz częściej powtarzam zdanie: „nikt nie rozumie skóroperzy”, w znaczeniu: „daj spokój, mój tok rozumowania jest zbyt dziwaczny, żebyś zdołał go pojąć”. Powieści Moersa to prawdziwy raj dla słowiarzy, wielbicieli aluzji oraz miłośników niezwykłych powiedzonek. Jestem pełna podziwu dla tłumaczki, Katarzyny Beny, która zmierzyła się z bardzo trudnym materiałem literackim i wyszła z tego pojedynku obronną ręką, dając czytelnikom możliwość zapoznania się z twórczością naprawdę niezwykłego pisarza.

Najnowszy utwór Moersa jest konstrukcyjnie niejednorodny, składa się bowiem z wielu autonomicznych epizodów. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że to właśnie te fabularne szczegóły autor otoczył szczególną troską, zapominając o linii przewodniej, przez co powieść wydaje się nieco zbyt „poszatkowana”. Nie na tyle jednak, by zmniejszyć przyjemność płynącą z lektury. Ponieważ w „Kocie alchemika” bardzo ważną rolę odgrywają kwestie kulinarne (nie bez powodu powieść nosi podtytuł:  „Baśń kulinarna z Camonii”), zostajemy zasypani wieloma informacjami dotyczącymi, między innymi, sposobu przyrządzania rozmaitych potraw. Oczywiście, co trzeba podkreślić, potraw camońskich. Dowiadujemy się także, jakie bywają skutki uboczne spożywania niektórych przysmaków oraz jakie legendy krążą wokół rzadkich składników, potrzebnych do przygotowania najwykwintniejszych lub najbardziej niebezpiecznych dań. Wraz z krotkiem Echo, który z dnia na dzień robi się bardziej łakomy i w zastraszającym tempie przybiera na wadze, przemierzamy krainę smaków i woni, nie nudząc się przy tym ani odrobinę.

W świecie Moersa, niczym w krzywym zwierciadle, odbija się nasza rzeczywistość. Autor bawi się skojarzeniami, archetypami – w „Kocie alchemika” mamy, na przykład, do czynienia z klasycznym cyrografem i z wyraźnie przeciwstawioną sobie magią męską (alchemik) i żeńską (czarownica) – a także motywami literackimi.  Czasami przeinacza znany wątek, zaś innym razem tworzy coś od nowa, zaskakując pomysłem lub malarskimi opisami. Mnie szczególnie zachwycają przestrzenie kreowane przez Moersa, jego katakumby,  zamki czy domy przeraźnic. Zawsze jest w nich tak wiele do odkrywania: tajemnicze zakamarki, korytarze, ukryte komnaty czy lochy pełne niebezpiecznych lokatorów… W powieściach niemieckiego twórcy miejsca, w jakiś przedziwny sposób, także żyją, mają swoją historię a czasami nawet znacząco wpływają na bieg wydarzeń.

Pisarstwo Waltera Moersa wymyka się jakimkolwiek próbom kategoryzacji. Można powiedzieć: powieść fantasy, ale będzie to tylko uproszczenie, nieoddające bogactwa, z jakim styka się odbiorca, sięgający po któryś z pięknie wydanych tomów. Dlatego sądzę, że lepiej  zrezygnować ze sztywnych podziałów, ponieważ każdy czytelnik odbiera powieści Moersa nieco inaczej – na swój własny, indywidualny sposób. Wszystko zależy od tego, czego szuka w lekturze, na jakim zakręcie życiowym właśnie się znajduje i jakie są jego literackie preferencje. Tę prozę można albo od razu pokochać, gdy utrafi w najczulsze punkty i poruszy niewidzialne struny, albo momentalnie znienawidzić – gdy rozminie się z właściwym czasem albo z czytelniczą wrażliwością. Obie możliwości są równie prawdopodobne i jak najbardziej usprawiedliwione. Wydaje mi się jednak, że warto zaryzykować i sięgnąć po Moersa, chociażby tylko po to, żeby sprawdzić, czy NAPRAWDĘ nikt nie rozumie skóroperzy. A nuż to tylko kolejna, camońska legenda…?

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Walter Moerskot_alchemika_qfant

Tytuł:Kot alchemika

Data wydania:10 lutego 2010

Wydawnictwo:Wydawnictwo Dolnośląskie

Pozostałe dane:Tytuł oryginalny: Der Schrecksenmeister

Przekład: Katarzyna Bena

ISBN 978-83-245-8791-9

Liczba stron: 376

Format: 165×240mm; oprawa twarda

Cena: 44,90

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: