Tim Weaver, „Ścigając umarłych”

Tim Weaver, "Ścigając umarłych"


Autor: Piotr Dresler

„Rok temu znaleziono ciało Alexa Towne'a… Miesiąc temu jego matka widziała go na ulicy... Tydzień temu David Raker zgodził się go odnaleźć… Dziś dałby wszystko, żeby móc cofnąć czas…

Detektyw amator David Raker przyjmuje zlecenie – pierwsze od śmierci ukochanej żony. Chce pomóc zrozpaczonej – tak jak on – kobiecie, która straciła syna. Ale w tym śledztwie zagadka goni zagadkę, śmierć ściga śmierć, a Raker wkracza w świat fikcyjnych nazwisk, fałszywych tożsamości i makabrycznego Projektu Kalwaria...”

Tak, w skrócie, wygląda początek powieści Tima Wawera. Notka poniżej tego opisu głosi, że jest to debiut literacki autora, z zawodu – dziennikarza. Lecz tak naprawdę, uwagę przykuwają słowa:

„To jeden z najbardziej obiecujących thrillerów psychologicznych początku roku 2010 w Wielkiej Brytanii”.

Już dawno przekonałem się, że brytyjska literatura rządzi się innymi prawami, niż nasza rodzima i że nasi czytelnicy są nieco bardziej wymagający. O krytykach nie wspomnę. Dlatego stwierdzenia tego typu mnie nie ruszają, a raczej nastawiają sceptycznie do książki. W tym przypadku nie było inaczej.

Do lektury podszedłem ze sporą rezerwą. Wolałem być zaskoczony pozytywną weryfikacją powyższej notki, niż zawieść się na niej.

Fakt, że jest to pierwsza powieść autora, rzuca się w oczy. Sporo w niej potknięć, które doświadczony pisarz wyeliminowałby z miejsca. Nie są to wielkie błędy, ot, zwykłe zgrzyty, które zdarzają się prawie każdemu początkującemu pisarzowi. Lecz dla wprawionego czytelnika są trochę drażniące. Miejmy nadzieję, że przy następnej powieści Weawer zniweluje je do zera.

Podoba mi się sposób, w jaki autor buduje napięcie. Z początku powieść w ogóle nie przypomina tego, co normalnie zwie się thrillerem, wręcz przeciwnie – przypomina zwykłą powieść detektywistyczną z lekką nutą historii obyczajowej. Dopiero po kilkudziesięciu stronach Weawer uchyla przed nami rąbka tajemnicy i atmosfera się zagęszcza. Napięcie wzrasta ze strony na stronę. Przyznam, że w pewnym momencie powieść przypomina nieco horror, gdyż wydaje się, że zagrożenie ma swoje źródło w siłach nadprzyrodzonych. Na szczęście tylko się wydaje.

Język, jakim operuje autor, jest bardzo plastyczny, nietrudno sobie wyobrazić miejsca wydarzeń, a nawet poszczególne osoby czy przedmioty. Wszystko opisywane jest na tyle dokładnie, że czytelnik nie musi się zastanawiać, jak wygląda pokój w którym przebywa  bohater. Jednak opisy pozostawiają pole do popisu dla wyobraźni, gdyż nie są aż tak szczegółowe, by nie pozwalać na pewną dowolność w interpretacji.

Styl powieści pozwala wyczuć, że autor jest dziennikarzem. Nie ma przeładowania informacjami, to, co czytelnik powinien zauważyć, jest maksymalnie wyeksponowane, a to, co jest zbędne dla rozwoju fabuły, zostaje zepchnięte na dalszy plan.

„Ścigając umarłych” jest zdecydowanie dobrą powieścią. Można w niej zauważyć pewne niedociągnięcia warsztatowe, jednak nie są one na tyle znaczące, by przeszkadzały w delektowaniu się lekturą. Weawer to obiecujący autor. Jeśli pozostanie przy takim sposobie budowania napięcia, poprawiając przy tym technikę pisania, stanie się naprawdę dobrym pisarzem. Oczywiście, jak na grunt brytyjski.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Tim Weaverscigajac_umarlych_qfant

Tytuł:Ścigając umarłych

Data wydania:marzec 2010

Wydawnictwo:Amber

Pozostałe dane:Liczba stron: 328

Wymiary: 15 x 21 cm

ISBN: 9788324136285

Okładka: broszurowa

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: