Tim Lebbon, „Zmrok”

Tim Lebbon, "Zmrok"


Autor: Dorota Jundziłł

Tutaj niczego nie możesz być pewny. Nie będziesz żył dostatnio i nie będziesz szczęśliwy. Twoją marną, pozornie spokojną, egzystencję w każdej chwili może przerwać coś, o czym nie śniłeś nawet w najgorszym ze swoich koszmarów. Choć wydaje ci się, że to niemożliwe, że to ciebie nie dotyczy, wiedz, że na twojej drodze także stanie Czerwony Mnich… lub Nax.

Noreela była kiedyś piękną krainą. Dzięki magii, zaprzężonej do prostych codziennych czynności, upraw na roli, przemysłu, kraina kwitła i rozwijała się. Ludzie żyli szczęśliwie i w dostatku. Nikt nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek będzie inaczej. A jednak stało się – magia będąca natchnieniem do życia zarówno dla natury, jak i dla ludzi – odeszła. Zdeprawowana i wykorzystana przez okrutnych, żądnych władzy Magów, uruchomiła resztki swej wolnej woli i opuściła świat.

Zatem Noreela umiera. Rządzi tutaj przemoc, zbrodnia i barbarzyństwo, ludzie są apatyczni, pozbawieni woli życia i nadziei – żyją z dnia na dzień, nie planują przyszłości, bo wiedzą, że bez dobroczynnej magii po prostu jej nie ma. Natura także daje znać, że kraj chyli się ku upadkowi: jamy-połykacze, połacie lasu pozbawione barw i coraz częstsze kataklizmy ekologiczne są krzykiem zrujnowanej i ginącej krainy. Noreela umiera powoli, lecz nieubłaganie, już od trzech wieków. I kiedy kres wydaje się bardzo bliski, w świecie pogrążającym się w mroku rozbłyska światełko nadziei. W ciele wiejskiego chłopca odradza się magia. Nowa – dobra magia. Chłopiec wymaga jednak ochrony, gdyż są tacy, którym powrót czarodziejskiej mocy jest wybitnie nie na rękę, ale też i tacy, którzy nie cofną się przed niczym, by znów ją posiąść. Nosiciel magii jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Tytuł „Zmrok” prawdziwie oddaje naturę powieści. Wydaje się, że beznadzieja, ogarniająca kraj i ludzi po odejściu magii, osłania płaszczem mroku każdą kartę książki. Przyznam szczerze, że na początku lektury trochę mnie to przytłoczyło, tym bardziej, że autor bardzo długo zwleka z przedstawieniem nam głównego bohatera. Wprawdzie pojawia się on na chwilkę na pierwszych kartkach książki, ale zaraz znika, nie dając nam nawet szansy na domysły, że to jemu przypadnie rola główna. Następnie poznajemy plejadę postaci, które, wydawałoby się, nie mają ze sobą nic wspólnego. Irytowało mnie to dość mocno, ale taki trick ma chyba głębszy sens, bo pod wierzchnią warstewką rozdrażnienia zżerała mnie ciekawość. Po jakie licho poznajemy tych wszystkich ludzi? Każdy z nich ma inną historię, żyje w innym otoczeniu, nic ich nie łączy… W ten sposób autor przyciągnął mnie do opowiadanej historii i sprawił, że z trudem odrywałam się od powieści.  A kiedy nagle okazało się, że podobnie jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak losy poznanych postaci splatają się wokół Rafe’a – nosiciela odradzającej się magii – lektura „Zmroku” stała się priorytetem.

Podziwiam autora za ogromną wyobraźnię, która podsunęła mu wyrafinowane nazwy zwierząt, opisy postaci i krajobrazu. Wielki szacunek mam także dla tłumacza, który potrafił przełożyć to na nasze. Jednakże najbardziej zaskoczyło mnie ujęcie magii, tak różne od innych, spotykanych w powieściach gatunku fantasy. Przez wielu autorów magia opisywana jest jako narzędzie w rękach czarowników i magów, którzy nią sterują i ukierunkowują jej działanie. Tim Lebbon spersonifikował magię, nadał jej wolną wolę, uczynił ją siłą, która sama decyduje, kto i kiedy może z niej skorzystać. To właśnie magia steruje drogami ludzi, którzy ją chronią w ciele Rafe’a, nie odwrotnie. To właśnie ona decyduje, kiedy uwolnić swą moc, by nieść pomoc ludziom. Dzięki takiemu potraktowaniu magii przez autora, w mojej wyobraźni ucieleśniła się ona jako postać delikatna i krucha, która mimo wielkiej potęgi, wymaga ochrony i opieki. Dotarło do mnie, że to nie Rafe jest głównym bohaterem, lecz właśnie magia. Podczas lektury nasunęła mi się jeszcze jedna myśl z nią związana: czytając o konsekwencjach odejścia mocy z Noreeli (jamy-połykacze, kataklizmy, powolna śmierć ziemi i przyrody) pomyślałam sobie, że podobnie zaczyna wyglądać nasz świat. Nas także powoli ogarnia mrok pełen wymierających zwierząt, zanieczyszczonych rzek, mórz i oceanów, umierającej Ziemi. Pytanie tylko, czy w naszym świecie istnieje magia, której odejście mogłoby to wszystko spowodować? Kogo w naszej rzeczywistości moglibyśmy uznać za okrutnych magów deprawujących tę dobroczynną moc? Wydaje mi się, że odpowiedź nie jest trudna – dla nas magią jest wspaniałość natury, magami jesteśmy my – wielbiciele cywilizacji i technologii, które ułatwiając nam życie, niszczą rzeczywistość. W naszym świecie magia nie ma wolnej woli, nie może odejść, by za trzy wieki odrodzić się na nowo. Umiera obok nas.

„Zmrok” nie jest łatwą powieścią. Nie da się go połknąć w jeden czy dwa wieczory. I choć czyta się go z zapartym tchem, to polecam tę lekturę tym, którzy potrafią delektować się smakiem literatury i którzy lubią odłożyć książkę na chwilę i myśląc o niej, próbują ułożyć własną wersję zdarzeń.

Przyznam szczerze, że po raz pierwszy czytałam powieść z gatunku dark fantasy. Chociaż sięgając po „Zmrok”, myślałam sobie, że to pewnie pierwszy i ostatni raz, to jednak wpadłam w pułapkę, jaką często zastawiają na nas autorzy trylogii i sag. Jestem bogatsza o nowe doświadczenie: jeśli nie chcesz paść ofiarą swojej niecierpliwości, nie zaczynaj czytać pierwszego tomu. Zwłaszcza wtedy, kiedy na kolejne tomy trzeba będzie trochę poczekać...

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Tim Lebbonzmrok_qfant

Tytuł:Zmrok

Data wydania:29 kwiecień 2010

Wydawnictwo:Amber

Pozostałe dane:Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski

Miejsce wydania: Warszawa

Tytuł oryginału: Dusk

ISBN: 978-83-241-3656-8

Stron: 504

Wymiary: 130 x 205 mm

Oprawa: miękka

Cena detaliczna: 35,80 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: