Tad Williams, Deborah Bale, „Tajemnice Zwyczajnej Farmy”

Tad Williams, Deborah Bale, „Tajemnice Zwyczajnej Farmy”


Autor: Maryla Kowalska

Seria ze Smoczą Farmą od początku stała na dobrej pozycji startowej. Znane nazwisko jednego z autorów przyciągnęło pewnie niejednego czytelnika, a po świetnej części pierwszej niewiele osób trzeba będzie namawiać do sięgnięcia po „Tajemnice...”. Radziłabym jednak powściągnąć nieco szalony entuzjazm: książka jest dobra, ale nie lepsza niż pierwsza część. Wciąż jednak lepsza niż wiele pozycji z literatury dla młodzieży, jakie można znaleźć na półkach księgarni.

Na Zwyczajnej Farmie hoduje się niezwyczajne stworzenia: smoki, jednorożce i potomka potwora z Loch Ness. Wygląda na to, że oprócz fantastycznych stworzeń, tamtejszy klimat sprzyja też tajemnicom i intrygom. Lucinda i Tyler wracają na farmę, by znaleźć ją w stanie totalnej paranoi i oblężenia: wuj Gideon wszędzie widzi wrogów i zbroi się jak na wojnę, żeby nie dopuścić do przejęcia swojej własności. Pozostali mieszkańcy farmy raczej nie starają się powściągnąć swojego opiekuna, co skutkuje budową fos, ogrodzeń rodem z Jurrasic Parku i hodowlą morderczych potworów na dużą skalę. Aż włos się jeży na myśl o tym, co dwójka wszędobylskich nastolatków może wyczyniać w tym, i tak chaotycznym, zamkniętym światku.

Autorzy powieści po raz kolejny używają swojego największego atutu, jakim jest ukazanie walki o przyszłość niezwykłej farmy z wielu perspektyw. Chociaż w teorii mamy do czynienia z bohaterami pozytywnymi i negatywnymi, po dłuższym zastanowieniu sprawa nie jest już taka oczywista. Rodzeństwo Tyler i Lucinda wydają się chcieć jak najlepiej i jako główni bohaterowie z pewnością są przez większość postrzegani jako „ci dobrzy”. Jednak dzieci przyjeżdżają na farmę tylko w wakacje i nie zawsze zdają sobie sprawę z realiów, w jakich żyją stali mieszkańcy. W związku z tym ich postępki nie zawsze wychodzą wszystkim na dobre. Z kolei Colin i jego matka działają wedle wcześniej ustalonego planu, który ma na celu ochronę farmy i wydźwignięcie jej z upadku finansowego. Ich bezwzględność z pewnością może budzić niechęć, jednak nie da się zaprzeczyć, że mają na względzie jedynie dobro farmy. To samo można powiedzieć o innych bohaterach: dwuznacznym moralnie Gideonie, uważanym za wroga numer jeden Stillmanie... Williams i Beale pozwalają czytelnikowi wybrać stronę, po której chce się opowiedzieć.

Kolejnym plusem są nawiązania do mitologii z całego świata, z których autorzy zaczerpnęli zwierzyniec Zwyczajnej Farmy. Tym razem do poznanych w poprzednim tomie stworzeń dołączają pupile na przykład z legend aborygenów. Dzięki temu czytelnik wciąż zastanawia się, jakie stworzenie kryje się za kolejnym zakrętem tunelu, którym wędruje bohater czy w szeleszczących krzakach nad brzegiem rzeki. Oprócz tego, pobudzona przez smoki, mantykory i latające węże, wyobraźnia domaga się nowych bodźców i skłania do przeszukiwania rozmaitych bestiariuszy i spisów legendarnych stworzeń. Zwyczajna Farma po raz kolejny poszerza horyzonty swoich czytelników w niebanalny sposób.

Jedyny problem z „Tajemnicami...” leży w tym, że poprzednia część była diabelnie dobra. Wysoko ustawiła poprzeczkę kolejnym tomom. Akcja w drugiej części może być równie emocjonująca, jeśli czytelnik zdobędzie się na wysiłek i zawiesi niewiarę, żeby użyć określenia Stephena Kinga. Z tym jednak nie jest już tak łatwo. Niektóre fragmenty są nieprawdopodobne nawet jak na hodującą smoki farmę, w innych z kolei akcja rwie jak z kopyta, nie dając się zastanowić czy złapać oddechu. „Starzy” bohaterowie nadal są czytelnikowi bliscy i wywołują emocje, ale z tymi nowo wprowadzonymi jest już gorzej. Jedyny prawdziwie czarny charakter nie budzi takiego lęku jak powinien. Niespodziewane spotkanie z duchem również nie wywołuje tak dużego zaskoczenia jak powinno. Jednocześnie ciężko powiedzieć, czy książka faktycznie zyskałaby na przedłużeniu i próbie „dopisania” atmosfery w poszczególnych fragmentach. Osobiście mam wrażenie, że – w przeciwieństwie do „Smoków...” – „Tajemnicom Zwyczajnej Farmy” brakuje równowagi i stonowania. Książka pędzi przed siebie w takim tempie, że lada chwila może upaść na twarz. Z drugiej strony, to, co nadaje jej ten niezwykły pęd jest kolejnym wielkim plusem powieści. Williams i Beale wystrzegają się jak ognia ogranych rozwiązań. Dzięki temu wciąż udaje im się zaskakiwać fanów Zwyczajnej Farmy. Jeśli coś jest przewidywalne, na pewno nie pójdzie tak, jak powinno. Granie w zgadywanki z tą parą autorów nie opłaciłoby się nikomu: odpowiedź na pytanie jest zawsze inna niż ta, którą czytelnik jest w stanie wymyślić.

Recenzje zazwyczaj kończy się, polecając lub odradzając książkę. Ja jednak powstrzymam się przed tego rodzaju frazesami. Jeśli czytaliście „Smoki...”, jestem pewna, że sięgniecie po drugą część serii. I pomimo pewnych wad „Tajemnic...” ja także będę czekać na nadchodzące tomy, z nadzieją, że jednak przeskoczą poprzeczkę ustawioną przez pierwszą książkę. Nawet gdyby jednak tak się nie stało, nie obawiam się upadku: Tad Williams to porządna firma i solidny warsztat pisarski z drygiem do słów. Gdyby tylko powróciło akrobatyczne wręcz wyważenie, które pamiętam z pierwszego tomu, nie narzekałabym już ani sekundy dłużej.

Korekta: Paulina Koźbiał

 

Autor: Tad Williams, Deborah Bealetajemnice_zwyczajnej_farmy_qfant

Tytuł: Tajemnice Zwyczajnej Farmy

Data wydania: 30.10.2012

Wydawnictwo: Rebis

Pozostałe dane: Tytuł oryginału: The Secrets of Ordinary Farm

Tłumaczenie: Jarosław Rybski

ISBN: 978-83-7510-885-9

Liczba stron: 448

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: