„Światy Alonbee”, Jan Maszczyszyn

„Światy Alonbee”, Jan Maszczyszyn


Recenzował: Damian Drabik

Jeżeli po lekturze „Światów Solarnych” Jana Maszczyszyna sądziliście, że autor pokazał już całą swoją absurdalną, groteskową i przedziwną wyobraźnię, to grubo się pomyliliście. Drugi tom „Trylogii Solarnej”, „Światy Alonbee”, to jeszcze bardziej pokręcone, przerysowane, surrealistyczne czytadło. Co tylko wzmaga apetyt!

W drugiej części swojego cyklu Maszczyszyn zabiera czytelników w kolejną międzygwiezdną podróż. Powracają znani bohaterowie, jak dziwak i ekscentryk sir Ashley Brownhole. Tym razem to jednak nie on grał będzie pierwsze skrzypce w powieści, lecz nowa bohaterka – Asperia, prywatnie córka Brownhole'a. To na niej skupia się fabuła, ukazując jej dojrzewanie, przemiany jakie w niej zachodzą oraz odkrywanie przez nią własnej tożsamości. Pamiętamy bowiem okoliczności, w jakich przyszła na świat w poprzedniej części.

W tym nietypowym świecie, w którym sci-fi łączy się ze steampunkiem, kosmos wypełniony jest eterem, a między planetami podróżuje się w pociskach, bohaterowie zwiedzają kolejne ciała niebieskie i ładują się w nowe, coraz bardziej pokręcone kłopoty. Niewiele jest tu czasu na wytchnienie, bowiem we właściwym sobie zawadiackim stylu Maszczyszyn kreuje akcję wolną od przystanków.

Tym razem przyjdzie nam poznać kolejne kosmiczne rasy, m.in. cywilizację żyjących pod ziemią Plutonarhów. Czytelnik zostanie zabrany w podróż na Marsa i Plutona oraz jego satelitę – Hamaii. Nie zabraknie również kosmicznych bitew, w których uczestniczyć będą gigantyczne gwiezdne okręty. Wszystko oczywiście w stylu retro, z XIX-wiecznym klimatem oraz próbą odwzorowania obyczajów epoki czy nawet społecznej mentalności – rasizm jest tu na porządku dziennym.

Podobnie jak w przypadku "Światów Solarnych", nie łatwo jest polecić czytelnikom "Światy Alonbee" ze względu na totalne wyłamanie się powieści z wszelkich gatunkowych ram oraz fakt, że Maszczyszyn nie wychodzi naprzeciw przyzwyczajeniom i oczekiwaniom przeciętnego czytelnika. Bez wątpienia jednak można stwierdzić, że jest to unikatowy cykl w skali całego rodzimego światka fantastyki. Jeśli jednak pierwszy tom trylogii przypadł wam do gustu, to śmiało możecie zapinać pasy i ruszać w drogę. Bo "Światy Alonbee" mają wszystko, co poprzedniczka i jeszcze więcej.

Zachęcam do sięgnięcia po książkę tym bardziej, że Maszczyszyn jest na polskim rynku twórcą w dalszym ciągu szalenie niedocenianym. Kto wie, być może jego wyobraźnia przerasta jeszcze oczekiwania odbiorców i nie po drodze jest nam z taką literaturą, niemniej w „Światach Alonbee” autor potwierdza nie tylko swój kunszt i pisarskie umiejętności, ale też odwagę w śmiałym wprowadzaniu w życie oryginalnych konceptów. Przede wszystkim jednak konsekwentnie buduje swoją wizję, unikając drogi na skróty, co potwierdzają rozbudowane i szczegółowe opisy odkrywające kolejne sekrety uniwersum. Nic nie jest tu przypadkowe, a całość, mimo postawienia zasad fizyki na głowie, zaskakująco dobrze trzyma się kupy. Tak się tworzy fantastykę.

Tytuł: Światy Alonbee

Cykl: Trylogia Solarna

Autor: Jan Maszczyszyn

Wydawnictwo: Solaris

ISBN: 9788375902600

Liczba stron: 500

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: