Stefan Darda, „Zabij mnie, tato”

Stefan Darda, „Zabij mnie, tato”


Recenzowała: Kinga Król

Wszędzie tam, gdzie zawodzi jeden człowiek, cierpi wielu innych

 

Życie dostarcza nam wielu wzlotów i upadków. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak długo potrwa jego passa szczęścia czy też nieszczęścia. W rodzinie Szykowiaków, których poznajemy w najnowszej powieści Stefana Dardy pt. „Zabij mnie, tato”, limit dobrych dni został drastycznie wyczerpany z dnia na dzień.

Gdy pewnego dnia w niewielkiej miejscowości Ryków do domu nie wracają dwie małe dziewczynki, dla ich rodziców to ogromny wstrząs. Całą swoja energię poświęcają poszukiwaniom, licząc na znalezienie jakiegokolwiek śladu, który mógłby doprowadzić ich do odnalezienia córek. Co spotkało dzieci wracające do domu? Czy ktoś je porwał, a jeśli tak, to co nim kierowało? Czy jeszcze żyją? Brak jakichkolwiek dowodów sprawia, że policja tkwi w martwym punkcie. Gdy w jednej z kamienic zostaje odnaleziona martwa kobieta, a przy jej ciele odcięty palec dziecka, nadzieja na odnalezienie żywych dziewczynek maleje z godziny na godzinę…

Kiedy taka tragedia zdarza się w wielkim mieście, szybko niknie ona w tłumie wielu wydarzeń i sporej liczby anonimowych osób. Małe miasteczka mają tę przewagę, że mieszkańcy tworzą mikrospołeczność, która w obliczu trudnych wydarzeń potrafi się zjednoczyć. Dodatkowe tysiące par oczu potrafią dostarczyć często więcej informacji, niż niejedna kamera monitoringu. Pytanie tylko, czy tym razem to pomoże?

Wydarzenia mające miejsce w Rykowie poznajemy z perspektywy emerytowanego policjanta, który jest przyjacielem ojca zaginionych dziewczynek. Atmosfera rozpaczy i cierpienia jest tutaj odczuwalna na każdym kroku. Wysunięcie tragedii rodziny Szykowiaków oraz ich przyjaciół na pierwszy plan budzi w czytelniku wiele emocji, począwszy od współczucia i smutku, po złość i gniew spowodowany nieudolnością przepisów prawa. Autor niewiele miejsca poświęca samemu sprawcy – nie bawi się w tłumaczenie, wybielanie czy też eksponowanie zwyrodnialczych cech porywacza. Nie ma tutaj bowiem miejsca na relatywizm moralny – zło nazwane jest złem, a dobro dobrem.

Powieść w niezwykle dobitny sposób ukazuje ułomność polskiego prawa, bezmyślność ustawodawców oraz opieszałość sądownictwa i organów ścigania, które w wielu podobnych przypadkach, jak w powieści, mogą prowadzić do ludzkiego dramatu.

Stefan Darda snuje swoją opowieść początkowo bardzo niespiesznie, chcąc zapoznać nas z poszczególnymi wydarzeniami i postaciami. Pozwoliło to z pewnością na wnikliwe poznanie chociażby głównego bohatera, byłego policjanta Zdzisława Mokrynę, oraz jego przeszłości, która miała niemały wpływ na jego nowe życie na emeryturze. Z każdą kolejną stroną autor odkrywa przed nami kolejne elementy historii, podkręcając tym samym tempo akcji. W drugiej części powieści dzieje się wiele i nie można narzekać na nudę, a sama końcówka sprawia, że z ciekawości ciężko oderwać się od lektury.

Mierzenie się z nowym gatunkiem literackim zawsze rodzi pewne obawy, czy autor podoła wyzwaniu. Znakiem rozpoznawczym Stefana Dardy są bez wątpienia mroczne historie z elementami niesamowitości, osadzone na gruncie ludowych wierzeń. Poprzednia książka autora pt. „Opowiem ci mroczną historię”, będąca zbiorem opowiadań, pokazała, że dobrze radzi on sobie również z „łagodniejszą” prozą. Czy romans z nowym gatunkiem literackim, jakim jest thriller, wyszedł autorowi na dobre? Odwrotnie niż w życiu, ten literacki skok w bok okazał się niezwykle udany.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Autor:                                     Stefan Darda

Tytuł:                                     Zabij mnie, tato

Wydawnictwo:                       Wydawnictwa Videograf SA

ISBN:                                     978-83-7835-405-5

Data wydania:                        listopad 2015

Oprawa:                                 miękka ze skrzydełkami

Liczba stron:                          352

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: