Stan Sakai, „Usagi Yojimbo: Ronin”

Stan Sakai, „Usagi Yojimbo: Ronin”


Recenzowała: Lucyna Markowska

Kiedy Stan Sakai ogłosił przerwę w tworzeniu serii o Usagim Yojimbo, fani z całego świata mogli tylko zapłakać z rozpaczy. Autor, jak sam przyznał, zmęczony rysowaniem antropomorficznych zwierząt, chciał chociaż na chwilę spróbować sił w innym projekcie, gdzie występowaliby wreszcie „prawdziwi ludzie”. Motywacja – przyznacie – możliwa do zaakceptowania. I nawet jeśli miłośnicy przygód samuraja-królika czuli się rozczarowani, to jakoś pogodzili się z faktem, że przyjdzie im na kolejne tomiki jeszcze trochę poczekać.

Tymczasem Wydawnictwo Egmont przygotowało niecierpliwym niespodziankę. Gdy ceny poszczególnych części komiksu zaczęły osiągać na aukcjach zawrotne ceny, postanowiono o wznowieniu serii i przygotowano drugie wydanie. Jeśli więc nie zaczęliście swojej przygody z Usagim w 2003 roku – nic straconego! Odświeżony, upiększony Ronin powrócił na sklepowe półki. Pytanie tylko: czy w ogóle, po tylu latach, tytuł warty jest odkopania?

Zacznijmy od tego, że Usagi Yojimbo (czyli Królik Ochroniarz) to nietypowa seria, której akcja rozgrywa się w świecie przypominającym siedemnastowieczną Japonię. Naturalnie uważny czytelnik wypatrzy wiele nawiązań historycznych, poczynając od otwierającej sceny, bitwy pod Adachigaharą, czy na imieniu głównego bohatera kończąc: Miyamoto Usagi – oczywiste odwołanie do mistrza walki stylu dwoma broniami, Miyamoto Musashiego. Wydawać by się mogło, że tak poważna tematyka powinna posiadać inną wizualną oprawę. Liczne króliczki, kotki, pandy czy pieski w kimonach przypominają postaci rodem z opowiastek dla dzieci. Musimy jednak wziąć pod uwagę fakt, iż komiks powstawał w czasach, kiedy w Ameryce istniała prawdziwa moda na antropomorficznych bohaterów. Nie bez przyczyny to właśnie z Żółwiami Ninja możemy najczęściej spotkać Usagiego w crossoverach. Jeśli więc nie damy się zniechęcić „słodkim zwierzaczkom”, spozierającym na nas z kart komiksu, zyskamy szansę poznania historii, która do dziecinnych bynajmniej nie należy.

Pozwolę sobie zacząć od krótkiego wprowadzenia do fabuły: po odniesieniu druzgoczącej klęski na polu walki i utracie swojego pana, szlachetnemu królikowi – Miyamoto Usagiemu – nie pozostało nic innego, jak wstąpić na ścieżkę ronina i w ramach shogyusha (pielgrzymki wojownika) przemierzać wciąż nowe krainy. Pierwszy (z 27) wydanych dotychczas w Polsce tomów obejmuje tak naprawdę dziesięć połączonych ze sobą historii – każda odsłoni inny kawałek wymyślonego świata. Poznamy zatem nieco japońskiej mitologii, gdy Usagiemu przyjdzie się zmierzyć z potworami, spotkamy spiskujących i okrutnych kocich ninja w trakcie międzyklanowej rywalizacji, wreszcie podejrzymy życie łowców nagród, gdy do Usagiego dołączy nosorożec o imieniu Gennouske.

Stan Sakai jest nie tylko rysownikiem, odpowiada również za scenariusz, rzadko zaś na scenie komiksu pojawia się ktoś obdarzony tak wieloma talentami. Jego historie od początku do końca wciągają niczym doskonały film chanbara eiga (nazywane po prostu filmami samurajskimi), odwołując się do dzieł mistrzów takich jak Akira Kurosawa czy Masaki Kobayashi. Miłośnicy japońskiego kina powinni bawić się doskonale, rozpoznając w bohaterze Zato Ino słynnego, niewidomego masażystę, czy w kreacji i zachowaniu Gennouske zauważając odbicie gry aktorskiej legendy, Toshirō Mifune.

A chociaż takich odniesień znajdziemy w serii bez liku, nie trzeba się obawiać o powtarzalność. Usagi Yojimbo w żadnym razie nie stanowi parodii czy kalki. Posiada także własną, unikatową historię. Kolejne przygody zmienią poglądy Usagiego na walkę, samuraj uwikła się w trudne sytuacje polityczne, pozna dziesiątki wyrazistych postaci, przeżyje nawet coś na kształt japońskiego romansu. I mimo że pierwszy tom rzeczywiście przypomina swoisty hołd dla mistrzów samurajskiego kina, wraz z kolejnymi częściami akcja nabiera rozpędu i autor sam wyznacza jej kierunek.

Niestety gorzej sprawa wygląda ze stroną wizualną. Bo chociaż autor podejmuje się trudnego zadania rysowania tylko tuszem, to nim osiąga biegłość w sztuce, jego postacie rażą miejscami pokracznością. Przeniesione żywcem z filmów kadry nie zawsze prezentują się tak samo dobrze. Sporo pozostawia do życzenia także anatomia – dopiero w późniejszych latach zmieni się zupełnie koncepcja postaci, bohaterowie wyszczupleją i urosną, przestaną być zatem śmiesznymi, puchatymi ludzikami, które poznajemy w Roninie.

Usagiego Yojimbo bez oporów określę mianem serii, na którą warto poświęcić czas. Jeśli jest się miłośnikiem kina samurajskiego, to jest to w zasadzie pozycja obowiązkowa. Komiks doskonale nadaje się także dla starszych odbiorców, którzy poza przyjemnością z historii lubią dowiedzieć się też czegoś o orientalnej kulturze. Gdybyście więc należeli do ludzi, dla których tytuł brzmi zupełnie obco, polecam szczerze dać Usagiemu szansę, a już niedługo dołączycie do fanów z niecierpliwością wypatrujących wznowienia ukochanej serii.

 

Korekta: Iga PączekStan Sakai-qfant

  • Tytuł: Usagi Yojimbo Ronin
  • Tytuł oryginału: Usagi Yojimbo The Ronin
  • Autor: Stan Sakai
  • Przekład: Jarosław Rybski
  • Wydawca: Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.
  • ISBN: 978-83-237-4781-9
  • Liczba stron: 128
  • Format: 145x205 mm
  • Cena: 35 zł
  • Data wydania: 2012-05-14

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: