„Slade House”, David Mitchell

„Slade House”, David Mitchell


Recenzował: Damian Drabik

Wyobraźcie sobie dom, który istnieje tylko raz na dziewięć lat. Taki jest właśnie tytułowy Slade House, zabytkowy, otoczony pięknym ogrodem budynek, który został zniszczony podczas nalotów w czasie wojny. Zanim to jednak nastąpiło, pewien skrawek czasu wraz z istniejącym jeszcze domem, został zamknięty poza rzeczywistością. W 1979 roku mały Nathan wraz z matką zostają zaproszeni przez arystokratycznych właścicieli do Slade House. Towarzyska wizyta szybko zamienia się w niebezpieczną walkę nie tylko o życie, ale być może nawet duszę.

„Slade House” to najnowsza powieść Davida Mitchela, twórcy „Atlasu Chmur”. Ta dość krótkich rozmiarów historia skupia się na tytułowym budynku i jego dwojgu mieszkańcach – rodzeństwie Norze i Jonah Grayer. To oni, na co dzień zamknięci poza czasem, raz na dziewięć lat wyłaniają się z próżni, by – niczym wampiry – zwabić do siebie kolejną ofiarę, której dusza podtrzyma ich egzystencję.

Powieść składa się z pięciu części, z których każda rozgrywa się w innej dekadzie od końca lat 70-tych do 2015 roku. Bohaterami poszczególnych wątków są kolejne osoby, które w różnych okolicznościach trafiają do Slade House. Mimo wątku nadprzyrodzonego i całego zestawu elementów grozy składających się na rasowy horror, są to w dużej mierze opowieści o ludzkich problemach i demonach przeszłości. Pod tym względem najnowsze dziecko Mitchella jawi się trochę jak proza Stephena Kinga, w której obok wątku grozy, szczególnie ważne są historie bohaterów.

To właśnie poznawanie tych postaci jest największą frajdą płynącą z lektury „Slade House”. Młody Nathan zmaga się z traumą po tym, jak został pogryziony przez groźnego psa. Nie ma przyjaciół, matka zupełnie go nie rozumie, chłopak patrzy na świat przez pryzmat własnego strachu i oczekiwania na ojca, który pozostawił rodzinę. Bohater innej historii, Gordon, jest samotnym policjantem, którego zostawiła żona. Z kolei Sally to zakompleksiona nastolatka nieśmiało podkochująca się w koledze. Każda z tych historii naszkicowana jest w taki sposób, by dość łatwo było zżyć się z bohaterami i współczuć im. W końcu wszystkich ich łączy to, że ostatecznie trafiają do domu, w którym czyha na nich śmiertelne niebezpieczeństwo.

Bohaterowie to największa zaleta tej powieści, a strona obyczajowa jawi się nieco lepiej od wątku grozy. Jest to bowiem bardzo krótka fabuła, a element nadprzyrodzony, choć kluczowy, zdaje się być pretekstowy, służący do wplecenia tychże bohaterów w historię. Wampirycznego motywu starczyłoby na długie opowiadanie, czy właśnie tego typu nowelkę, ale zdecydowanie nie na poważniejszą rozbudowaną powieść.

„Slade House” to typowo filmowa historia, która świetnie sprawdziłaby się na ekranie w postaci całkiem zgrabnego straszaka. Warto po nią sięgnąć nie tyle może dla samej fabuły, która oryginalnością nie grzeszy, co dla wyrazistych bohaterów, których historie wystarczą, by zanurzyć się w lekturze i pragnąć poznać ich losy do końca. Nie jest to najlepsza pozycja w dorobku brytyjskiego pisarza, ale sprawdzi się doskonale jako przekąska w oczekiwaniu na jego kolejną, miejmy nadzieję dużo ambitniejszą, powieść.

Autor: David Mitchell

Tytuł oryginału: Slade House

Seria: Uczta Wyobraźni

ISBN: 978-83-7480-659-6

Tłumaczenie: Justyna Gardzińska

Oprawa: twarda

Format: książka

Ilość stron: 192

Rok wydania: 3 marca 2017

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: