Simon Petersen „Historia pewnego hipisa”

Simon Petersen „Historia pewnego hipisa”


Recenzował: Karol Sus

Koniec lat 60. XX wieku stał pod hasłem „Peace & Love”. Rewolucja kulturalna, mimo że wcale nie była wielka ani nowa (historia zna okresy niebywałej rozwiązłości przeradzające się w pruderyjne czasy cnotliwych i pobożnych obywateli), w życie jednych ludzi wniosła powiew świeżości, drugich – odór zgnilizny. Chwytliwe hasła wolności i wolnej miłości były wyjątkowo atrakcyjne dla młodych ludzi szukających poczucia przynależności i wspólnego wroga, przeciwko któremu można by się zjednoczyć. Nihil novi sub sole. Hipisi i ich „peace & love”, punki i „no future”, walka z rasizmem i z homofobią to tylko kolejne bastiony, które padają w odwiecznej wojnie młodych wypowiadanej zastanemu porządkowi rzeczy. Co jednak zostanie, jeśli zdrapać z górnolotnych haseł warstwę złota i dokopać się do istoty poszczególnych ruchów młodzieży? Komiks „Historia pewnego hipisa” autorstwa Simona Petersena próbuje odpowiedzieć na powyższe pytanie.

Komiks opowiada o młodym, najwyżej kilkunastoletnim rysowniku komiksów, który – zwabiony hasłami o wolności i miłości – przystępuje do hipisowskiej komuny założonej w lesie nieopodal duńskiego miasta. Komuna to może zbyt duże słowo, gdyż przypomina ona raczej zwykłe obozowisko rozłożone na leśnej polanie. Dając się nabrać na górnolotne frazesy, młody chłopak wciąga się w redakcję hipisowskiej gazetki. Szybko jednak okazuje się, że to, co dla jednych jest tylko zabawą, inni traktują nadzwyczaj serio, popadając przy tym w przesadę graniczącą ze śmiesznością. Miejscowy przywódca komuny (oczywiście nieformalny, gdyż, jak wiadomo, w komunie nie ma przywódców, a jedynie kolektyw) uważa kilkustronicową, kiepsko wydrukowaną gazetkę za czołowy organ walki z imperializmem, kapitalizmem, globalizmem i jeszcze kilkoma -izmami, nie zauważając, że periodyk nie wychodzi poza garstkę brudnych i wiecznie naćpanych mieszkańców komuny. Niezrażony tym prowadzi swą beznadziejną krucjatę, marząc o światowej rewolucji. Prowadzi to do nieuniknionych konfliktów z alter ego autora, który wytyka zaślepionemu komuniście śmieszność jego wywodów.

„Historia pewnego hipisa” w doskonały sposób przedstawia miałkość hipisowskiej kultury. Kierownictwo komuny to fanatyczni komuniści, a niezbyt rozgarnięta młodzież szuka jedynie dostępu do narkotyków i wolnego seksu. Szybko okazuje się, że gazety, oczka w głowie przywódcy obozowiska, tak naprawdę nikt nie czyta, a sam lider to zaprzeczenie wszystkich idei, które z taką dumą są przez niego głoszone. Świetnym przykładem jest tu wygłaszanie politycznych połajanek w stylu sądów partyjnych znanych z ustroju komunistycznego czy wmawianie żonie/partnerce, że sama wpędza się w patriarchat.

Petersen stroni od taniego dydaktyzmu, przedstawiając krótki żywot hipisowskiej komuny bez nadętego moralizatorstwa. Oczywiście nietrudno zauważyć dość lekceważący, lekko mówiąc, stosunek autora do zastanych w obozowisku osób. Wynika to jednakże raczej nie z uprzedzeń komiksiarza (w końcu wstąpił do komuny dobrowolnie), ile raczej z rozczarowania wypaczeniem idei wolności i miłości, jaką prezentowali lokalni hipisi. Stąd też komiks można traktować dwojako: albo jako lekką, zabawną nowelkę do szybkiego przeczytania z uśmiechem na ustach, albo też próbę rozliczenia ludzi zapatrzonych w szczytne idee, a będących zwykłymi hochsztaplerami.

Korekta: Aleksandra Żurek

Scenariusz: Simon Petersenokladka-600

Rysunek: Simon Petersen

Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg

Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe

10/2015

Tytuł oryginalny: I was a... hippie cartoonist

Wydawca oryginalny: Pronto Comics

Liczba stron: 44

Format: 150x210 mm

Oprawa: miękka

Papier: offsetowy

Druk: cz.-b.

ISBN-13: 978-83-64638-34-3

Wydanie: I

Cena z okładki: 24,90 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: