Simon Beckett „Szepty Zmarłych”

Simon Beckett „Szepty Zmarłych”


Autor: L_J

Kim jest Simon Beckett, to każdy szanujący się czytelnik kryminałów wiedzieć powinien. Ja nie wiedziałem. Za to teraz dziękuję bogom, że niedawno dane mi było zapoznać się z twórczością tego autora poprzez lekturę jego najnowszego dziełka zatytułowanego: „Szepty zmarłych”. Jest to już trzecia z kolei powieść o losach Davida Huntera, angielskiego antropologa, wybitnego specjalisty w swym fachu. Razem z bohaterem uczestniczymy w śledztwie, które toczy się w amerykańskim stanie Tennessee i odwiedzamy niezwykłe miejsca, takie jak prosektorium przy uniwersytecie Knoxville czy leśne tereny wokół samego miasta oraz, oczywiście, tajemnicze locos delictorum.

Przez cały czas Beckett wyraźnie prowadzi czytelnika za rączkę, co jednak w kryminałach jest nieuniknione. Tyle, że ten akurat autor potrafi rewelacyjnie tworzyć nastrój. W niektórych momentach czułem, jak włos jeży mi się na głowie i karku. Jeśli istnieje coś takiego, jak kryminalistyczny klimat, to tutaj jest on wprost idealny i doskonały w każdym calu. Wszystkie elementy fabuły doskonale do siebie pasują i tworzą spójną całość. Każdy drobiazg jest na swoim miejscu, a ponadto autor zostawił sobie pole manewru, by wprowadzać liczne niespodzianki. O ile kilka zagadek było schematycznych, prawda – oryginalnych, lecz niezbyt zaskakujących, o tyle już pod koniec jesteśmy świadkami swoistego galopu nieporozumień i smakowitego zdziwienia. I tu właśnie chciałbym podkreślić wyjątkową cechę fabuły: choć można narzekać na wszechobecną przewidywalność, to trzeba uczciwie przyznać, że Beckett po mistrzowsku stopniuje napięcie. Powolutku, jakby od niechcenia, zaczynamy wgryzać się w historię i nawet nie zauważamy, kiedy odpływamy. Wszystko wskazuje na to, że poruszamy się spokojnie, płynąc z nurtem wydarzeń, gdy nagle dopada nas frapujący niepokój. Ciosy spadają znienacka. Mimo, iż dane rozwiązania są schematyczne, to podobały mi się i za każdym razem uśmiechałem się w duchu, czekając na powtórkę, która, mimo wszystko, znów mnie zdumiewała! Dziwne, ale każde zaskoczenie przychodziło z innej strony. Pod koniec powieści kibicujemy błyskotliwej grze bohaterów z wrogiem i denerwujemy się, gdy niebezpieczna pętla zaciska się na szyi "dobrych", co i rusz to zacieśniając węzeł, to znów go rozluźniając.

Gdybym chciał w jakikolwiek sposób przyczepić się do konstrukcji postaci przedstawionych w powieści, popełniłbym karygodny grzech i musiałbym sam spalić się na stosie za bluźnierstwo. Nie wiem, jak udała się ta sztuka Beckettowi, ale wymyślone przez niego osoby jawiły się w mojej wyobraźni jak prawdziwe. Wędrując przez kolejne karty książki, widziałem wyraźnie żywych ludzi, z krwi i kości (chyba, że byli martwi i pokiereszowani, wtedy bywało gorzej). Bohaterowie pełni emocji, słabości i wypieranych usilnie uczuć żyją własnym życiem, działają zarówno razem, jak i osobno, ale każdy z nich jest odrębną, zgrabnie skonstruowaną osobowością. Tak jest na przykład z doktorem Hunterem, którego przeszłość poznajemy w najróżniejszych momentach, zarówno w chwilach refleksji, jak i wtedy, gdy akcja nieoczekiwanie przyspiesza, a brutalność przywołuje niemiłe, a często wręcz przerażające wspomnienia.

Ogromne wrażenie podczas lektury robią na czytelniku dziesiątki detali związanych z zawodem antropologa i ludzkim ciałem oraz bardzo szczegółowe opisy otoczenia. Niemal od początku instynktownie przeczuwamy, że każdy szczegół może mieć znaczenie, trzeba brać pod uwagę wszystkie możliwości, analizować każdy, nawet najdrobniejszy element. To właśnie te drobiazgi często stanowią klucz do rozwiązania zagadki. Nie skłamię, jeśli napiszę, że umiejscowienie detali w określonych miejscach fabuły świadczy po prostu o perfekcji autora. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Beckett, zapewne dzięki własnemu doświadczeniu i szerokiej wiedzy, potrafi oczarować czytelnika tak przecież okropnym, zdawałoby się, tematem, jak ludzkie szczątki i takowych badanie. Jeśli opis rozkładających się zwłok został przedstawiony tak, że czytamy go z fascynacją, to niestraszne nam będą żadne inne opisy. Wielość poupychanych tu i ówdzie smakowitych ciekawostek, wskazówek fabularnych i niuansów tworzy nadzwyczajne danie, którym warto delektować się z najwyższą uwagą. Nieraz cofałem się o kilka stron, by z podekscytowaniem przypomnieć sobie wcześniejsze przypuszczenia i upewnić się, że faktycznie wszystko jest idealnie i logicznie ze sobą połączone. Jednego w tej książce nie znajdziecie na pewno: rażących błędów. Chyba, że czytelnik okaże się biegłym antropologiem sądowym, ale nawet tu miałbym wątpliwości. Autor naprawdę dobrze zna swój fach, podszedł do sprawy solidnie, a jego profesjonalizm aż bije po oczach.

Od strony wizualnej książka także prezentuje się wspaniale. Twarda okładka z niepokojącą ilustracją, kartki (jakże ja lubię ten styl!) są miękkie, cienkie i przyjemne w dotyku. Poza tym, mocne zszycia dają poczucie solidności. Do korekty też nie mam większych zastrzeżeń, doliczyłem się tylko paru literówek w tekście, przynajmniej do połowy książki. Potem fabuła wciągnęła mnie na tyle, że już nie byłem w stanie zwracać uwagi na takie szczegóły. Wśród  zalet wymienić trzeba również klimatyczną czcionkę i zgrabny inicjał na początku każdego rozdziału. Wszystko to dodaje smaczku i pomaga zagłębić się w lekturę. Serdecznie polecam „Szepty zmarłych” nie tylko fanom kryminałów, ale również wszystkim, którzy lubią zagadki i zaskakującą, perfekcyjnie skonstruowaną fabułę.

Autor:Simon Beckettszepty_zmarlych_qfant

Tytuł:Szepty Zmarłych

Data wydania:maj 2009

Wydawnictwo:Amber

Pozostałe dane:Stron: 256

ISBN: 978-83-241-3367-3

Cena: 29,80zł

Oprawa: twarda

Format: 145x210

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: