Siergiej Łukjanienko „Labirynt odbić” i „Fałszywe lustra”

Siergiej Łukjanienko „Labirynt odbić” i „Fałszywe lustra”


Zróbmy jeden, mały krok naprzód. Uwierzmy, że rzeczywistość wirtualna − świat e-maili, stron internetowych, gier i oszałamiającej grafiki − jest równie prawdziwy lub nawet prawdziwszy od tego, który nas otacza. Namacalny. Kuszący wolnością. Możemy przeżywać niesamowite przygody, spotykać nowych ludzi, pić, bawić się i zarabiać pieniądze, chociaż nasze ciała nie ruszają się sprzed ekranów komputerów. Iluzja zastępuje życie w „realu”, sprawia, że znikają wszelkie bariery. Szczęście jest w zasięgu ręki, wystarczy tylko nacisnąć przycisk:

Deep.

Enter.

Witamy w Głębi!

Większość użytkowników daje się oszukać hipnotycznemu działaniu deep programu, dla nich Głębia − gdy się w niej znajdują − jest czymś całkowicie realnym. Skaleczenie boli, wirtualny ogień parzy, a alkohol może odurzyć do nieprzytomności. Istnieją jednak ludzie, którzy nigdy nie zapominają, że wędrują po narysowanym świecie – to nurkowie. Oni w każdej chwili mogą opuścić „wirtual” i zobaczyć prawdziwą Głębię, wytwór utalentowanych informatyków. Dzięki temu, mają przewagę nad innymi surferami i mogą dokonywać niezwykłych czynów.

„Głębio, Głębio, nie jestem twój” − powtarza Leonid, główny bohater „lustrzanej dylogii" (jak na własny użytek nazwałam „Labirynt odbić” i „Fałszywe lustra”), za każdym razem, gdy chce powrócić do rzeczywistości. Tak naprawdę jednak, poza cyberprzestrzenią, nie widzi dla siebie miejsca, a prawdziwy świat traktuje jak piąte koło u wozu. Pewnego razu, tajemniczy Człowiek Bez Twarzy proponuje mu intratną propozycję: jeżeli wyprowadzi z gry, zatytułowanej „Labirynt Śmierci”, pewnego gracza, otrzyma obiekt westchnień wszystkich użytkowników Sieci. Bezcenną nagrodę. Zadanie wydaje się banalnie proste, ale to tylko pozory. Nurek szybko przekonuje się, że trudno uratować kogoś, kto nie chce być uratowany, a jeszcze trudniej pokonać wpływowe firmy, które są gotowe na wszystko, byleby tylko osiągnąć swój cel. Ta przygoda nie tylko przewróci do góry nogami życie Leonida i jego przyjaciół. Ona przewartościuje i na zawsze odmieni całą Głębię.

Nie potrafię być obiektywna, gdy piszę o czymś tak bardzo mi bliskim, jak Sieć. Podejrzewam, że gdybym tylko miała taką możliwość, spędzałabym w Głębi tyle samo czasu, co Lońka lub Maniak, bohaterowie powieści Łukjanienki – podobnie zresztą, jak wiele znanych mi osób. Pisarz wybrał więc temat bardzo aktualny i rozwinął go w słodko-gorzką opowieść, która nie tylko wciąga, ale i wywołuje kaca – moralniaka. To historia ucieczki od świata. Od realności. „Wirtualność odebrała nam niebo” – uświadamia sobie Leonid. – „Świat odchodzi w Głębię, w odbicie rzeczywistości. Po co lecieć na Marsa czy Księżyc, skoro tu dostępne są wszystkie planety?”. Ludzie, którzy w „realu” nie potrafią sobie poradzić z najprostszymi problemami, w Głębi zmieniają twarze, charaktery, dopisują sobie nowe życiorysy i chwytają za broń. Tutaj nikt nikogo nie pyta o wiek, wyznanie czy poglądy polityczne. Można zacząć wszystko od początku, z carte blanche w zasięgu ręki.

Czy na pewno…?

Ludzie przenoszą do wirtualnej rzeczywistości wady i zalety realnego świata – SWOJE wady i zalety, a od nich nie ma ucieczki. Brutalność, poezja, głupota, hipokryzja i biznes: wszystko, prędzej czy później, znajduje swój odpowiednik w Głębi. Gdyby do cyberprzestrzeni trafił ktoś obcy, przybysz z innego wymiaru, czasu lub przestrzeni, i gdyby uznał ten świat za jedyny istniejący, mógłby pomyśleć, że trafił do piekła. Do miejsca, gdzie nikt nikomu nie ufa na tyle, by pokazać swoją prawdziwą twarz. Gdzie silniejszy zabija słabszego podczas gry, a czasami ot tak, na ulicy, i nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia, bo przecież to „tylko na niby”.

A jednocześnie bywa przecież tak pięknie! Graficy tworzą niesamowite przestrzenie: prosto z pokoju można wyjść na plażę albo, po otwarciu drzwi, wylądować na szczycie góry i napawać się widokami. Wiadomości rozchodzą się w błyskawicznym tempie – po produkty kultury sięga się tak łatwo, jak po chipsy w supermarkecie. Dyskusje nie mają ograniczeń, panuje absolutna wolność słowa, a w dodatku zawsze znajdują się ludzie o podobnych zainteresowaniach, którzy oferują wirtualną przyjaźń. Znamy to z autopsji, prawda? Internet wciąga i odurza, odrywa od życia, pozwala na relaks, a czasem doprowadza do szału. Kto raz posmakuje wirtualnego życia, nigdy o nim nie zapomni.

Jaka więc jest Głębia: dobra czy zła? Daje możliwości czy je ogranicza? Pozwala na twórcze działanie czy raczej służy destrukcji? Jest czystą rozrywką czy poważnym niebezpieczeństwem? Odrywa od świata czy pogłębia jego postrzeganie? Łukjanienko nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na te pytania, on tylko wskazuje pewne problemy, pozwala czytelnikowi zanurzyć się w świat wirtualnej ułudy i wyciągnąć własne wnioski. „Labirynt odbić” i „Fałszywe lustra” to powieści oryginalne i niesamowicie plastyczne, które mówią o ważnych sprawach w bardzo przystępny sposób. Czytelnik szybko akceptuje rzeczywistość, wykreowaną przez rosyjskiego pisarza, przejmuje jej mitologię, a nawet zaczyna się posługiwać charakterystycznymi dla powieści terminami. Po przeczytaniu pierwszego tomu dylogii zaczęłam wierzyć, że faktycznie istnieje coś takiego jak deep program, a gdy skończyłam tom drugi – prawda i fikcja literacka ostatecznie zlały się w jedną całość.

labirynt_odbic_qfantTytuł: Labirynt odbić

Tytuł oryginalny: Лабиринт отражений

Autor: Siergiej Łukjanienko

Przekład: Ewa Skórska

Wydawnictwo: Mag

Data wydania: maj 2009

Liczba stron: 416

Cena: 29,99 zł

 

Rzadko się zdarza, by kontynuacja przewyższała pod względem artystycznym tom początkowy, ale mam wrażenie, że w przypadku Łukjanienki tak się właśnie stało. „Fałszywe lustra” są bardziej gorzkie niż „Labirynt” – Leonid nie jest już bohaterem Głębi, wszechmocnym nurkiem, teraz to wielki przegrany, cierpiący na deep psychozę – i jest to o wiele bardziej interesujące. Podczas włamania do jednej z firm, ginie młody haker i zarazem były nurek. Zostaje zabity w „wirtualu”… a w prawdziwym świecie rodzina znajduje przed komputerem jego zwłoki. Nigdy wcześniej wirtualna broń nie zabijała naprawdę! Leonid porzuca pracę tragarza i wraca do gry – chce pomścić kolegę i dowiedzieć się, jaka tajemnica doprowadziła do jego śmierci. Co zawiera plik ukradziony przez hakera? Czy broń trzeciej generacji to jedyne niebezpieczeństwo grożące Głębi? A może chodzi o coś innego…?

„Fałszywe lustra” zauroczyły mnie… albo raczej – przepraszam za kolokwializm – „kupiły” – z wielu względów.

Po pierwsze, zmiany. Zmienił się klimat powieści, zmieniła się także Głębia i jej mieszkańcy, którzy – być może przez swoje zagubienie i nieudolną walkę z problemami – stali się bliżsi czytelnikowi. Bardziej prawdziwi. Emocjonalnie kalecy. Ich wątpliwości to wątpliwości wielu mieszkańców współczesnego świata.

Po drugie, przyjaźń. Bo człowiek, mimo wszystko, jest silny i zdolny do największych poświęceń. W imię przyjaźni, na przykład. Albo miłości. Albo ideałów – nawet, jeżeli mówienie o ideałach w dobie wciskającej się wszędzie cyberprzestrzeni, jest trochę… passé. Cóż, widać niedzisiejszy ze mnie dinozaur, bo ekipa hakerów, wspierających Lońkę w jego krucjacie przeciwko tajemniczym mordercom, naprawdę ujęła mnie za serce. Przepiękna galeria postaci!

Po trzecie, konstrukcja. Pierwszy tom był zbudowany bardzo poprawnie, miałam jednak wrażenie, że autor wciska pewne wątki na siłę albo niepotrzebnie dorabia ideologię, zamiast zostawić niedopowiedzenia. „Fałszywe lustra” nie tylko mówią o interesujących sprawach, są także dobrze skonstruowane – wszystkie klocki do siebie pasują, a fragmentom dynamicznym towarzyszą te refleksyjne, poetyckie niemal, które zmuszają do zastanowienia się nad wieloma kwestiami.

Po czwarte, problematyka. I tutaj zamilknę, ponieważ dobrze wiem, że spoilery nieprzyjemną sprawą są i radość lektury popsuć mogą. Powiem tylko, że problem Głębi i tego, co daje (lub zabiera) swoim użytkownikom, nadal będzie kontynuowany. Rozwijany. I z pewnością da czytelnikom sporo do myślenia. Warto sięgnąć po tę książkę i przekonać się na własnej skórze, że czasami wciągająca przygoda może iść w parze z równie wciągającymi rozważaniami natury… filozoficznej.

Bardzo lubię prozę Łukjanienki – ponieważ wciąga i nienachalnie mówi o rzeczach istotnych. Kiedyś spędziłam sporo czasu w świecie Jasnych i Ciemnych, zaczytując się książkami z cyklu „Patroli”. Teraz jednak stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że „dylogia lustrzana” jest lepsza i, mnie osobiście, o wiele bliższa, dlatego na pewno sięgnę po nią jeszcze niejeden raz. Być może posłuży mi za metaforę, argument w dyskusji albo stanie się po prostu kolejną książką, którą zacznę polecać znajomym – w każdym razie na pewno szybko o niej nie zapomnę. Można się z Łukjanienką nie zgadzać, można nie widzieć w jego utworach niczego, poza rwącą akcją, ale naprawdę trudno pozostać obojętnym wobec kreowanych przez niego światów. To jeden z pisarzy – czarodziejów. Niebezpiecznych magików literatury. Sprawia, że nagle najważniejszą sprawą pod słońcem staje się przewrócenie kolejnej kartki, doczytanie kolejnego akapitu, skończenie rozdziału – wszystko inne traci znaczenie! A po przeczytaniu ostatniej linijki robi się tak przeraźliwie pusto, tak smutno, że człowiek marzy już tylko o „wgryzieniu się” w następną powieść.

Deep.

Enter.

Witamy w coffee shopie dla literaturomaniaków!

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Tytuł: Fałszywe lustra

Tytuł oryginału: Фальшивые зеркалаfalszywe-lustra-qfant

Autor: Siergiej Łukjanienko

Przekład: Ewa Skórska

Wydawnictwo: Mag

Data wydania: wrzesień 2009

Liczba stron: 448

Cena: 29,99 zł

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: