„Ściana Burz”, Ken Liu

„Ściana Burz”, Ken Liu


Recenzował: Damian Drabik

Minęło kilka lat od czasu, gdy Kuni Garu objął władzę na Cesarstwem Dary. Obecnie, jako cesarz Ragin, musi zmierzyć się z nowym niebezpieczeństwem, które dociera do granic Imperium. Przy Ścianie Burz, oddzielającej Darę od reszty świata, zjawia się barbarzyński lud zwany Lyucu. Czy Ragin będzie w stanie zapanować nad chaosem, który ogarnie imperium i odeprzeć zagrożenie? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy we wkraczającej na polski rynek, długo wyczekiwanej drugiej powieści Kena Liu – „Ściana Burz”.

„Królowie Dary”, debiut Kena Liu, uważanego za nadzieję amerykańskiego fantasy, sprawiał wrażenie powieści opartej przede wszystkim na mocno rozbudowanym świecie przedstawionym, opisanym w każdym szczególe, począwszy od gospodarki po kwestie religijne i kulturowe. Odbiło się to jednak na nieco przewidywalnej i zachowawczej fabule oraz schematycznych bohaterach. „Ściana Burz” już na pierwszy rzut oka wygląda imponująco. To jeszcze dłuższa powieść od „Królów Dary”, sięgające blisko ośmiuset stron tomiszcze. Jak prezentuje się w środku? Czy Liu wyważył sensowniej poszczególne składowe tej historii i wziął sobie do serca uwagi fanów po ubiegłorocznym debiucie? Śpieszę uspokoić miłośników twórczości Amerykanina, że tak.

„Ściana Burz” przebija swoją poprzedniczkę pod wieloma względami. Przede wszystkim w tym zarysowanym już wyraźnie świecie, autor mógł skupić się na kreacji bohaterów. Wcale zresztą nie idzie w tym przypadku na łatwiznę, bo zamiast opierać ciężar powieści na postaciach, które zdążył już wykreować w poprzedniej książce, wprowadza do historii zupełnie nowych protagonistów. Tym samym Kuni Garu, choć pozostaje bohaterem dla historii ważnym, zostaje zepchnięty na drugi plan. O sile fabuły stanowią zaś cesarskie dzieci: Timu, Théra, Phyro i Fara. Ci, którzy narzekali na brak ważnych postaci kobiet w debiucie Liu, szybko zauważą, że to właśnie płeć piękna będzie grała w „Ścianie Burz” pierwsze skrzypce. Jednakże cała czwórka dzieci Garu napełnia tę historię dużą dawką energii.

Charaktery młodych mężczyzn w rodzie cesarza Ragina oparte są na zupełnych przeciwieństwach: Timu jest rozważny i pilny w nauce, z kolei Phyro bywa wybuchowy i skory do bójek. Ich siostra, Théra, często stara się ich ze sobą godzić, doskonale łącząc w sobie cechu obu z nich. Fara, najmłodsza córka Garu, jest na etapie dojrzewania. Od spięć między nimi aż iskrzy (ważną rolę odgrywają tu również błyskotliwe dialogi), starcia między czwórką bohaterów nadają powieści wyraźnego charakteru. I wcale nie chodzi tutaj o dziecięce sprzeczki i standardowe rodzinne kłótnie. Na ich barkach spoczywać będzie bowiem los całego Imperium, a tematem zapalnym staje się kwestia, kogo Garu uczyni swoim następcą.

Problem zaczyna stawać się wyraźniejszy, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że Kuni Garu posiadał trzy żony (matka Fary zmarła przedwcześnie), a jego dzieci pochodzą od różnych matek. Jak wspomniałem więc wcześniej, do głosu dochodzą w tym tomie kobiety, konflikty między nimi, ale też różne spojrzenia na świat. Kobiecych postaci jest tu zresztą jeszcze więcej, bowiem ważną rolę odgrywa tu też zupełnie nowa bohaterka – Zomi Kidosu, z którą zaprzyjaźnia się księżniczka Théra.

Ta recenzja może budzić obawy osób liczących przede wszystkim interesującą akcję, jako że dotychczas skupiłem się na bohaterach. Ale jak wspomniałem, „Ściana Burz” liczy sobie blisko osiemset stron i jest tu miejsce zarówno na kreację postaci, akcję, jak i jeszcze więcej elementów. Faktem jest jednak, że pierwsza połowa książki jest powolniejsza i skupia się właśnie na wprowadzeniu dziecięcych bohaterów oraz relacji między nimi. Wspomniana wcześniej kwestia barbarzyńskich najeźdźców prężniej rozwija się w drugiej połowie i rozgrywa się równolegle z wątkiem zdrady w Imperium.

Cieszyć może również mniej stereotypowe podejście do bohaterów w „Ścianie Burz” aniżeli w „Królach Dary”. Mamy tu do czynienia z większą liczbą niejednoznacznych postaci, Liu unika tym razem prostych podziałów, a zło i dobro występują po obu stronach konfliktu. Warto też podkreślić, że to misterne budowanie świata oraz jego kultury przez Liu w pierwszym tomie okazuje się mieć głębszy sens i stanowi podwalinę pod coś znacznie większego, a fabuła może się w przyszłości okazać rozpięta na całe pokolenia. Ambicje amerykańskiego pisarza mogą z czasem sprawić, że to, za co krytykowano go po pierwszym tomie, zacznie w przyszłości procentować. Zresztą, pomijając całą tę epickość i rozmach cyklu „Pod Sztandarem Dzikiego Kwiatu”, „Ścianę Burz” można równie dobrze czytać osobno, bez znajomości pierwszego tomu, tracąc oczywiście przy tym szersze spojrzenie, ale nadal dobrze się bawiąc, ponieważ książka w pełni broni się jako samodzielny utwór.

„Ściana Burz” to kontynuacja, o jakiej można by marzyć. Nie jest to sequel z rodzaju tych, w którym wszystkie pozytywne akcenty pierwowzoru zostały podrasowane, dzięki czemu jest „szybciej, więcej i głośniej”. Przeciwnie, Ken Liu wziął sobie do serca te sprawy, na które najczęściej narzekano po premierze „Królów Dary” i wyszedł im naprzeciw, poświęcając więcej uwagi kobiecym postaciom, rozwijając bohaterów, unikając schematyczności. To zaś, co w pierwszej części stało na wysokim poziomie, czyli rozmach, wielowątkowość, mistrzowskie wręcz operowanie językiem ­– to wszystko takim pozostaje. Miłośnicy fantasy powinni być zadowoleni.

Autor: Ken Liu

Tytuł oryginału: Wall of Storms

Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

Data wydania: 11 kwietnia 2017

Cena okładkowa: 54,90 zł

Format: 210 x 135 mm

Liczba stron: 768 tekst

ISBN: 978-83-7924-649-6

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: