„Samozwaniec”, Jacek Komuda

„Samozwaniec”, Jacek Komuda


Wyśmienita książka to taka, którą się czyta z zapartym tchem. Oczywiście jest to jedno z tych banalnych spostrzeżeń, które jednak należy powtarzać ,by nie popadło w zapomnienie. Symptomem czytania świetnej książki jest to, że kartki same się przekładają, a gdy musimy rozstać się z nią choćby na chwilę - czasem trzeba spać - lub, nie daj boże, książka się skończy, to niemal od razu po zamknięciu czujemy tęsknotę za światem wykreowanym przez autora.

Na przeciwległym krańcu literackiego podwórka odnajdziemy literaturę sprawiającą ból, nudzącą niczym flaki z olejem. Podczas takich lektur zwykle szukamy jakiegokolwiek powodu, by cisnąć tomiszcze w kąt. Ja zwykle stosuję tu argument czasu. Szkoda go na kiepskie książki.

Zobaczmy, do której kategorii należy zaliczyć „Samozwańca” Komudy.

Powieść rozgrywa się w czasach pierwszej Dimitriady, czyli około roku 1605, kiedy to Polacy wspomogli Dymitra Samozwańca w objęciu tronu Rosji. Tak, tak, to powieść historyczna, pełna nudnych opisów przyrody i sztucznych dialogów, pompatycznych bohaterów. Żartowałem!!!

Powiem wprost - nigdy nie czytałem lepszej powieści historycznej. Komuda, moim zdaniem, zdeklasował Sienkiewicza i wielu innych totalnie przynudzających klasyków, których książki znajdziemy w spisach lektur szkolnych. Posypią się na mnie gromy. A niech się sypią. Zdania nie zmienię.

Nie dosyć, autor „Samozwańca” trzyma się realiów historycznych podręcznikowo. Przeczytał masakrycznie dużo tekstów źródłowych z epoki, wiec nie dziwota. Ta książka jest napisana tak fenomenalnym językiem, że czyta się ją jak marzenie. Nudziły Was opisy w „Nad Niemnem” czy innych lekturach szkolnych?  Komuda sprawia, że czytelnik jak zahipnotyzowany wpatruje się w piękno polskiej natury, przechadza się z bohaterami po kipiących przepychem zameczkach szlacheckich oraz z wypiekami na twarzy, niczym na kolejce górskiej, śledzi brawurową akcję, jakby oglądał hollywoodzki film. Diabeł nie człowiek, mówię o Komudzie oczywiście. Musicie koniecznie zobaczyć, jak ten jegomość kreuje bohaterów, naszą „kochaną” sarmacką szlachtę. To nie są papierowi herosi walczący w imię szczytnych ideałów i co trzecie słowo powtarzający, jak to bardzo kochają ojczyznę i są zdolni obie nerki oddać, byleby tylko istniała na mapie. Postacie Komudy to przesiąknięci polską butą, rozstrzygający nawet błahe spory za pomocą szabelki szlachciury, honorowi, owszem, ale gdy sąsiad ich wnerwi, nie zawahają się mu zrobić zajazdu, a potem długo się procesować, o to kto ma rację w sporze. Brawa za ominięcie patosu szerokim łukiem jak śmierdzącej ryby. Dzięki tym elementom otrzymaliśmy barwną opowieść wypełnioną szczękiem stali, wystrzałami pistoletów skałkowych, intrygami dworskimi i potocznymi burdami oraz małymi wątkami erotycznymi (Panowie i Panie autorzy, uczcie się od Komudy, jak się pisze sceny pościelowe: subtelnie, lecz jednocześnie diabelnie sprośnie).

Dialogi są fenomenalne. Inaczej wysławia się polski szlachetka wojak, inaczej kozak, a zupełnie innym językiem posługuje się ubogi chłop. Jest to język świetnie wystylizowany, ale nadal na tyle współczesny, że doskonale przemawiający do wyobraźni XXI-wiecznego czytelnika. Naprawdę, nie potrafię wskazać słabych punktów książki. Żal tylko, że już ją skończyłem. Na szczęście jest to pierwszy tom opowieści. Czekam na kolejny z utęsknieniem.

Z pewnością, oczekując na kolejne losy bohaterów „Samozwańca”, sięgnę  po poprzednie książki tego autora.

Autor:Jacek Komudasamozwaniec-tom-1_jacek-komuda-qfant

Tytuł:Samozwaniec, tom 1

Data wydania:2009

Wydawnictwo:Fabryka Słów

Pozostałe dane:ISBN: 978-83-7574-039-4

Wymiary: 12,5 x 19,5 cm

Oprawa: miękka

Ilość stron: 488

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: