Joe Abercrombie, „Pół króla”

Joe Abercrombie, „Pół króla”


Recenzowała: Lucyna Markowska

Fantastyka jest jednym z tych gatunków, które najbardziej opornie reagują na zmiany. Jak zauważył kiedyś ironicznie A. Sapkowski: „Kto chce, niech zamknie oczy i na oślep wyciągnie rękę ku półce z książkami, niechaj wytaszczy z niej na chybił trafił jedną powieść fantasy. I niechaj sprawdzi. (…) Jest Dobry Król, z tronu i dziedzictwa wyzuty i próbujący je odzyskać, przeciw czemu są Siły Zła i Chaosu. Dobrego Króla wspiera Dobra Magia i Dobry Czarodziej, jak również zgromadzona wokół sprawiedliwego władcy Dzielna Drużyna Chwatów (…)”. Czy jednak ta sprawdzona formuła może jeszcze bawić? Czy jej potencjał nie wypalił się już w pełni w dwudziestym wieku? Joe Abercrombie nawet nie próbuje ukrywać, że jego powieść odcina się w jakiekolwiek sposób od dziedzictwa tradycyjnego fantasy. Wręcz przeciwnie, czerpie z dorobku kanonicznych już twórców pełnymi garściami, jak to tylko możliwe. A co najważniejsze: robi to naprawdę ze smakiem.

Można by w tym miejscu jeszcze zażartować, iż tak jak niegdyś dzielono fantastykę na przed i po Tolkienie, tak samo teraz powinniśmy mówić o przed i po – Martinie. Już na pierwszy rzut oka widać bowiem w „Pół królu” liczne nawiązania do twórczości amerykańskiego twórcy. Główny bohater, Książe Yarvi, jest nazywany Pół-Mężczyzną ze względu na wrodzone kalectwo – zniekształconą dłoń. Nie mogąc przez to zostać wojownikiem, młodzieniec ćwiczy swój spryt, aby objąć funkcję ministra (zawodowego doradcy króla i jednocześnie zielarza, znawcy języków i ogólnie uczonego w stylu martinowskich maestrów). Niestety, los chce, by zamiast spokojnego życia przyszło mu stanąć w pojedynku o Czarny Tron. To niewygodne, ale wielce cenne krzesło jest obiektem pożądania wszystkich jego krewnych, mentorów, a nawet przyjaciół, którzy nie cofną się przed niczym (włącznie z zabójstwem bliskich), aby osiągnąć swój cel. Gdzieś w tyle przewija się wątek elfów, jako prastarej cywilizacji, która upadła i teraz jest tylko legendą, ale zostawiła po sobie liczne artefakty. Wszyscy bohaterowie są zaś jednakowo moralnie szarzy, skupieni na własnym przetrwaniu i gotowi nawet odrzucić człowieczeństwo, jeśli sparaliżuje ich strach lub ogarnie zwątpienie.

Paradoksalnie to punkt, w którym „Tolkien spotyka się z Martinem” jest największą siłą powieści. Mamy bowiem formułowanie drużyny śmiałków, która jest gotowa pomóc Yarvi’emu odzyskać utracone dziedzictwo i przywrócić stary porządek. Ze względu jednak na liczne przywary (i nie zawsze honorową przeszłość) daleko im do członków Bractwa Pierścienia. Sam Yarvi jest młodzieńcem o bardzo złożonej osobowości. Potrafi być okrutny, miewa kompleksy, to zaskakuje przejawami geniuszu, to współczuciem, to znowu kompletną obojętnością. Wątpliwe by dogadał się z Aragornem, wciąż jednak budzi ogromną sympatię czytelnika. Podobnie jak jego drużyna: mamy mrocznych wojowników o tajemniczej przeszłości, drobnych złodziejaszków, poczciwych osiłków i panią nawigatorkę (przekwalifikowaną na przymusowego zwiadowcę). Wszyscy są ciekawi, wiarygodni i przede wszystkim bardzo ludzcy. Rozumiemy ich motywację, a czasami nawet wątpliwe moralnie decyzje, wynikające ze zwykłej bezsilności.

Na pochwałę zasługuje również opis przeprawy przez śnieżne krainy i ucieczki przed wrogiem. Ile już tego w fantasy było! Ho ho! Joe Abercrombie udowadnia jednak, że motyw morderczej wędrówki dalej można opisać emocjonująco, i nawet wiecznie marudzący, znudzeni odbiorcy (jak ja) dadzą się jeszcze zahipnotyzować fantastycznej przygodzie. Będzie trud i znój, będą rany i powracające pytanie: czy w ogóle warto? Góra Przeznaczenia przecież daleko, wrogów bez liku, a całą wyprawę z każdej chwili i tak szlag może trafić. Mimo to trzymamy kciuki i wciąż kibicujemy protagonistom, aby dobro wreszcie zatriumfowało.

Powieść „Pół król” to tak przyjemna lektura, że pochłonęłam ją w jeden wieczór (niespełna trzy godziny). Tak właśnie powinno pisać się tradycyjne, lekkie fantasy, które nie udaje, że zamierza zrewolucjonizować gatunek, ale doskonale wpisuje się w dokonania poprzedników, a jednocześnie wciąż wnosi coś od siebie. Jeśli podobnie jak ja zaczynacie się zastanawiać, czy da się coś jeszcze wycisnąć z tegoż utartego schematu, który bardzo dobitnie podsumował Sapkowski, Joe Abercrombie przekona Was, że jak najbardziej! Nawet tę samą opowieść wciąż bowiem można odtworzyć porywająco. I właśnie taka sztuka udała się brytyjskiemu autorowi. Dlatego chętnie poszukam pozostałych jego powieści, gdy tylko najdzie mnie ochota na prawdziwe, dobre fantasy „jak za starych lat”.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Tytuł: Pół królaPół króla

Tytuł oryginału: Half a King

Autor: Joe Abercrombie

Tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz

Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
ISBN:
978-83-7818-671-7
Liczba stron: 398
Cena: 34,90zł
Data wydania: Poznań 2015

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: