Raymond E. Feist, „Gniew szalonego boga”

Raymond E. Feist, „Gniew szalonego boga”


Autor: Anna Perzyńska

Zakończenie wielkiej rozgrywki

 

Wiesz, jak się gra w szachy... czasami trze­ba poświęcić jakąś figurę!

– Masashi Kishimoto

Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów „Gniewu szalonego boga” pomyślałam, że to Feist jest szalony, po skończeniu lektury byłam pewna, że tak właśnie jest. Szalony i genialny, w każdej kolejnej książce potwierdzający, że nie bez powodu uznaje się go za mistrza fantastyki przygodowej. Z niecierpliwością czekałam na pojawienie się ostatniego tomu tej trylogii, zwłaszcza że końcówka „Wyprawy do Imperium Mroku” (część druga) pozostawiła mnóstwo pytań bez odpowiedzi.

W trzecim tomie „Wojny Mroku” oba światy – Midkemia i Kelewan – stają przed realnym zagrożeniem przychodzącym ze świata Dasatich. Jego Mroczność, sycący się energią życiową bóg Dasatich, jest już gotowy do planowanej inwazji. Kości zostały rzucone, a Wojownicy Śmierci i Kapłani Śmierci szykują się do przejścia przez szczeliny łączące obie rzeczywistości. Imperium Tsuranich nie ma szans odeprzeć wroga nie tylko silniejszego, lecz także dysponującego znaczną przewagą liczebną. Zamęt sieje też Leso Varen, nekromanta, który tym razem ukradł ciało Wielkiego (maga Tsuranich). Jak to u Feista bywa, historię ową poznajemy z perspektywy wielu bohaterów, wydarzenia dzieją się jednocześnie w kilku krajach, na trzech światach i dwóch poziomach rzeczywistości.

Od dawna fascynuje mnie zdolność Feista do łączenia wątków i odsłaniania kolejnych zagadek stworzonego przez siebie uniwersum. Fascynujące biografie postaci, takich jak Macros Czarny, Pug czy Nakor, z tomu na tom stają się coraz bardziej zrozumiałe. Wiele wydarzeń przedstawionych w poprzednich częściach widzimy w zupełnie nowym świetle. Autor nie zapomina również o wprowadzaniu nowych bohaterów – aby mogli w kolejnych historiach zająć miejsce tych, którzy stanęli przed obliczem Lims Kragmy, bogini śmierci. Poza tym odkrywa też kolejne fragmenty historii Wojen Chaosu, Valheru i odwiecznej walki z Bezimiennym o równowagę we wszechświecie.

„Gniew szalonego boga” nie różni się zbytnio od innych książek Feista. Jest tu miejsce na humor, ironię, akty bohaterstwa, poświęcenie, filozoficzne rozmyślania, walkę i sztuczki. Częste odwołania do gry w szachy – w które namiętnie grywa i Kaspar z Olasko, i generał z Novidiusa – są swoistym kluczem do odczytania działań Konklawe cieni. Jak w życiu – czasami trzeba podejmować trudne decyzje. Najbardziej chyba cenię Feista za to, że choć jego książki są fascynujące, pomysły niesamowite, a połączenia wątków zaskakujące, nie ucieka się on do prostej zasady, każącej autorom z dobrych bohaterów robić złych – co nie znaczy, że stworzone przez niego postacie są czarno-białe. Nie. Po prostu efekt zaskoczenia można uzyskać również w inny sposób. Chwała wszystkim bogom wszystkich światów, że są jeszcze pisarze rozumujący w ten sposób!

„Gniew szalonego boga” zakończył sagę „Wojny Mroku”. Pozostaje tylko czekać, aż wydawnictwo podejmie się wydania dwóch kolejnych serii opowiadających o tym uniwersum. (Najwyższy czas, aby fani z Polski mogli zapoznać się z zakończoną sagą „Demonwar”). Nie ukrywam również, że chętnie przeczytałabym wciąż niewydane tomy (dwa z czterech) należące do „Dziedzictwa Wojny Światów” oraz „Legendy Wojny Światów”. Tymczasem pozostaje mi tylko powiedzieć – parafrazując Gombrowicza – że Feist wielkim pisarzem jest, i polecić wszystkim „Sagę Wojny Mroku”.

Autor: Raymond E. Feistgniew_szalonego_boga_qfant

Tytuł: Gniew szalonego boga

Data wydania: luty 2013

Wydawnictwo: Rebis

Pozostałe dane: Numer wydania: I

Język wydania: polski

Język oryginału: angielski

Ilość stron: 400

Tłumaczenie: Szmidt Robert J.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: