Rafał W. Orkan, „Dziki Mesjasz”

Rafał W. Orkan, „Dziki Mesjasz”


Intrygująca okładka i oryginalny tytuł, to moim zdaniem największy kapitał  autora, rozpoczynającego drogę twórczą. Oczywiście to, czy książka okaże się bestsellerem, zależy od wielu czynników. Jednakże, by miała na to jakiekolwiek szanse, musi być kupiona. Okładka jest przynętą, równie ważny co grafika jest tytuł.

Kupując książkę  nowego autora, decydujemy się na rozmowę z nieznajomym. Bo tym jest właśnie literatura, dialogiem czytelnika z autorem. Stephen King idzie o wiele dalej w tej metaforze, nazywając pisarstwo telepatią, czyli przesyłaniem do umysłów setek tysięcy, a czasem  nawet milionów, ludzi opowieści, obrazów, poglądów. Okładka i tytuł odgrywają rolę odzieży wierzchniej, która uzmysławia czytelnikowi, jakiej tematyki rozmowy ma się spodziewać, a przynajmniej taką funkcję powinny pełnić. Oczywiście niektóre okładki są niczym przechwałki erotomana gawędziarza, który nie ma zielonego pojęcia nawet o pocałunkach, ale to już inna sprawa.

W przypadku „Dzikiego Mesjasza” okładka jest obietnicą  mięsistej opowieści, magnetyzuje mrokiem podobnie jak „Głową w mur” - pierwsza cześć trylogii „Paramythia Vakkerby”, której niestety nie czytałem, ale zamierzam tę zaległość niebawem nadrobić. W środku znajdujemy dokładnie to, co zostało nam obiecane, a nawet więcej gdyż Fabryka Słów uraczyła nas kilkoma ilustracjami, które doskonale dodają smaku lekturze. Ale po kolei.

Akcja książki rozgrywa się w Vakkerby, mieście w którym słowa miłość, współczucie, sprawiedliwość nie mają żaądnego sensu. Liczy się przetrwanie, skakanie sobie po plecach, a przeważnie po trupach, byleby tylko znaleźć się o szczebel wyżej w kastowo zorganizowanej drabinie społecznej. Oblepione brudem dzielnice biedoty, w których grasują gangi nastolatków, kontrastują z domostwami zdemoralizowanej i podupadłej arystokracji. W świecie wykreowanym przez Orkana zabobony splatają się z zaawansowaną technologią. Tą ostatnią rządzi tajemniczy zakon Technomagów, który realizuje swoje cele, nie tłumacząc się z nich nikomu. Jego członkowie są zbyt zadufani w sobie i zapatrzeni w cel, by dostrzec siły, którym nie w smak być traktowanymi niczym bydło.

Prorok Gebneh, nazywany Dzikim Mesjaszem, ulubieniec tłumu, którego narkotyczna krew jest perwersyjnym afrodyzjakiem, obiecuje zaprowadzić raj na ziemi, gdy obejmie władzę. W jego najbliższej świcie znajdziemy najgorsze męty, na czele z uciszycielem (zawodowym mordercą z centaurzym rogiem na głowie), dla którego starcie z pięcioma ludźmi jednocześnie to igraszka. No i jest też tajemniczy Trębacz, mentor miasta.

Fabuła skonstruowana jest w niesamowicie przemyślany sposób. Autor kreuje ją za pomocą krótkich rozdziałów, które swoje nazwy biorą od postaci, grających w nich główną rolę. Wątki te, początkowo zupełnie ze sobą nie związane i wymieszane w z pozoru w chaotyczny sposób, stopniowo zmierzają po kursie kolizyjnym, by w finale spotkać się i zagrać swoimi bohaterami o śmierć.

Autor nie boi się eksperymentów. Wątki te mają nie tylko różnych bohaterów przewodnich, lecz także odmienne narracje. Nie spotkałem książki, w której tak zręcznie narracja trzecioosobowa, przeplatałaby się z pierwszoosobową, czas teraźniejszy, z przeszłym.

Nie mam także zastrzeżeń do jakości opisów. Są realistycznie mroczne, brutalnie barwne, wciągają czytelnika do wnętrza tego ponurego miasta, w którym nadzieje niosą fanatycy religijni i mordercy. Ta perspektywa zasmuciła mnie, tym bardziej że autor pozwala nam wejść do głów swoich bohaterów, poznać ich wypełnione gniewem umysły, które pchają ich do zbrodniczych aktów. Niektórzy z nich są już zmęczeni walką.

„Dziki Mesjasz” to prawdziwy orkan emocji. Pogardzałem łotrami, żal mi było ludzi przegranych, pragnąłem śmierci szaleńców. To świetna książka dla miłośników fantastyki, którzy po skończonej lekturze lubią porozmyślać. Znajdą w niej o wiele więcej niż barwną opowieść.  Bo jest to książką o historii degeneracji, na której ścieżkę może skierować człowieka obłąkany fanatyzm i rządza władzy. Ciekawe jak to się skończy. Czekam na ostatnią cześć trylogii, a ten czas umili mi „Głową w mur”, który już „leci” do mnie pocztą.

Autor:Rafał W. Orkandziki_mesjasz_qfant

Tytuł:Dziki Mesjasz

Data wydania:2009

Wydawnictwo:Fabryka Słów

Pozostałe dane:ISBN: 978-83-7574-134-6

EAN: 9788375741346

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: