Piper Kerman, „Dziewczyny z Danbury. Orange is the New Black”

Piper Kerman, „Dziewczyny z Danbury. Orange is the New Black”


Recenzowała: Katarzyna Tatomir

 

W momencie, kiedy piszę te słowa, Netflix wreszcie wypuścił wyczekiwany przeze mnie drugi sezon „Orange is the New Black”. Serial ten, który skradł serca rzeszy widzów, w tym i moje, opowiada o słodko-gorzkich perypetiach z odsiadki w więzieniu federalnym 30-letniej Piper Kerman. Kolejne odcinki ukazują codzienną walkę o przetrwanie filigranowej blondynki pochodzącej z klasy średniej, która nagle – przez głupi wybryk z przemytem sprzed 10 lat – znalazła się we wrogim otoczeniu pełnym kobiet z mniej uprzywilejowanych środowisk. O tym, że serial nakręcony został na podstawie autentycznych przeżyć pewnej Amerykanki – wiedziałam, ale że można te autentyczne przeżycia przeczytać, ponieważ zostały spisane w formie książki – dowiedziałam się dopiero wtedy, gdy natknęłam się w internecie na zapowiedź wydawnictwa Replika. Zauroczona produkcją telewizyjną, sięgnęłam po książkę i tak oto Piper Chapman, postać z serialu, stała się Piper Kerman  – żywą, istniejącą osobą, opowiadającą mi o przeżytych chwilach.

Kerman była w trakcie uwijania sobie spokojnego gniazdka z narzeczonym, kiedy jak grom z jasnego nieba spadło na nią wezwanie do sądu – została oskarżona o przestępstwo narkotykowe, popełnione, kiedy była szaloną, spuszczoną ze smyczy absolwentką uniwersytetu. Od tamtego czasu minęło 10 lat i Piper nigdy więcej nie popełniła żadnego czynu karalnego. Jednak wymiar sprawiedliwości w końcu położył łapsko na szajce przemytników narkotykowych i po nitce do kłębka dotarł także do jednorazowego pionka, jakim była Piper. Kara: 15 miesięcy pozbawienia wolności.

„Dziewczyny z Danbury” jest zapisem chwil spędzonych w kobiecym więzieniu. To pamiętnik dojrzałej kobiety, która z perspektywy czasu ocenia, jak ten pobyt ją zmienił i pozwolił na duchowy rozwój. W obiektywny sposób pokazuje, jak kulawo funkcjonował federalny system więzienny, na przykład marnując ogromne pieniądze na zajęcia, mające przygotować skazane na powrót do społeczeństwa, a będące oderwanym od rzeczywistości teoretyzowaniem.

I tu muszę podkreślić, że jako osoba, która najpierw obejrzała pierwszy sezon „Orange is the New Black”, nie umiem ocenić „Dziewczyn z Danbury” bez patrzenia przez pryzmat serialu. Przez to, przyznaję, jestem lekko zawiedziona. Liczyłam na kawał dobrej rozrywki, na prześmieszne perypetie próbującej się przystosować Piper i łapiące za serce chwile wzruszenia (no i może trochę na płomienne sceny lesbijskiego seksu). Książka jednak – chociaż napisana lekkim stylem i pełna sympatycznych momentów, zmuszających do myślenia – nie zawiera w sobie fabularyzowanych gagów i szalonych wydarzeń, których w serialu jest bez liku. Dlatego więc w porównaniu wypada trochę słabo – cóż, rzeczywistość zawsze jest mniej ciekawa od fikcji.

Jednakże zapominając na chwilę o produkcji Netflixu i oceniając książkę jako oddzielny utwór, nie sposób powiedzieć, że jest to pozycja zła. Piper Kerman miała na celu uświadomienie szerszej liczby osób w tym, jak tak naprawdę wygląda codzienność w kobiecym więzieniu, jakie kobiety do nich trafiają i jakie z nich wychodzą. I osiąga ten cel, otwierając oczy na wiele społecznych problemów, które zapewne nie znajdują się na pierwszym miejscu w zainteresowaniach przeciętnego człowieka. Zatem mimo że nie odnalazłam w książce potężnej dawki rozrywki, na którą czekałam, uważam „Dziewczyny z Danbury” za cenną pozycję, którą warto przeczytać, by przyjrzeć się trochę naszej rzeczywistości, w przerwie od „zatracania się” w fantastycznej fikcji.

Zarówno książkę, jak i serial gorąco polecam.

 

Korekta: Grzegorz Hammerunnamed

  • tłumaczenie Mateusz Fafiński
  • tytuł oryginału Orange is the New Black
  • wydawnictwo Replika
  • data wydania 10 września 2013
  • ISBN 9788376741932
  • liczba stron 360
  • kategoria biografia/autobiografia/pamiętnik
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: