Philip K. Dick „Oko na niebie”

Philip K. Dick „Oko na niebie”


Recenzował: Damian Drabik

„Oko na niebie” to debiutancka powieść genialnego wizjonera i autora science fiction Philipa K. Dicka. Nakładem wydawnictwa Rebis ukazała się właśnie w nowym, odświeżonym wydaniu, opatrzonym znakomitymi ilustracjami Wojciecha Siudmaka, którego twórczość już od jakiegoś czasu znaczy kolejne wznowienia powieści Amerykanina. W kontekście samego wydania warto też wspomnieć o interesującej, analitycznej przedmowie Marka Oramusa, którą jednak najlepiej zostawić sobie na koniec z dwóch powodów. Po pierwsze – zdradza ona fabułę i może zwyczajnie popsuć radość płynącą z lektury, po drugie – Oramus wskazuje na wszystko, co w „Oku na niebie” już przestarzałe i anachroniczne; niekoniecznie warto wyrabiać sobie spojrzenie na powieść Dicka jeszcze przed jej przeczytaniem.

Fabuła rozgrywa się wokół grupki bohaterów, którzy ulegają nieszczęśliwemu wypadkowi w czasie zwiedzania tak zwanego bewatronu. Cała ósemka traci przytomność. Ich ciała pozostają rzucone na ziemię, lecz umysły w niewyjaśniony sposób znajdują się we wspólnej projekcji. A w zasadzie umysły wszystkich znajdują się w projekcji jednego z nich. Nim pozostali zdadzą sobie z tego sprawę, zdąży wydarzyć się wiele dziwnych rzeczy.

„Oko na niebie” to surrealistyczna jazda bez trzymanki. Jest tu trochę niepokojącego Kafki, ale i fascynującego w swych niesamowitych wizjach Dalego. Dicka wyraźnie ponosi wyobraźnia. Czasem zdarza mu się trzymać pewnych wyznaczonych granic, by niekiedy całkowicie je przekroczyć, rzucając czytelnika w samo centrum chaotycznych wydarzeń, gdzie nic już nie jest jasne. Wariacje na temat komunizmu, religijnego fanatyzmu, politycznych teorii spiskowych, paranoicznych obaw przed światem, antysemityzmu. To tematy, do których Dick będzie regularnie powracał. Tutaj miesza je ze sobą, tworząc wręcz przerażające obrazy rozłożone na cienkiej warstwie dzielącej jawę od snu.

Nieprzypadkowe są porównania „Oka na niebie” z późniejszą powieścią Dicka „Ubik”. W obu przypadkach bohaterowie niejako „zapadają się w sobie”, a ich świadomości próbują przetrwać w niestałym fikcyjnym świecie. „Ubik” to jednak literacki majstersztyk, zarówno formalnie, jak i treściowo dopracowany do granic możliwości. Tymczasem w „Oku na niebie” da się wyczuć jeszcze pewne braki. Choć debiut Amerykanina wciąga bez reszty, to jednak ostatecznie pozostawia po sobie wielki niedosyt, tak jakby w finalnym rozrachunku niewiele z tej treści wynikało, a sam Dick nie do końca wiedział, jak to wszystko skończyć. Odnoszę wrażenie, że autorowi bardziej zależało na doraźnym poruszeniu wymienionych problemów, z bezzasadnym oskarżaniem o sympatyzowanie z komunizmem na czele, niż na rozwinięciu samej fabuły, która stanowiła jedynie pretekst. Być może to niesłuszne odczucie, ale znając późniejszą twórczość Amerykanina, po jego literackim debiucie spodziewałem się znacznie więcej. Nie ulega jednak wątpliwości, że wielu współczesnych pisarzy pretendujących do miana autorów science fiction mogłoby się mnóstwo nauczyć nawet z tak krótkiej i jeszcze nie w pełni dopracowanej powieści Philipa K. Dicka.

Korekta: Grzegorz Hammer

SERIA: s-f oko-qfant
PRZEKŁAD: Katarzyna Mioduszewicz
OPRAWA: płótnopodobna z obwolutą
ISBN: 978-83-7818-577-2
WYDANIE: 1 (2015)
LICZBA STRON: 296
FORMAT: 150x225

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: