Philip K. Dick, „Człowiek z Wysokiego Zamku”

Philip K. Dick, „Człowiek z Wysokiego Zamku”


Recenzja: Katarzyna Tatomir

Alianci nie wygrali II wojny światowej. Światem rządzi Japonia i Niemcy – i zbyt kolorowo to nie wygląda. O ile Amerykanie pod panowaniem Japonii mają się jeszcze w miarę dobrze, o tyle na przykład Afryka została kompletnie zdewastowana przez niszczące wszystko Niemcy, które na Żydach nie skończyły swojej radosnej misji czyszczenia planety z plugastwa...

Fan historii alternatywnych, uwielbiający rozmyślać „co by było gdyby…”, znajdzie dla siebie w „Człowieku z Wysokiego Zamku” mnóstwo smakowitego materiału. Jak bardzo zmieniłby się świat, gdyby Japonia i Niemcy nie przegrały II wojny światowej? Jak przeobraziłyby się stosunki społeczne, jak wyglądałaby kultura? A może ogólne warunki życia wcale nie byłyby takie odmienne od tych, które znamy?

Nie można jednak pozostać na poziomie samego gdybania, jeżeli chce się wyciągnąć z Dicka to, co najlepsze. Wszak historia alternatywna w „Człowieku z Wysokiego Zamku” to tylko przyczynek do głębszych treści, poważnych idei i szalonych konceptów – czyli tego, co czyni z tego pisarza geniusza SF (aczkolwiek w tej powieści żadnego SF nie uświadczysz).

Prawda i fałsz – jeden z ulubionych tematów Dicka – ukazany został w całej okazałości. Przewija się w powieści od samego początku, zarówno na poziomie ogólnej idei, jak i w wątkach – zdawałoby się – banalnych. Japończycy fascynują się sztuką amerykańską, mają bzika na punkcie starych zegarków z Myszką Miki i historycznych broni – stąd oczywiście pojawiają się przynoszące zysk podróbki. Podrobieni są też niektórzy bohaterowie – identyfikują się fałszywymi imionami, udają kogoś, kim nie są. I nieprawdziwa wreszcie jest rzeczywistość, chociaż może „nieprawdziwa” to nie najlepiej oddające sytuację słowo. No właśnie, prawda – pojęcie tak względne i niepewne, skoro rzeczywistości może być wiele, a ta, w której się znajdujemy, jest niepokojąco obca, „nieswoja”.

Bohaterowie zaczytują się w powieści „Utyje szarańcza”, w której Hawthorne Abendsen, tytułowy człowiek z Wysokiego Zamku, przedstawia jeszcze inną historię. W jego powieści Niemcy i Japonia jednak wojnę przegrały, ale nie jest to świat czytelnika, nie jest to nasz świat – Dick w tej „powieści w powieści” przedstawia jeszcze inne losy historii, jeszcze inną rzeczywistość.

Jest więc świat bohaterów „Człowieka z Wysokiego Zamku”, jest też świat z „Utyje szarańcza”. Co z naszym światem? Jaką pozycję zajmuje wobec nich? Czy jest bardziej prawdziwy?

Wreszcie mamy I-Ching, chińską Księgę Przemian, która w pewnym sensie... napisała „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Dick wróżył z I-Ching i prowadził wątki we wskazanym przez nią kierunku. Nie wystarczy jednak patrzeć na tę metodę jak na ciekawostkę i eksperyment pisarski. Refleksje, jakie może ten fakt wywoływać, mogą być przeróżne, tak jak i interpretacje powieści jako całości. Dla mnie „Człowiek z Wysokiego Zamku” to powieść o literaturze i bytach, które literatura, cała sztuka, tworzy. Dla kogoś innego będzie refleksją o wolnej woli i przeznaczeniu, wyborze i predestynacji, a inni znajdą w niej ważne uwagi o naturze człowieka.

Niewiele się minę z prawdą, gdy napiszę, że każda powieść Dicka jest o tym samym, dotyka tych samych problemów i zajmuje się taką samą problematyką, a jednak za każdym razem zagadnienie pokazane jest z nowej strony. Dick zaskakuje, mimo że cały czas obraca się wokół wiecznie męczących go idei, i z powodzeniem zaraża tymi ideami czytelnika.

 

Korekta: Iga Pączek

Tytuł Człowiek z Wysokiego Zamkuczlowiek-z-wysokiego-zamku-qfant
Tytuł oryginalny The Man in the High Castle
Data wydania 3 sierpnia 2011
Autor Philip K. Dick
Przekład Lech Jęczmyk
Wydawca Rebis
ISBN 978-83-7510-568-1
Format 336s. 150×225mm; oprawa twarda

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: