Peter Watts, „Behemot”

Peter Watts, „Behemot”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

            Peter Watts to fenomen.  W jego przypadku sprawdza się powiedzenie: żaden prorok w swoim kraju. Zanim bowiem został zauważony na świecie, zyskał sobie entuzjastyczne grono fanów u nas, w Polsce, dzięki powieści „Ślepowidzenie”, która ostatnio doczekała się trzeciego wydania. Na fali popularności Wattsa po jego inne książki sięgnęło wydawnictwo Ars Machina. Konkretnie − po trylogię ryfterów, której zwieńczenie – „Behemot” – ukazało się całkiem niedawno i jest przedmiotem niniejszej recenzji.

            Minęło pięć lat odkąd korpy oddały pola behemotowi i uciekły w głębiny. Podczas gdy epidemia dziesiątkuje Amerykę, jej najbardziej wpływowi mieszkańcy żyją w niechętnej symbiozie z grupą ryfterów, która odnalazła podmorski azyl i podporządkowała sobie jego mieszkańców. Jednak konflikt wisi w powietrzu, a w końcu dochodzi do krwawych starć między zwaśnionymi grupami. Niespodziewane zagrożenie nadciągające z zewnątrz w porę studzi emocje i doprowadza do zawieszenia broni. Psychopata Ken Lubin i dręczona wyrzutami sumienia − Lenie Clarke − ruszają na ląd, w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak.

            Czytając „Rozgwiazdę”, pierwszy tom cyklu, przeżywałem coś, co nazywam syndromem „Mistrza i Małgorzaty”. W skrócie znaczy to tyle, że niemal wszyscy czytelnicy pieją w zachwycie nad książką, w której ja nie widzę nic szczególnie interesującego. Owszem, doceniam pomysł i w ogóle, ale za najciekawszy fragment „Rozgwiazdy” uważam przedmowę autora, co chyba nie świadczy najlepiej o samej książce. Na szczęście w drugim tomie w końcu zaczyna się coś dziać, zaczyna być nieco ciekawiej. Watts poszedł dalej tym tropem i w efekcie „Behemot” prezentuje się nieporównywalnie lepiej od swych poprzedniczek.

            Jakie są tego przyczyny? Może fakt, że główna bohaterka od początku mi nie podchodziła. W „Behemocie” wprawdzie budzi moją niechęć jeszcze bardziej (przez gruntowną zmianę nastawienia staje się rozlazła i bezbarwna), ale za to większego znaczenia nabierają traktowane do tej pory − nieco po macoszemu − wątki Kena Lubina i Achillesa Desjardinsa.

            Zwłaszcza historia tego drugiego robi wrażenie – cała jego skomplikowana droga życiowa okazuje się być zdeterminowana przez uświadomioną jeszcze w dzieciństwie − skłonność do seksualnego sadyzmu. Watts za pomocą historii Desjardinsa zdaje się sugerować, że to poczucie winy czyni nas ludźmi i niejako skłania do swoistego zadośćuczynienia społeczeństwu naszych wad, wstydliwych słabostek. Nawet, jeśli to społeczeństwo nie zdaje sobie z nich sprawy, bo trzymamy je na uwięzi – grunt, że wstydzimy się sami przed sobą swych myśli i skłonności, które w naszych oczach przepoczwarzają nas w monstra. Oczywiście nie trzeba być od razu seksualnym sadystą ani innym zboczeńcem, w „Behemocie” mamy podany dość skrajny przykład, ale sądzę, że można pokusić się o sformułowanie takiego ogólnego wniosku, który da się przenieść również na inne sfery życia. Zgodnie z najlepszymi fantastycznymi tradycjami literackimi, autor w pewnym momencie wykopuje bohaterowi stołek spod nóg pozbawiając go sumienia, czym najpierw wyprowadza go z równowagi, by ostatecznie zupełnie odwrócić go na nice. Obserwacja, w jaki sposób człowiek działający przez całe życie na rzecz większego dobra zmienia się w psychopatę-hedonistę folgującemu do woli swym okrutnym skłonnościom, to, trzeba przyznać, całkiem smakowity literacki kąsek.

            „Behemot” to solidne zwieńczenie interesującego cyklu, który docenią zwłaszcza zagorzali miłośnicy hard science fiction, tym bardziej, że ta odmiana naszego ulubionego gatunku nie jest ostatnimi czasy preferowana przez wydawców. Innym może spodobać się z kolei postapokalipbehemot_qfanttyczny wymiar „Behemota”, niektórych przyciągnąć do cyklu może szorstka postać niezwyciężonego Kena Lubina. Choć nie jest to literatura dla wszystkich, to Peter Watts może liczyć w Polsce na stałe i dość liczne grono czytelników, którzy wezmą w ciemno, co tylko napisze. O czym więcej może jeszcze marzyć pisarz?

  • Tłumaczenie: Dominika Rycerz-Jakubiec
  • Tytuł oryginału: βehemoth
  • Cykl: Ryfterzy
  • Wydawnictwo: Ars Machina
  • Data wydania: 6 marca 2013
  • ISBN: 9788363523046
  • Liczba stron: 530

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: