Paweł Jaszczuk, „Akuszer śmierci”

Paweł Jaszczuk, „Akuszer śmierci”


Recenzowała: Maryla Kowalska

                Mówi się, że dziennikarze śledczy powinni mieć „nosa”. Jakub Stern może być ze swojego dumny: gdy przychodzi odebrać swój nowy garnitur od krawca Szczęściarza, zastaje tylko zimnego trupa wiszącego nad zdjęciem małej dziewczynki. Samobójstwo wuja zrozpaczonego po zaginięciu ukochanej podopiecznej? Być może. Stern ostrożnie bada tropy. Gdzie podziała się kilkuletnia Leia? Czy rozpacz Szczęściarza, znanego z brutalności wobec dziecka, nie była przypadkiem powodowana wyrzutami sumienia? Na drugim końcu Lwowa jego koleżanka z redakcji, Wilga de Brie, zaczyna pisać artykuł o zwłokach niemowlęcia znalezionych w rynsztoku i owiniętych drewnianym różańcem. Zanim na dobre zdąży się rozpisać, do redakcji dociera informacja o kolejnym, podobnym makabrycznym znalezisku…

„Akuszer…” wykorzystuje najlepsze chwyty, jakie kryminał może zaoferować swoim czytelnikom. Przede wszystkim akcja rozgrywa się w latach trzydziestych, które same w sobie były bardzo barwne i w literaturze często wspominane są z nostalgią. W czasach, gdy policjant i zbrodniarz mieli równe szanse, posługując się wyłącznie inteligencją i sprytem, a nie wymyślną technologią, polowanie na mordercę mogło zmienić się w osobistą rozgrywkę. Dodatkowo miejsce akcji, przedwojenny Lwów, potęguje niezwykłą atmosferę powieści. Brukowane ulice pełne dorożek i kamienice zamieszkałe przez lokatorów różnej narodowości i profesji sprawiają, że strona socjologiczna „Akuszera…” jest równie porywająca jak wątek kryminalny. Opisy otoczenia i bohaterów, rozmawiających często kuriozalnym dla współczesnych językiem będącym mieszaniną jidysz, niemieckiego i polskiego, okraszonych różnorodnymi gwarami sprawiają, że o powieści zaczyna się myśleć raczej w kategoriach filmowych: dźwięków, kolorów i plenerów. Jednym słowem, wprost nie można się nachwalić dekoracji, w których rozgrywa się akcja kryminału. A co z samą zbrodnią?

Przypomina ona brylant o wielu fasetach, z których każda osobno przyciąga uwagę. Jednocześnie należy pamiętać, że wszystkie razem tworzą jeden klejnot. Podobnie jest z intrygą „Akuszera…”. Z jednej strony mamy do czynienia z wieloma zagadkami, a trupy padają jak domino… choć z początku tego nie widać. Urok powieści leży przede wszystkim w fakcie, że tak naprawdę mamy do czynienia z dwoma mordercami, dwoma sprawami i dwoma detektywami… jeśli nie liczyć wielu morderstw, o których bohaterowie czytają lub rozmawiają. Która sprawa zainteresuje Was bardziej i po czyjej stronie zechcecie się opowiedzieć? To już zależy od Was. Zapewniam jednak, że bez względu na wybór, jakiego dokonacie, czas spędzony nad „Akuszerem…” będzie świetnie wykorzystany.

Pomimo, że „Akuszer…” jest trzecim tomem „serii lwowskiej” Jaszczuka, nie czułam się rzucona na głęboką wodę. Książka jest spójna wewnętrznie i można ją spokojnie czytać w oderwaniu od poprzednich tomów. Jednocześnie nawiązania do przeszłości bohaterów i ich skomplikowane relacje zachęcają do sięgnięcia po „Plan Sary” i „Marionetki”. Sami bohaterowie zaś stanowczo są warci uwagi, szczególnie zaś postacie drugoplanowe, stworzone wyłącznie na potrzeby „Akuszera…”. Szczególną uwagę zwraca chatrak Mosze Halewi, typowy przykład umiejącego się w życiu ustawić cwaniaczka, gotowego do pomocy każdemu, kto ma wypchany portfel. Ta dwuznaczna, świetnie wykreowana postać zapada w pamięć na długo, wzbudzając jednocześnie sympatię, politowanie i zgorszenie.

                Zdecydowanie polecam „Akuszera śmierci” wszystkim zagorzałym „kryminalistom”; tym bardziej, jeśli mają sentyment do zagadek z przeszłości i lat międzywojennych.

Korekta: Grzegorz Hammerakuszer-smierci-164169

  • Autor: Paweł Jaszczuk
  • Tytuł: Akuszer śmierci
  • Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • ISBN: 978-83-7839-608-6
  • Format: 125 mm x 195 mm
  • Liczba stron: 304

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: