Orson Scott Card, „Złodziej Wrót”

Orson Scott Card, „Złodziej Wrót”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

Orson Scott Card staje się ostatnimi czasy coraz bardziej młodzieżowy, jakby starał się dorównać swojemu okładkowemu zdjęciu, nie zmienianemu od ubiegłego milenium. Może faktycznie jest tak, jak mówi mój ojciec, że to ja niby się starzeje, a on to z roku na rok jest coraz młodszy. Wszystko fajnie, dopóki nie prowadzi to do zdziecinnienia. Jak daleko w swej młodzieżowości posunął się Card w „Złodzieju Wrót”, drugiej części cyklu „Magowie Mitheru”?

                Danny stworzył Wielkie Wrota i pokonał Złodzieja Wrót. Od tej pory wszystko ulega zmianie, nie ma już mowy o anonimowości i normalnym życiu. Mimo to chłopak wraca do suszłackiej szkoły i próbuje zachowywać pozory, jednocześnie obmyślając z przyjaciółmi strategię postępowania z Rodzinami, by nie dopuścić do wojny. Tymczasem na Westilu Klucha przygotowuje zemstę na Bexoi, choć przede wszystkim martwi się o losy świata, a właściwie światów. Silny, lecz niedoświadczony Danny jest bowiem atrakcyjną zdobyczą dla tajemniczych magów Bela, a Klucha może zrobić naprawdę niewiele w tej sprawie.

                Mam wrażenie, że Card nie może się zdecydować, czy pisze powieść dla młodzieży 11+, czy już young adult. Z jednej strony mamy bohatera, który zaczynał jako chłopiec, a teraz wchodzi w okres dojrzewania. Mamy wiele dość naiwnych wątków i rozwiązań, ale ciekawy system magii. Mamy niezłą, całkiem interesującą fabułę fantasy, ale także wątek licealny z mocno eksponowaną kwestią romansową. Wychodzi z tego taki miszmasz, paranormal romance dla chłopców. Brzmi to jak oksymoron. Autor chyba chciał zagarnąć jak największy target i przez to wyszedł mu zbyt szeroki rozkrok. Oby nie okazało się, że próbował złapać za ogon zbyt wiele srok i w efekcie nie utrzymał żadnej.

                Przyszło mi zatem zaciskać zęby za każdym razem, kiedy Danny walczył z pożądaniem i odtrącał awanse lecących na niego pustych dziewczyn, jęcząc przy tym, że to na pewno bierze się stąd, że jest nordyckim bogiem i zapewne nic je nie obchodzi to, jakim jest człowiekiem. Mógłby je w końcu wszystkie wykorzystać na ich własne życzenie, ale nasz główny bohater nie chce być jak jego przodkowie, którzy skakali z kwiatka na kwiatek, a ich drogę znaczyło stadko bękartów. Doprawdy wzruszające i godne naśladowania podejście, ale jest to dość nudne i męczące do czytania, chyba że jest się nastolatką w wieku gimnazjalnym. Danny w końcu pęka i nie dość, że ląduje w łóżku z niewłaściwą dziewczyną, to jeszcze okazuje się ona nie być wcale dziewczyną... a przynajmniej nie do końca. Ale nie będę się już rozwijał, żeby nie zdradzić za wiele. Nie jest to w każdym razie żadna kobieta z brodą.

                Na szczęście Rodziny dbają o to, żeby bycie durnym nastolatkiem nie zajmowało Danny’emu całej książki. Udają uległość, by dostać się do Wrót i zwielokrotnić swoją moc, ale czekają tylko na potknięcie chłopaka, by go zdradzić i zyskać przewagę nad pozostałymi Rodzinami. Podobnie jak Danny, nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie wiąże się z istnieniem Wielkich Wrót. Zbyt dużo czasu upłynęło, by pamiętali straszliwych magów Bela. Zapatrzeni w siebie i niedoinformowani mogą doprowadzić do swojej zagłady. A Klucha, który ma niezbędne informacje, ociąga się z pełnym wtajemniczeniem młodszego kolegi, nie chce odsłaniać wszystkich kart. Cóż, prawdopodobnie będzie jeszcze tego żałował.

                Pierwszy tom cyklu był w moim odczuciu lepszy niż „Złodziej Wrót”. Wynika to z nieodpowiadającego mi rozłożenia akcentów, który jednak może podobać się innym czytelnikom, a czytelniczkom zwłaszcza. Książka godna polecenia dla nastoletniej, trochę starszej młodzieży, w której wątki szkolno-romansowe nie wzbudzają zażenowania oraz ewentualnie dla fanów twórczości Carda, ale takich, którzy potrafią swojemu ulubionemu pisarzowi wiele wybaczyć.

Korekta: Aleksandra Żurek

Zlodziej wrot

  • tłumaczenie Tomasz Wilusz
  • tytuł oryginału The Gate Thief
  • wydawnictwo Prószyński i S-ka
  • data wydania 20 marca 2014
  • ISBN 9788378397236
  • liczba stron 440
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: