Orson Scott Card, „Cień Endera”

Orson Scott Card, „Cień Endera”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

Pierwsze sequele „Gry Endera” dzieliły od pierwowzoru około trzy tysiące lat, poza tym różniły się też od niego dość znacząco na wielu innych płaszczyznach. Nic dziwnego zatem, że Card w końcu dostrzegł potencjał bezpośredniej kontynuacji dotyczącej wydarzeń po wojnie z Formidami, na ponownie podzielonej Ziemi. Tak pod koniec lat 90. narodził się cykl „Saga Cienia”, którego głównym bohaterem jest Groszek. Co ciekawe, jego pierwszy tom – „Cień Endera” – w znacznej mierze pokrywa się chronologicznie z „Grą…”. Jakie są tego następstwa, jakie wynikają z tak przyjętej formy zagrożenia, pułapki, ale i niewątpliwe zalety?

Nie wszyscy uczniowie Szkoły Bojowej rekrutowani są poprzez odbieranie rodzinom ich najbardziej uzdolnionych dzieci. Powołaniem siostry Carlotty jest wyszukiwanie genialnych dzieci tam, gdzie nie rozciągają się macki Międzynarodowej Floty – na ulicach w biednych dzielnicach dużych miast. Takim właśnie ulicznikiem codziennie ocierającym się o śmierć głodową jest Groszek. Jak się jednak okazuje, nie jest on zwyczajnym chłopcem nawet w kategoriach elitarnej Szkoły Bojowej. Nie jest nawet normalnym człowiekiem. Czy stanie to na przeszkodzie jego błyskotliwej szkolnej kariery? W jakich okolicznościach mały Groszek zostanie prawą ręką Endera i walnie przyczyni się do ostatecznego zwycięstwa nad Robalami?

Na pierwszy rzut oka napisanie tego typu książki wygląda na chwyt czysto komercyjny – takie trochę autożerowanie na sławie swojego największego dzieła. „Cień Endera” jednak sam w sobie niemal dorównuje swojemu starszemu bratu. Z jednej strony mamy do czynienia z tą samą historią, wiemy jak się skończy, znamy puentę i kluczowe zwroty akcji. Card potrafi jednakże z tego wszystkiego uczynić zaletę. Nie próbuje trzymać czytelnika, który już wie co się stanie, w sztucznej niepewności, ale prawie od samego początku wykłada wszystkie karty na stół i przenosi historię na zupełnie inną płaszczyznę – za kulisy.

Jest to możliwe dzięki odpowiedniej kreacji Groszka, który w „Grze…” był po prostu najmniejszym i najbardziej błyskotliwym członkiem jeeshu Endera, w krytycznej sytuacji jego ewentualnym zastępcą. Ender zajmował swoją osobowością zbyt wiele przestrzeni, by w powieści mu przeznaczonej, znalazło się miejsce dla drugiego ważnego chłopca. A Card doskonale to czuje i potrafi bezbłędnie zagrać tą kartą. Konfrontując Groszka z Enderem, pokazuje nie tyle niedoskonałości tego drugiego, ile jego inne oblicze, czy może raczej pogłębia zrozumienie jego działań. Ender jest bowiem wybitny, ale Groszek przewyższa go pod każdym względem, który można zmierzyć z pomocą testów. I w tym ostatnim tkwi haczyk. Groszek jest zimnym, analitycznym umysłem, koledzy go szanują (kiedy już poznają jego możliwości), ale nie darzą szczególna sympatią. Ender nie opiera się na twardych danych, ale na własnych ocenach, często opartych o odczucia, a nie jakąś głęboką analizę. W pewnych kwestiach okazuje się być wręcz zaskakująco niefrasobliwy. Wydaje się być jedyną osobą w szkole, która nie słyszała o osiągnięciach Groszka, co tego drugiego niezmiernie irytuje – dla Endera jest po prostu najmniejszym ze starterów w jego armii. Tym razem jego renoma bystrzaka nie wystarczy, musi udowodnić w praktyce, że zasługuje na szacunek. Szacunek jedynej osoby, na której zdaniu mu zależy.

W tym leży siła Endera – ludzie go kochają. Nie wszyscy oczywiście. Groszek próbuje nawet rozgryźć fenomen Wiggina i rozpytuje wśród jego przyjaciół, co właściwie w nim widzą. Nie są oni jednak w stanie udzielić mu satysfakcjonującej odpowiedzi. Jak dość kulawo tłumaczy jeden z nich, sprawa jest prosta – dobrzy go kochają i dążą do zdobycia jego aprobaty i przyjaźni, źli bezinteresownie i równie gorąco nienawidzą.

Jak widać, „Cień Endera” to nie tylko określenie Groszka, ale i całej opowieści, która toczy się właśnie w cieniu tego kultowego bohatera. Nawet Groszek w końcu wchodzi w jego orbitę i okazuje się, że i jemu jest tam całkiem dobrze. Sam chłopiec, dzięki zupełnie nieświadomemu wpływowi, jaki Ender roztacza wokół siebie, zmienia się. Początkowo zimny, wyrachowany indywidualista, pogardzający wszystkimi gorszymi od siebie (czyli właściwie wszystkimi w ogóle), z czasem dostrzega i docenia wagę współpracy i przyjaźni (poboczny wątek jego niespodziewanej przyjaźni, z dość przeciętnym jak na realia Szkoły Bojowej chłopcem, dostarcza mocnych wzruszeń), zachowując jednak przy tym odporność psychiczną, której w pewnym momencie Enderowi zaczyna brakować, oraz swoje niesamowite zdolności umysłowe. Za sprawą Endera socjalizuje się, zaczyna mu zależeć na wielu sprawach niezwiązanych z przetrwaniem czy górnolotnymi ambicjami. Czyni go to zarówno lepszym dowódcą, jak i lepszym człowiekiem.

„Cień Endera” jest doskonałym uzupełnieniem „Gry Endera”. Czytając „Grę…”, de facto stajemy się Enderem, brakuje nam zatem szerszego spojrzenia. Dzięki temu specyficznemu midquelowi spoglądamy na Endera oczami Groszka, możemy zatem dostrzec więcej – dystans, jaki dzieli Endera od innych dzieci; jak niewiele brakuje, by wszystko poszło w diabły; jak ważną postacią jest sam Groszek, który nie tylko jest rezerwowym dowódcą, ale i obrońcą i opiekunem Endera, który z wielu działań młodszego chłopca nie zdaje sobie sprawy, a na nich korzysta. „Cień Endera” to przy tym samodzielna i pełnoprawna historia o przyjaźni, miłości, przywiązaniu i poświęceniu. O tym, że choć nie każdy może być Enderem, a wielu nie zdaje sobie sprawy, że nie jest to łatwe doświadczenie, to samo dążenie do tego ideału wzbogaca.

Korekta: Grzegorz HammerCien.Endera

  • tłumaczenie Danuta Górska
  • tytuł oryginału Ender's shadow
  • wydawnictwo Prószyński i S-ka
  • data wydania 8 maja 2014
  • ISBN 9788378397649
  • liczba stron 496

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: