Orson Scott Card, Aaron Johnston, „W przededniu”

Orson Scott Card, Aaron Johnston, „W przededniu”


        Recenzja: Łukasz Szatkowski

    Zbliżająca się ekranizacja „Gry Endera” to doskonała okazja dla marketingowców do dodatkowego wypromowania zarówno powieści, całego cyklu i wszystkich jego pochodnych, jak i innych książek autora. Sam Orson Scott Card najwyraźniej doszedł do wniosku, że to najlepszy moment by wypuścić cykl prequelowy, i trudno mu się dziwić. Można wieszać za to na nim psy i wytykać paskudną komercję, ale mnie nic to nie obchodzi, jeśli dzięki temu dostanę kolejne powieści w uniwersum Endera. Skrajne oceny „W przededniu”, pierwszego tomu cyklu o wojnie z Formidami, skłoniły mnie do refleksji, czy ten entuzjazm czyni ze mnie hardcorowego fana czy, wręcz przeciwnie, niegodnego, który łyknie jak na narkotykowym głodzie wszystko co się mu podetknie, nieważne jakiej toto jest jakości. Nie udało mi się rozstrzygnąć tej kwestii.

            Nieduży górniczy klan eksploatujący asteroidy w pasie Kuipera wiedzie surowe, lecz satysfakcjonujące życie z dala od Ziemi, jej bezdusznej biurokracji i zachłannych korporacji. Przyjdzie im jednak zweryfikować swe luźne stosunki z macierzystą planetą, gdy podczas skanu nieba teleskopy ich statku wykryją niezidentyfikowany obiekt zbliżający się w stronę Układu Słonecznego z prędkością bliską prędkości światła. Po początkowych wątpliwościach przychodzi pewność – w stronę Ziemi zmierza olbrzymi statek obcych. Jakie mają wobec nas plany? Czy wyizolowanym na własne życzenie, lekceważonym wolnym górnikom uda się na czas ostrzec ludzkość?

            Pomimo mego wspomnianego już wyżej entuzjazmu miałem pewne obawy w związku z nazwiskiem nieznanego mi bliżej Aarona Johnstona, które pojawiło się mniejszą czcionką pod Cardem. Współpraca bowiem niejedno ma imię. Czy panowie podzielili się jakoś pracą niczym bracia Strugaccy? Johnston korzystał z jakichś notatek Carda jak autorzy dopisujący nowe powieści Ludluma po jego śmierci? A może była to autonomiczna praca Johnstona, wyjąwszy fakt, że skorzystał z istniejącego uniwersum i marketingowej siły przebicia nazwiska jego twórcy jak to było w przypadku Nivena i Lernera? Posłowie daje tylko połowiczną odpowiedź na to pytanie.

            Pewną wskazówką jest fakt, że „W przededniu” mamy do czynienia z esencją twórczości Carda z naciskiem na uniwersum Endera. Sugeruje to chyba jednak Johnstona, który dobrze odrobił zadanie domowe, sam Card raczej by się tak dokładnie nie kopiował. W powieści tej mamy trzy linie fabularne. Główny, z górniczym klanem na statku El Cavador, po raz kolejny koresponduje z doświadczeniami autora, kiedy to − jak wielu młodych mormonów został wysłany na misję – w jego przypadku była to Brazylia. Fascynację kulturą Ameryki Łacińskiej Card ujawnił już chociażby w „Mówcy Umarłych”. El Cavadorem podróżuje rodzina z Wenezueli, choć członkowie załogi raczej nie identyfikują się szczególnie ze swym pierwotnym kręgiem kulturowym, zwłaszcza ci młodsi, urodzeni w kosmosie. W ramach wątku El Cavadora nie mogło zabraknąć wzruszającej, drugoplanowej historii z małym chłopcem w roli głównej, co jest dla Carda bardzo charakterystyczne.

            Drugi wątek ma miejsce na Ziemi i przez swą wojskową sensacyjność budzi skojarzenia z późniejszymi tomami cyklu „Cienia”. Tu również mamy do czynienia z pewnego rodzaju „rodziną”, choć nie wiem czy określenie tak elitarnej, międzynarodowej jednostki nie jest lekkim nadużyciem. Oba epitety, którymi opisałem Policyjny Oddział Polowy (bo tak się ta jednostka nazywa) dość jednoznacznie przywodzą na myśl Międzynarodową Flotę z „Gry Endera”. Aczkolwiek w tym wypadku nie musi to być jedynie bezmyślna kalka z Carda, którą zasugerowałem wcześniej – mam pewne podejrzenia odnośnie do zależności tych dwóch organizacji, ale na jej potwierdzenie będzie trzeba czekać do kolejnych tomów cyklu.

            Jak zatem ostatecznie prezentuje się „W przededniu”? Dla mnie, wielkiego miłośnika twórczości Orsona Scotta Carda, a „Gry Endera” w szczególności, wygląda to zacnie i niewątpliwie stanowi smakowity kąsek. Aczkolwiek mam pewne wątpliwości, czy spodoba się ona komuś, kto z „Grą…” wcześniej do czynienia nie miał. Główna wartość powieści pisarskiej spółki Carda i Johnstona tkwi bowiem głównie w rozjaśnianiu mroków naszej ulubionej historii. Gdybym miał wyjść z siebie, stanąć obok i ocenić „W przededniu” jak autonomiczną powieść, otrzymałaby zapewne co najwyżej przeciętne noty. Nie mam jednak takiego zamiaru – mówcie sobie co chcecie – mnie się podobało i czekam na więcej.

Korekta: Paulina Koźbiał

Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowiczw_przededniu_qfant

Tytuł oryginału: Earth Unaware

Cykl: Formic War

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data wydania: 19 marca 2013

ISBN: 9788378394808

Liczba stron: 376

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: