„Opowieść o 47 roninach”, John Allyn

„Opowieść o 47 roninach”, John Allyn


Autor: Barbara Wyrowińska
Korekta: Natalia Bieniaszewska.
Każdy z nas słyszał chyba  słynną historię o zemście czterdziestu siedmiu roninów. Nawiązania do tego historycznego wydarzenia znajdujemy nie tylko w kulturze japońskiej, ale i w zachodniej, chociażby w znanym filmie „Ronin” z Robertem de Niro i Jeanem Reno w rolach głównych. „Opowieść o 47 roninach” to próba złożenia tej historii w spójną całość. Czy jednak udana?

Wiosną 1701 roku władca prowincjonalnej dzielnicy Ako, daimyo Asano Takumi-no-Kami Naganori, został wezwany na dwór szoguna Tokugawa Tsunayoshi’ego. Daimyo przybył, aby towarzyszyć wysłannikom cesarskim w trakcie ich pobytu w Edo. Kira Kozuke-no-Suke Yoshinaka, znawca dworskich ceremoniałów, miał nauczyć daimyo zasad etykiety, żądał jednak za to sporej łapówki. Asano, jako jedyny, sprzeciwił się korupcji, przez co wszedł w ostry konflikt z Kirą. Yoshinaka nie omieszkał, przy każdej nadarzającej się okazji, znieważać niezłomnego daimyo, aż wreszcie czara goryczy się przelała i Naganori zaatakował Kirę mieczem na terenie zamku szoguna. Tym samym popełnił dwa przestępstwa: próbował zabić człowieka w gniewie i obnażył ostrze w siedzibie Tokugawy. Jeszcze tego samego dnia został zmuszony wyrokiem szoguna do popełnienia seppuku. Cały dobytek jego rodu skonfiskowano, a samuraje, którzy pozostawali w jego służbie, zostali roninami. Rok po śmierci swego pana czterdziestu siedmiu z nich dokonało krwawej zemsty na Kirze.

Fabuła powieści osnuta jest nie tylko wokół wydarzeń w zamku szoguna i zemsty wasali. Spora część książki opowiada o życiu bezpańskich samurajów w czasie ich oczekiwania na dogodny moment do ataku.

Miałam nadzieję, że ktoś wreszcie postarał się odtworzyć wiernie tę pasjonującą historię i ubrał ją w prawdziwie japoński klimat. Niestety, rozczarowałam się. „Opowieść o 47 roninach” to mieszanka legendy spisanej przez Mitforda, sztuki kabuki Chūshingura oraz mitów nagromadzonych przez wieki, z drobnymi urozmaiceniami autora.

Pomysły na uczynienie powieści oryginalną nie okazały się udane. Główni bohaterowie zostali podzieleni grubą kreską na dobrych i złych. Po jednej stronie mamy więc daimyo Naganori, odpowiedzialnego i mądrego władcę, czułego męża i ojca, oraz Oishi Kuranosuke Yoshio, honorowego dowódcę roninów; czarnymi charakterami są zaś skorumpowany Yoshinaka oraz zdziwaczały szogun Tsunayoshi. Ten podział jest sztuczny. Kirę przedstawiono jako mężczyznę w średnim wieku, o paskudnym charakterze, podczas gdy w rzeczywistości był on wówczas sześćdziesięcioletnim, stetryczałym starcem.

Narrator wciąż, nieco na siłę, stara się nam unaocznić, jak wiele zła w kraju spowodowały rządy szoguna. Oishi, wędrując po kraju, często dziwi się ogromowi nieszczęścia. Tymczasem rok 1701 był już dwudziestym pierwszym rokiem panowania Tokugawy, zatem Oichi mógł być rozgoryczony, rozgniewany, smutny, zniechęcony, ale na pewno nie zdziwiony. Przez cały czas jednak ronin zachowuje się tak, jakby urodził się dwa dni wcześniej. Wkład autora w opowiadaną historię, na przykład wprowadzenie  fikcyjnej postaci - córeczki pana Asano, nie został wykorzystany w żaden sensowny sposób

Styl opowieści jest dość prosty, a zarazem nierówny. Bohaterowie stanowią powielenie stereotypów panujących na Zachodzie. Problematyka moralności bushi została ledwie liźnięta po wierzchu – zamiast przejmującego dramatu, otrzymaliśmy lukrowany placek bez smaku. Zupełnie jakby autor nie uświadamiał sobie, że samuraj był człowiekiem niewyobrażalnych wręcz sprzeczności, który jedną ręką pisał piękną poezję, a drugą mordował niewinnego człowieka tylko po to, by sprawdzić ostrość miecza. Zabrakło zupełnie dramaturgii w najważniejszych scenach: samobójstwo Asano zostało przedstawione w bardzo oszczędny sposób, zaś seppuku roninów przywodzi na myśl raczej suchą notatkę prasową, niż scenę wieńczącą całą powieść. Odwzorowanie realiów życia w Japonii przełomu XVII i XVIII wieku pozostawia również sporo do życzenia. Niewiarygodne jest zupełnie, by Yoshio było stać na wynajęcie najbardziej renomowanej kurtyzany w Kioto, o wykupieniu jej kontraktu nawet nie wspominając. Geishe (damy do towarzystwa) zostały wrzucone do jednego worka z oiran (renomowane prostytutki), samuraje w rzeczywistości nigdy nie podawali sobie rąk i nigdy nie wymieniali przyjacielskich uścisków, a podobnych potknięć w tekście jest dużo więcej. Na sam koniec mojego narzekania dodam tylko bardzo drobny szczegół, który mnie osobiście przyprawił o silną irytację – słowo: daimyo w całym wydaniu pisane jest przez podwójne „i” (daimio).

Książka jest warta polecenia osobom, które chciałyby się odprężyć przy niezobowiązującej lekturze, lecz nie zależy im na pozyskaniu faktycznej wiedzy o feudalnej Japonii. Pasjonaci tej tematyki będą jednak zawiedzeni. Powieść nie wnosi praktycznie nic nowego do historii roninów, nie może być źródłem rzetelnej wiedzy o obyczajach samurajów ze względu na ogromną ilość przeinaczeń, a styl i fabuła w żaden sposób nie wydźwignie jej spośród „samurajskiej” literatury, która się ukazała do tej pory.

Autor:John Allynopowiesc-o-47-roninach-john-allyn_qfant

Tytuł:Opowieść o 47 roninach

Data wydania:11 stycznia 2008

Wydawnictwo:Red Horse

Pozostałe dane:ISBN: 978-83-60504-51-2

Format: 288 s. 125×195mm

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: