Oliver Truc, „Ostatni Lapończyk”

Oliver Truc, „Ostatni Lapończyk”


Recenzował: Maciej Lewandowski

Olivier Truck rzuca czytelników na odległą północ, na sam skraj cywilizacyjnych rubieży, przy okazji zabierając na niesamowitą wycieczkę po skutej śniegiem Laponii. Nie jest jednak książka Trucka kolejnym skandynawskim kryminałem i prezentuje znacznie bardziej kontynentalną manierę snucia opowieści.

Autor opierając się na egzotycznej scenerii, raczej mało znanej szerszemu kręgowi czytelników, postawił na wyraziste granie kartą dziejów Sammów. Efektem tego prostego zabiegu zyskujemy wgląd w fragment historycznej spuścizny mieszkańców tego specyficznego tygla kulturowego.

Takie spolaryzowanie opowieści pozwoliło autorowi na wykorzystanie niezwykle interesującego zabiegu. Truck sięgnął po realizm magiczny i w dokładnie odmierzonej dawce wymieszał z historią kryminalną. Efekt jest piorunujący, czyniąc „Ostatniego Lapończyka” jedną z ciekawszych książek mijającego roku.

Rudymentarnym elementem kryminału jest wątek obyczajowy, pozwalający przyjrzeć się scenerii oraz bohaterom. W przeciwieństwie jednak do większości gatunkowych powieści rozgrywających się w Skandynawii, nie dostajemy przeszło trzystu stron opisu społeczeństwa z trupem na początku, w środku oraz nazwiskiem zabójcy w ostatnim akapicie.

Wątek obyczajowy jest wplatany subtelnie. Autor wprowadza towarzyskie niuanse kuchennymi drzwiami, ale nie wpuszcza ich do głównej części fabuły. Dzięki temu, mimo że wtrąceń dotyczących życia osobistego bohaterów jest dużo, nie stanowią one dominującej oraz przytłaczającej części narracji. Co ciekawe, Truc nie rozwija, nie wyjaśnia zdecydowanej większości poruszonych wątków pobocznych, zachęcając czytelnika do samodzielnego zinterpretowania napotkanego strzępu czyjegoś życia. Efektem tego zabiegu szybko zżywamy się z bohaterami, zatapiając się w śnieżnej pustyni.

Od strony warsztatowej „Ostatni Lapończyk” to perełka. Autor zadbał o wszystkie niezbędne elementy narracyjnego mechanizmu, dorzucając kilka drobnych usprawnień, dzięki czemu lektura to czysta przyjemność. Sprawna, wartka narracja ułatwia poruszanie się po zimnych odludziach Finlandii, a momentami zdawkowe dialogi potęgują poczucie zagrożenia oraz alienacji.

Elementem, na który warto zwrócić uwagę jest rozbicie opowieści na dwie, przeplatające się wątki. Choć jest to bardzo popularny zabieg, pozwalający łatwo odgadnąć intencje autora, finał opowieści jest elektryzujący i zapada w pamięć.

Podsumowując, „Ostatni Lapończyk” to doskonale napisana książka, gwarantująca doskonałą rozrywkę. Próżno doszukiwać się wyrazistych wad, choć z uwagi na objętość oraz pewną wielowątkowość na pewno nie przypadnie wszystkim do gustu. Mimo tego, każdy miłośnik kryminału powinien być usatysfakcjonowany lekturą.

Polecam.

 laponczyk-qfant

Korekta: Katarzyna Tatomir

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: