Oliver Bowden, „Assassin’s Creed: Porzuceni”

Oliver Bowden, „Assassin’s Creed: Porzuceni”


Recenzował: Kamil Dolik

            Wraz z najnowszą częścią komputerowego cyklu „Assassin’s Creed” wielka wojna między Asasynami i Templariuszami zawitała do Nowego Świata. Ta zmiana była dla mnie prawdziwym powiewem świeżości – żegnajcie pustynie Ziemi Świętej i wąskie uliczki włoskich miast, witaj dzika północnoamerykańska puszczo, okryta śniegiem i pełna drapieżnego zwierza, witajcie batalie na morzach! Można było się domyślić, że wkrótce po premierze gry ukaże się „fabularna solucja” – jak zwykłem określać powieści autorstwa Oliwera Bowdena. Po części się nie myliłem – książka zatytułowana „Assassin’s Creed: Porzuceni” zawitała na półki naszych księgarń całkiem niedawno i już po okładkowej grafice można się domyślić, z którą odsłoną megahitu Ubisoftu jest związana. O dziwo jednak…

             Zgodnie z tym, co widzieliśmy w grze, w „Assassin’s Creed: Porzuceni” żegnamy się z nieco już wyeksploatowanymi Altairem i Ezio, by powitać nowego gracza na scenie. A jest nim… właśnie, wcale nie Connor – główny bohater „Assassin’s Creed III”, a Haytham Kenway – pierwszy wielki mistrz Zakonu Templariuszy w kolonialnym Nowym Świecie. I tu dochodzimy do mojego „o dziwo” – „Assassin’s Creed: Porzuceni” jest pierwszą powieścią w cyklu, która nie powiela głównego wątku gry, lecz próbuje ukazać nam zawarte w nim wydarzenia z innej perspektywy – perspektywy wspomnianego Kenwaya. Ten pomysł bardzo przypadł mi do gustu, na coś takiego miałem nadzieję jeszcze podczas oczekiwania na premierę „Assassin’s Creed: Renesans”. Dzięki temu można stwierdzić, że zapoznawanie się z książką po przejściu gry nareszcie nabrało głębszego sensu – „Porzuceni” w bardzo sprawny sposób uzupełniają i rozwijają wątki poruszone w fabule „Assassin’s Creed III”. Gracz-czytelnik ma szansę ujrzeć w zupełnie nowym świetle część zdarzeń, których był sprawcą/uczestnikiem/obserwatorem jako wspomniany wcześniej Connor.

             Od strony technicznej powieści trudno mówić o rewolucji. Mamy za to dalszą ewolucję stylu pisarskiego Autora, co jest oczywiście plusem – nawet jeśli nowych fanów mu nie przysporzy. Oliwer Bowden snuje swoją opowieść całkiem sprawnie, dzięki czemu „Porzuconych” czyta się jednym tchem (największą radochę mają tu oczywiście gracze). Nie ustrzegł się jednak kilku potknięć, z których najpoważniejsze dotyczy głównego bohatera. Haytham Kenway to, teoretycznie, intrygująca postać o barwnej historii (którą w powieści poznajemy od czasów jego młodości w Anglii). W praktyce wypada on czasem dość blado, niekiedy wręcz nienaturalnie – po prostu czuć tu pewne niedopracowanie. Podobnie jest w przypadku niektórych wydarzeń, które wydawały się opisanymi zbyt pobieżnie. Oczywiście wspomniane potknięcia nie przekreślają tekstu jako całości, potrafią się jednak rzucić w oczy.

„Assassin’s Creed: Porzuceni” przełamuje utarty w poprzednich tomach schemat i zamiast kopiować fabułę gry, na której bazuje, próbuje rozwijać i uzupełniać część z zawartych w niej wątków. Dla miłośników gry jest to ogromna, być może największa, zaleta tej pozycji. Pozostałych Czytelników „Assassin’s Creed: Porzuceni” powinnna przyciągnąć ciekawą historią, pełną wartkiej akcji. To solidna powieść, z którą warto się zapoznać.

 

Korekta: Iga PączekPorzuceni

  • Autor: Oliver Bowden
  • Tytuł oryginału: Assassin’s Creed
  • Przekład: Przemysław Bieliński
  • Data wydania polskiego: 2013
  • Wydawnictwo: Insignis
  • ISBN: 9788363944148
  • Wydanie: I
  • Strony: 445
  • Oprawa: miękka
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: